Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

Historia kresowego miasteczka Kleck

Według starych historycznych notatek z XI i XII wieku, okolice Klecka były księstwami książąt Dregowiczan, które w czasach wojennych przechodziły z rąk jednych książąt do rąk drugich. Dokładna data powstania Klecka pochodzi z 1128 roku. Kleck leży nad rzeką Łań. Był obronną warownią z wielkim zamkiem, którego średnica dziedzińca wynosiła 80 metrów. Dookoła zamku była fosa głęboka 6 1/2 - 7 1/2 metra i szeroka 35 metrów.
Po zaprowadzeniu spokoju na Żmudzi, król Kazimierz IV w 1448 r. przekazał Żmudź i księstwo kleckie Wielkiemu Księstwu Litewskiemu. W późniejszym czasie przez wpływ Mikołaja Radziwiłła Czarnego, ordynata nieświeskiego (miasto 18 km od Klecka) wzrastały kontrakty z polskim królem Zygmuntem Augustem, a przede wszystkim z królewiczem Zygmuntem, za którego wydał swoją stryjeczną siostrę, piękną Barbarę Radziwiłłównę, wdowę, która przebywała w Wilnie. Ich ślub miał się wyjawić dopiero po śmierci króla Zygmunta Starego. Syn Zygmunt, aby objąć tron króla polskiego, musiał opuścić Wilno i przyjechać do Krakowa. W tym czasie żona Zygmunta Starego, matka królewicza, Bona Sforza (Włoszka) odkryła, że jej syn już jest żonaty. Dlatego czyniła wszystko, co było możliwe, aby Barbary Radziwiłł nie koronować na królową Polski. W tym wypadku Mikołaj Radziwiłł Czarny udał się do Rzymu do Ojca Św. z prośbą o koronację Barbary. Polski Sejm, mimo wielkiej opozycji, opowiedział się za koronacją. Jako znak protestu Bona Sforca opuściła Kraków i wyjechała do Włoch do swego miasta Bary, zabierając całą swoją świtę. Zostawiła tylko tajnych agentów, którzy mieli otruć krolową. Barbara koronowana w 1550 r., a po 6 miesiącach, w maju 1551 r. już nie żyła. Ale dzięki aliansowi królewicza z Barbarą, Zygmunt Stary przekazał Bonie Sforca w wieczne posiadania księstwo Kleckie 1523-1558, które potem przeszło na własność Radziwiłłów Nieświeskich.
Barbary grób znajduje się w podziemiach katedry św. Stanisława w Wilnie. Do tego czasu można go odwiedzać. W tej samej katedrze jest najpiękniejsza kaplica, w której stale przechowuje się Przenajświętszy Sakrament i jest poświęcona świętemu Kazimierzowi, królewiczowi Polski i Litwy z Jego relikwiami. Jest najbardziej odwiedzaną przez Polaków, Litwinów i pielgrzymów.
Fala reformacji rozlewającej się szerokko w Europie Zachodniej dosięgła też kresowych stron. Najpierw pojawiło się wyznanie Helweckie, następnie Arianie. Katolicyzm bronił się mając poparcie królów. W 1609 r. dochodzi do publicznych dysput między katolikami i arianami. Również kalwini z pastorem swym Janem Zygrowjuszem dysputowali publicznie 9 stycznia 1616 ro. z ksiedzem Benedyktem Brywilias, Jezuitą z Nieświeża.
Zygmunt III rozkazem z 1618 r. zdał ostateczny cios reformacji, zamykając zbory i surowo wzbraniając odprawiania nabożeństw.
