Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

Nareszcie szydło wyszło na wierzch

Szkoda tylko, że tak późno. Ale przysłowie mówi: lepiej późno niż wcale. Dzięki wyniesionej tajnej liście przez dziennikarza Bronisława Wildsteina dowiedzieliśmy się o osobach z Chicago współpracujących z SB. Jestem pewien, że tych osób jest o wiele więcej. Tylko ukrywających się pod innymi nazwiskami. Na przykład Kowalskich.
Do osoby H. Zygmunta od dawna miałem zastrzeżenia. Zacząłem rozszyfrowywać jego pociągnięcia jeszcze za komendanta Bugajskiego. Nie podobały się mi jego chwyty, głaskanie po plecach i nazywanie wszystkich “kochani”, które przypominały postępowania sowieckiego NKWD. Nie podobały mi się jego umizgi i podejścia, które były tylko po to, aby uchwycić zdobycz i natychmiast ją udusić. Był sprytnym oszustem, złodziejem, kłamcą i awanturnikiem. Nie było w nim żadnej uczciwości, nawet na jotę.
Nie mogę zrozumieć jak Zygmunt mógł opętać w swoje sidła Mariana Pruska? Którego uważałem za najuczciwszego człowieka w Chicago. Jednak bardzo zawiodłem się na nim. Czyżby był też agentem SB? To on właśnie wprowadził Zygmunta do Placówki i wspólnie prowadzili oszustwa przejmując własność Placówki w prywatne ręce Zygmunta.
Będąc komendantem Placówki 90 przestrzegałem członków przed warcholstwem, kradzieżą alkoholu z magazynu Placówki i nadużyciach finansowych popełnianych przez Zygmunta i Pawłowskiego, oraz nie wypełnianiu przez nich przejętych obowiązków. Ale “towarzysze” Bieżanowski, Furmanek, Koszycowie, Pasiński, Kruk, Strzelecki, Prusek i Pawłowski, których Zygmunt za SWAPowską wódkę skaptował, popi erali zło i maczali palce w rabowaniu Placówki.
Koszyca bez przerwy dzwonił do mnie prosząc, abym Zygmuntowi dał wolną rękę w ograbianiu Placówki. Nie zgadzałem się z tą tezą, ponieważ była ona sprzeczna statutowi i rozkładała Placówkę w prywatny interes Zygmunta. Wtedy mówiłem dla Koszycy, że Zygmunt jest oszustem i agentem PRLowskim, Koszycowie temu nie wierzyli. Właśnie będąc w Polsce spotkałem osoby, które znały Zygmunta i ostrzegały mnie, bym był ostrożny, bo on jest wielkim oszustem, złodziejem i agentem. Ale wyżej wymienieni “komsomołowie” byli przeciwni uczciwemu postępowaniu, które Placówka utrzymywała od samego jej założenia. Oni popierali warcholstwo Zygmunta i twierdzili o potrzebie “odmłodzenia” Placówki i wprowadzenia jej na nową drogę i lepsze tory. To znaczy na tory oszustwa, złodziejstwa i prywatnej korzyści.
Ze względu na tę rewolucyjną zygmuntowską sytuację we wrześniu 2002 roku wysłałem raport i prośbę do Zarządu Głównego w New Yorku, o pomoc w rozwiązaniu kryzysu wyłonionego przez Zygmunta i jego klikę. Zarząd Główny nawet nie odpowiedział. Ponieważ Witt był bombardowany przez pisanie fałszywych paszkwili przez Strzeleckiego, Pasińskiego, oraz za pomocą telefonów Koszycy, Zygmunta i pozostałych PRLowców. A Witt, aby nie stracić stołka pod siedzeniem poparł oszustów.
Ten sam raport wysłałem komendantowi Okręgu 1-go Zenonowi Wiecińskiemu, który po przeczytaniu na zebraniu Okręgu wrzucił do kosza. Tu też poskutkowała kradziona wódka z Placówki, którą Zygmunt skaptował Wiecińskiego. Zachowanie się Wiecińskiego też mówi samo za siebie. Za jego sumienność koledzy z jego Placówki wyleli kawę na jego “papę”.
Następnie na zebraniu Placówki 90 w dniu 17 stycznia 2003 roku postawiłem wniosek nieufności dla zarządu i oszustów, który został przegłosowany stosunkiem 9 osób za i 6 przeciw. Mimo tego Zygmunt z Pawłowskim nie uznali tego głosowania, wychodząc rozwiązali zebranie. Postąpili tak jak ich wyuczono w SB.
Przedstawiam podstępne dowody oszustwa Zygmunta i Pruska, które mówią same za siebie.
1. Aplikacja Zygmunta do SWAP-u, w której on stanowczo stwierdza na “słowo honoru oświadczam, ze nie służyłem i nie współpracowałem ze służbą bezpieczeństwa”. Drań i oszust.
2. Podpis Mariana Pruska i sfałszowany przez niego podpis Jarosza. Panie Prusek, jak Pan może pokazać Polonii swoje oczy?
3. List Placówki 90-tej do Państwowej Wyższej Szkoły Muzycznej w Łodzi oraz odpowiedź tej uczelni, która mówi sama za siebie. “Raz oszust, całe życie oszust”. Prawdziwe słowa ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego.
Takie machinacje może robić tylko Zygmunt, agent SB.
Kiedy w latach 70. byłem prezesem polskiej sobotniej szkoły w Chicago, jeden z księży patriotów nagabywał mnie, abym zgodził się oddać szkołę pod opiekę władz PRL-owskich. Zapewniał mnie, że wszystkie koszta utrzymania szkoły pokryją władze PRL. Nawet dadzą za darmo książki. Odpowiedziałem jemu: Nie chcę stwarzać w Polsce dłuższych kolejek dla biednych ludzi, którzy godzinami stoją za produktami pierwszej potrzeby. Proszę umożliwić tam rodakom wygodniejsze życie. My tu damy radę sobie sami.
A co na to prezesi z Lisem na czele?
Chodzą do Placówki zygmuntowskiej, który kaptując ich daje za darmo picie alkoholowe i różnego rodzaju poczęstunki. Ciekaw jestem kto za to płaci? Czy czasami nie Cimoszewicz?
Przecież Zygmunt teraz nie ma żadnych dochodów. Miasto odebrało licencję na alkohol i zabroniło urządzć imprez dochodowych. Do tego Zygmunt musi opłacać adwokatów i spłacać karę $50,000.00 lokatorowi.
Panowie prezesi. Jak mówi W. Lis na wyżerkę przychodzi was ponad 15. Czy jesteście tacy biedni? Dlaczego krzywdzicie rodaków w Polsce, którzy są bez pracy, chleba i są wyrzucani z mieszkań, bo nie mają cczym opłacić komornego.
Panowie prezesi, uważam, że tu coś nie układa się patriotycznie, raczej egoistycznie.

Wacław Wierzbicki