Tu musimy cofnąć się o krok z historią do bitwy Grunwaldzkiej w 1410 r., która położyła kres ekspansji krzyżackiej. Musimy wspomnieć, co działo się na wschód od Grunwaldu. W 1503 r. na tereny Klecka i Nowogródka napadły hordy Tatarów Perekopskich, pod wodzą sułtana Byty-Gereja, które straszliwie niszczyły i pustoszyły zagrabione okolice. Po zajęciu Klecka, miasto i warowny zamek obrócili w perzynę. Lecz jeszcze groźniejsza nawała stanęła pod Kleckiem w 1506 r. Wysłany przeciw nim marszałek litewski Michał Gliński, książę litewsko-ruski i wsparty polską jazdą Sędziwoja Czarnkowskiego, w dniu 7 sierpnia 1506 r. doszczętnie zniszczyli cały obóz tatarski. Położyli trupem ponad 20 tysięcy Tatarów. Ich krew zafarbowała przyległy staw, który od tego czasu Krasnym Stawem został nazwany. (Po 1939 r. Sowieci zasypali go i dzisiaj nie ma znaku po nim). Jeszcze za moich czasów tak samo nazywał się majątek Radziwiłłów koło Klecka, obecnie nieistniejący.
Odebrano Tatarom mnóstwo łupów i wyzwolono ponad 40 tysięcy jeńców. Wzięto do niewoli ogromną ilość Tatarów. To była największa, najcięższa i ostatnia bitwa z Tatarami na tamtych terenach. Tak o niej opisuje w swej kronice Stryjkowski:
“Wtym z kilku rośnic, które w wojsku nasze mieli,
Uderzyli w pogany, aż wszyscy zadrżeli,
Hala, hala, wszędzie brzmi, zewsząt głosy straszne,
A strzały zasłoniły lecąc słońce jasne”.
Okolice Klecka były zasiane kurhanami (kopcami) ciał i zbroi tatarskiej (po 1939 r. Sowieci znieśli je z powierzchni ziemi). Duża ilość jeńców tatarskich pozostała na tamtych terenach. Koło Klecka Tatarzy byli skoszarowani w obozach, których nazwy były tatarskie, jak Orda, Karack, Babajewicze lub Cepra. Te nazwy pozostały tam do dzisiaj. Dużą ilość jeńców wzięli książęta litewscy, którzy po pewnym czasie utworzyli pułki jazdy tatarskiej. Na tamtych terenach nie było Tatarek, dlatego Tatarzy brali śluby z miejscowymi kobietami. Tylko zmieniali swoje nazwiska na podobne do miejscowości, w których mieszkali, np. miejscowość Kroszyn na Kroszyński, lub brali nazwiska żon. Za czasów panowania Zygmunta III około 30 tysięcy Tatarów powróciło do Krymu i Turcji. Pozostali Tatarzy spolonizowali się i byli dobrymi Polakami. Wielu z nich brało ochoczo udział w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 r. Za to otrzymali na Kresach wojskowe działki rolne nadane im przez Sejm Polski. W Klecku do 1939 r. mieszkało ponad 500 Tatarów. Mieli swoją ulicę - Tatarską, meczet i przeważnie trudnili się ogrodnictwem i wyrabianiem skór. Szyli też ozdobne kożuchy.
W późniejszym czasie moskiewskie księstwo pod wodzą Chowańskiego najeżdżało na Księstwo Litewskie. Istnieje legenda, że za panowania króla Jana Kazimierza wojska moskiewskie pod wodzą Chowańskiego obległy Nowogródek. Władze miejsce wysłały delegację prosząc o oszczędzenie miasta. Chowański odpowiedział, że we śnie ukazał mu się święty Michał Archanioł, patron kościoła i miasta i ostrzegał go przed zniszczeniem Nowogródka. Dzięki temu ostrzeżeniu miasto ocalało. A Chowański ze swoją armią ruszy na południe, gdzie w 1660 r. dwukrotnie został pobity pod Połonną i Lachowiczami w pobliżu Klecka.
Tu muszę wspomnieć o wojnie polsko-moskiewskiej od 1492-1667, w której Polacy w 1610 r. zdobyli Moskwę za Zygmunta III Wazy.
Wielkie Księstwo Litewskie zjednoczyło się z Polską w 1385 r. w Krewie, tak zwaną Unią Personalną - Jagiełło - Jadwiga. Następne negocjacje odbywały się w latach 1401, 1913, 1932, 1996, 1501 i ostatnia w Lublinie w 1569 r.
Za ostatnich Jagiellonów, w kraju towarzyszył rozwój demokracji szlacheckiej i dobrobyt. Nastąpił złoty wiek kultury polskiej. Rozwinęła się nauka (Mikołaj Kopernik, Jan Kochanowski) i sztuka renesansowa.
W tym okresie Litewska szlachta bardzo polonizowała się przyjmując katolicką wiarę. Nie podobało się to Księstwu Moskiewskiemu, które z tego powodu wywoływało wiele zadrażnień wśród ludności obrządku wschodniego. Rozpoczęły się powstania kozacko-chłopskie. Największe było w 1648 r. pod wodzą Bohdana Chmielnickiego przeciw Rzeczypospolitej, a później zabiegał o włączenie jej do Rosji. Następuje klęska wojsk polskich (Żółte Wody, Korsuń i Piławce), a w 1651 r. klęska pod Beresteczkiem i ugoda z Rosją w 1654 r.
Rok 1655 - 1660 - Potop. Król szwedzki Karol XII, który stał w Grodnie wysłał swoje wojska pod dowództwem Trautfettera pok Kleck, które stały tam przez 3 doby. Szwedzi po przeorganizowaniu swych oddziałów 10 maja 1706 r. ruszyli na podbój Nieświeża i MIRA.
W wojnie tej mocarstwo szwedzkie upadało i traciło większość swych zdobyczy, głównie na rzecz Rosji. W wyniku toczonej na terytorium Polski wojny północnej za rządów Augusta II i Augusta III Wettingów nastało osłabienie polityczne kraju. Ale w połowie XVIII wieku pojawiły się oznaki odbudowy gospodarki. Nastąpiło ożywienie handlu, reforma szkolnictwa, wzrost poziomu kultury rolnej i dobrobytu. Mimo uległości Rosji, król Stanisław August Poniatowski dążył do uzyskania samodzielności politycznej kraju. Podczas Sejmu Czteroletniego 1788-1792 r. Stronnictwo Patriotyczne wykorzystując odpowiednią sytuację przeprowadziło reformy zmierzające do zrzucenia kurateli rosyjskiej i przywrócenia niepodległości. Sejm 3 Maja 1791 r. uchwalił konstytucję pierwszą w Europie, która pozostawiając ustrój stanowy, osłabiając pozycję magnaterii i zmniejszając rolę senatu, zniosła Liberum Veto, wolną elekcję, zakazywała tworzenia konfederacji, wzmocniła władzę wykonawczą, wprowadziła odpowiedzialność rządu przed Sejmem, rozszerzyła prawa mieszczan a chłopom zapowiadała opiekę i prawa rządu.
Konstytucja 3 Maja 1791 r. zniosła odrębność prawopaństwową Litwy. Od tego czasu Polska i Litwa miały tworzyć jednolite państwo polskie: Rzeczpospolitą. W 1621 r. obszar Rzeczypospolitej wynosił około jednego miliona kilometrów kwadratowych z ludnością 10 milionów.
Konstytucja 3 Maja została obalona przez interwencję rosyjską i Konfederację Targowicką w 1792 r., skutkiem interwencji nastąpił I rozbiór Polski przez Rosję, Prusy i Austrię. II rozbiór nastąpił w 1793 r. bez Austrii. A po Powstaniu Kościuszkowskim zakończonym klęską w 1794 r. nastąpił w 1795 r. III rozbiór przez 3 państwa. Polska trwała w niewoli przez 123 lata. Ale przez ten okres czasu żaden z zaborców nie mógł wyplenić ducha polskości w naszym narodzie.
Emigracja polityczna po upadku Polski liczyła na pomoc rewolucji francuskiej, a następnie na Napoleona. Epoka historyczna, w której ci ludzie żyli, wycisnęła na nich swoje piętno. Była to epoka wojen napoleońskich zmieniającej co chwilę karty Europy, a wraz z nią i Polski. Szlachta polska na Litwie nieufnie odnosiła się do Napoleona. Ale większość oświeconego społeczeństwa wiązała losy Polski z nim. Adam Mickiewicz sam należał do wielbicieli Napoleona. Wybrał więc do swego poematu takich ludzi, którzy podzielali jego uczucia, choć dał również głos sceptykom. Jedną z najwybitniejszych postaci “Pana Tadeusza” jes emisariusz napoleoński, ks. Robak, który pragnie zorganizować na Litwie powstanie przeciwko Rosji, zanim nadejdą wojska cesarza. Nikt nie przypuszczał jak wielki duch drzemie w tym wątłym ciele Mickiewicza, który tak opisuje ów Rok 1812:

“... Jakby gilów, siewek
I szpaków, stada jasnych kit i chorągiewek
Zajaśniały na wzgórzach, spadając na błonie:
Konnica, dziwne stroje, niewidzialne bronie,
Pułk za pułkiem, a środkiem jak stopione śniegi
Płyną drogami kute żelazem szeregi:
Z lasów czernią się czapki, rząd bagnetów błyska
Roją się niezliczone piechoty mrowiska
Wszyscy na północ.....”

Pamiętne dnie to były, gdy wojska Napoleona zatrzymały się na kilka dni w Nowogródku, Mirze i Klecku. Książę Józef Poniatowski stanął kwaterą w Metropolu (folwarczek u końca ul. Grodzieńskiej). Książę Hieronim Bonaparte w pałacu Radziwiłłowskim, a gen. Dąbrowski w Horodziłówce.
Posłuchajmy co o tym mówi nasz wieszcz w XI księdze “Pana Tadeusza””
... Soplicowo leżało tuż przy wielkiej drodze,
Którą od strony Niemna ciągnęli dwa wodze
Nasz Książę Józef i król westwalski Hieronim
Już zajęli część Litwy od Grodna po Słonim...
... W mieście pobliskim stanął główny sztab książęcy,
A w Soplicowie obóz czterdzieści tysięcy
I ze sztabami swymi Jenerał Dąbrowski,
Kniaziewicz, Małachowski, Giedroyć i Grabowski...

Księga IV:
Dwie chyliły się karczmy po dwóch stronach drogi,
Oknami wzajem sobie grożące jak wrogi;
Stara należy z prawa do zamku dziedzica,
Nową na złość zamkowi postawił Soplica.
W tamtej, jak w swem dziedzictwie, rej wodził Gerwazy,
W tej najwyższe za stołem brał miejsce Progazy,
Po rannej mszy w kaplicy, że była niedziela,
Zabawić się i wypić przyszli do Jankiela.

Rok 1812 nie przyniósł wolności Polsce, Horyzont kraju zaczął się zachmurzać. Wielka armia Napoleona została rozbita. Cały kraj został zajęty przez Rosjan, którzy nakładają swą ciężką łapę na wszystko co jest polskie, cokolwiek ma łączność z dawną świetną przeszłością. Przychodzi rok 1830-31. Padają kolejno pod ukazami carskimi coraz to inne placówki polskie: szkoły, kościoły, klasztory i konfiskata majątków. Zmuszono lud do przyjmowania prawosławia. Naród mimo niechęci jeszcze silniej zduszany - ulega. Ginie szereg młodych ludzi zapalonych wielkim patriotyzmem. Po 32 latach naród polski znowu pragnie zerwać pęta, lecz zostaje zwyciężony i system Murawiewa - wieszatiela triumfuje w całym kraju. Rosjanie systematycznie rusyfikują kraj, wypleniają wszelki ślad polskości, obciążają na długi szereg lat Polaków specjalnym podatkiem - kontrybucją. Resztę kościołów i klasztorów zamknięto. Część ich zamieniono na cerkiwe prawosławne zmieniając wieże na cebulaste.
Wybucha wszechświatowa wojna w 1914 roku. Armie niemieckie wpychają się głęboko w teren rosyjski, aż po Narva i Psków na północy. Prawie pod Mohilew i Kurs w środku kraju, oraz całą Ukrainę aż po Rostow. Niemcy rządzą surowo, nakładając duże podatki, lecz zaprowadzają ład i czystość. Trzeba jednak przyznać, że Niemcy pozwalali Polakom na akcje społeczne, zakładać polskie szkoły i nawet utrzymywać ochronki i przytułki, którym udzielali pomocy lekarskiej.
11 listopada 1918 r. nastąpiła rewolucja niemiecka. Niemcy zaczęli wyprzedawać za bezcen maszyny, rzeczy wojskowe i spiesznie wracać do Niemiec. Po kiludniowej ciszy znowu weszli bolszewicy, witani owacyjnie przez ludność żydowską i rosyjską. Okupanci z początku zachowywali się spokojnie. Potem wydali rozkaz o składaniu broni i rejestracji byłych wojskowych do armii bolszewickiej. Poznawszy miejscowych polskich działaczy zaczęli przeprowadzać rewizje i aresztowania, oraz osadzanie Polaków w więzieniach.
Konflikt między państwami zaborczymi odnowił nadzieje Polaków na odzyskanie niepodległości. Rozpoczęto formowanie regularnych jednostek wojskowych. W zaborze austriackim Józef Piłsudski formuje strzelców, później legiony. W zaborze rosyjskim legionu Pułaskiego i Lubelskiego, oraz Korpusu Syberyjskiego pod dowództwem gen. Józefa Dowbór Muśnickiego (1917-1918) rozbrojonego przez wojska niemieckie i austriackie. Korpusy polskie tworzone przez Księstwo Warszawskie były zwalczane przez bolszewików. Należy wspomnieć, że po zwycięstwie rewolucji październikowej, walkę zbrojną zapoczątkowało powstanie Kiereńskiego, Krasnowa i kozakami nad Donem przeciwko bolszewikom, w tak zwanej wojnie domowej XI 1917. W wojnie tej brały udział Anglia, USA i Japonia.
Rzecz znamienna, że u boku bolszewików stanął Czerwony Pułk Rewolucyjny z Warszawy przeciw I Korpusowi Syberyjskiemu pod dowództwem gen. Józefa Dowbór-Muśnickiego.
W roku 1918 we Francji powstała Armia Polska pod dowództwem gen. Józefa Hallera. Wysiłkowi militarnemu towarzyszyły działania polityczne. Stronnictwa tworzyły ponad partyjne organizacje, które reprezentowały społeczeństwo polskie wobec władz zaborczych. Roman Dmowski reprezentował Polskę i Paryż. W Warszawie powstała Rada Regencyjna. Wykorzystując klęski i skutki ruchów rewolucyjnych w Rosji, Niemczech i Austro-Węgrzech w wielu miastach powstały ośrodki władzy. W Lublinie powstał Tymczasowy Rząd Ludowy. Po powrocie Józefa Piłsudskiego z Magdeburga do Warszawy, gdzie był internowany, Rada Regencyjna w dniu 11.XI.1918 roku przekazała władzę nad państwem. 22 XI 1918 r. Józef Piłsudski został Naczelnikiem Państwa Polskiego. Awans ten doprowadził do likwidacji lokalnych ośrodków władzy. 16.I 1919 r. został wybrany sejmustawodawczy. Ale tworzenie Państwa Polskiego nie było łatwe. Na wschodzie Armia Czerwona nie zrezygnowała z podboju naszych wschodnich ziem. Od 17 XI 1918 r. pod kryptonimem “Wisła” starała się odebrać utracone tereny. Wojsko polskie 16 IV 1919 r. przeszło do działań obronnych i odbiło Baranowicze i Dźwinę. A na południu przez podjętym sojuszem J. Piłsudski z siłami Ukraińskiej Republiki Ludowej (S. Petlura) doprowadził 7 V 1920 r. do zdobycia Kijowa. Kilkakrotne próby rozmów pkojowych z bolszewikami nie przyniosły rezultatów. Wyprawa kijowska nie zdołała zapobiec ofensywie Armii Czerwonej pod dowództwem M. Tuchaczewskiego, A. Jeżowa i armii konnej S. Budzionnego. W dniach 13-15 VIII 1920 r. Armia Czerwona była już na przedpolach Warszawy. Dzięki mądremu Sztabowi Armii Polskiej gen. Tadeuszowi Rozwadowskiemu i objęcia dowództwa obrony Warszawy przez Józefa Piłsudskiego w dniu 15 VIII 1920 r. bolszewicy zostali sromotnie pokonani i wygnani z kraju aż prawie do linii ze stycznia 1920 r. W tym czasie w Białymstoku obradował już Komunistyczny Tymczasowy Komitet Rewolucyjny Polski pod przewodnictwem przybyłego z Moskwy Juliana Marchlewskiego, szykując się do rewolucji i objęcia władzy po opanowaniu Warszawy przez Czerwoną Armię.
Niestety, na podstawie traktatu pokojowego w dniu 18 III 1921 r. w Rydze wojska polskie musiały cofnąć się do granicy z roku 1939. Powierzchnia Polski z 1921 r. wynosiła 388,390 km kw. i było 27.2 miliona obywateli. Polacy stanowili 69.2% ludności. Ukraińcy 14.3%, Żydzi 7.8%, Białorusini 3.9%, Litwini i inne narodowości 0.3%. A po II wojnie światowej powierzchnia Polski wynosi 312.683 km kw. i ludność 38.2 miliona (1990 r.). Nigdzie nie znalazłem danych o procentowym podziale narodowościowym. A szkoda.
Mimo ustalenia granicy z bolszewikami, bandy sowieckie przechodziły na polską stronę i napadały na polskie osiedla, gospodarstwa i majątki rabując je doszczętnie. Dlatego dla spokoju i zabezpieczenia mienia przygranicznych obywateli w 1924 . przeznaczono specjalne oddziały wojskowe “Korpus Ochrony Pogranicza”, które zostały ulokowane na przestrzeni granicy sowieckiej, litewskiej i łotewskiej. Razem było 7 odcinków, w których mieściły się dowództwa KOP-u. Od północy stał KOP Głębokie nr 1, KOP Wilejka nr 2, KOP Baranowicze nr 3, KOP Polesie nr 4, KOP Sarny nr 5, KOP Równe nr 6 i KOP Podole nr 7. W Klecku stał 9-ty baon KOP-u z dowództwa Baranowicze, który miał swoje strażnice w Chomince, Morocz nad rzeką Morocz, Słucz i Kołki. W latach 1935, 36 i 37 bywałem na tych strażnicach i jako harcerz z żółnierzem KOP-u patrolowałem zalane poleską wodą odcinki naszej pięknej polskiej granicy. Mówię pięknej, bo nasze słupy graniczne czworokątne, ładnie pomalowane w biało-czerwone wijące się od dołu do góry paski, z białym orłem na czubku wyglądały wspaniale i uroczo. W przeciwieństwie do sowieckich po przeciwnej stronie, brudnych i nie malowanych. Podczas każdego patrolu widzieliśmy błyski aparatów fotograficznych z drzew, na których siedzieli sowieccy agenci, którzy pilnowali co działo się na pasie neutralnym, lub kto zbliżał się do niego.
Dzięki Panu Bogu, że Kleck i okolice pozostały po polskiej stronie. Po tamtej stronie granicy tysiące Polaków zostało w tak zwanych czystkach rozstrzelanych i ich kości leżą na wschód od Mińska na “Kuropatach”. Inni zostali wywiezieni do Kazachstanu w puste stepy, lub innych katorg na rajskiej sowieckiej ziemi.
O Kuropatach załączam “Głos znad Niemna” 17 X 2003 r.

Wie tylko Pan Bóg
Nad grobami w Kuropatach szumią sosny...


Setki krzyży w Kuropatach są pamiątkami o ludziach, którzy stali się ofiarami terroru stalinowskiego. Krzyże chronią ich od bezczelnych biznesmenów, którzy chcieli obok tej niekropolii wznieść luksusowe osiedle z ośrodkiem rozrywkowym pod szyderczą nazwą “Słoneczne”. Na szczęście rozum odniósł zwycięstwo nad chciwością i głupotą.
Ogromny szary głas na leśnym wzgórzu informuje o tym, że tu ma powstać pomnik upamiętniający ofiary represji. Uporządkowaniem uroczyska Kuropaty, które stało się symbolem ludobójstwa znanym w całym świecie, zajmują się dobrowolnie mieszkańcy Mińska i innych miast i osiedli naszego kraju. Na głównej alei tego niezwykłego cmentarza stoi zielony metalowy krzyż z napisem: Wieczna pamięć Polakom rozstrzelanym w Kuropatach”. Ponad 40 takich krzyży stoi w wielu miejscowościach Białorusi jako znak pamięci o poległych rodakach.
Polski ślad w lesie na obrzeżu stolicy został odkryty w 1988 r., prokuratura wszczęła śledztwo, a rząd powołał komisję specjalną do “zbadania pochodzenia 500 nieznanych grobów na wschodnim skraju Mińska”. Prokuratura wspólnie z aarcheologami i ekspertami przeprowadziła ekshumację kilku zwłok i nieoczekiwanie ujawniła, że w trzech z sześciu grobów odnaleziono dużo przedmiotów produkcji zagranicznej. Na niektórych z nich udało się odczytać “Made in Poland”. Zdumieni naukowcy odnaleźli również przedmiot, na którym był wydrapany czymś ostrym napis po polsku: “Ciężkie minuty więzienia. Mińsk 25.04.1940. Myśl o was doprowadzi mnie do rozpaczy”. Na drugiej stronie: “26 IV. Rozpłakałem się. Ciężki dzień”.
Skąd się tu znalazły te przedmioty? Kim byli ich właściciele? Po wrześniu 1939 r. wielu obywateli RP trafiło do radzieckich więzień. Oskarżani byli o członkostwo w polskiej organizacji kontrrewolucyjnej, enkawudziści wymyślali brednie, które musieli podpisać torturowani. Wyrok śmierci wykonywany był również w Kuropatach. Ale to nie wszystko.
Poza granicami Polski, jako skutek podpisanego w Rydze paktu, zostało wielu naszych rodaków. To oni obok Białorusinów, Żydów, Litwinów, stali się celem zbrodniczej działalności NKWD, bo wielki wódz narodów wciąż nakazywał niszczyć kontrrewolucjonistów. Nawet nieliczne odtajnione dokumenty świadczą, że “polskim szpiegiem” mógł zostać każdy, ponieważ już samo nazwisko, kończące się na “ski” było podstawą aresztu i sporządzenia “dowodów” oskarżających. Największa fala represji wobec Polaków przetoczyła się na Białorusi zimą 1937/38 roku.
Polski ślad w Kuropatach jest głęboki i niewyjaśniony. Ilu rodaków spoczywa w tym lesie, wie chyba tylko Pan Bóg. Winę ich stanowiło jedynie to, że byli Polakami.
Obecnie na tych krzyżach pojawiają się tabliczki z nazwiskami tych, których pożarł moloch komunistyczny. Dzieci, wnuki, krewni, chcą chociaż w taki sposób oznaczyć miejsce ziemskiego przytułku bliskiego im człowieka. Oczywiście są to tablice symboliczne, nikt nie wie dokładnie, w jakim miejscu dosięgła ofiarę kula kata.
Niedawno na prośbę Joanny Januszczak z Gdyni, Miejski Oddział ZPB w Mińsku umieścił taką tabliczkę na jednym z krzyży w Kuropatach. Nasza gazeta nie raz pisała o Joannie Januszczak, która cudem ocalała z gehenny w Czerwieni. Los jej narzeczonego ułożył się tragicznie. Swoje wspomnienia, pisane na gorącą, z marszu śmierci z mińskiego więzienia do Czerwini, przechowywała przez długie lata w Ameryce, by później wzbogacić je dokumentami z archiwów, opowiadaniami współtowarzyszy niedoli i wydać dwie wstrząsające książki - świadectwa o Golgocie Wschodu.
Bogusław Wężyk, 21 lat. Zginął w Mińsku 17 lutego 1941 r. Jeden z tysięcy. Czas zaciera ślady, czas odkrywa tajemnice, nawet najbardziej strzeżone. Jak głosi Pismo Święte: “... nie ma nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw ani tajnego, co by nie stało się wiadome”. (Łk 8,17).
Nad grobami w Kuropatach szumią sosny. Przychodzą tu ludzie, by w chwili ciszy przez zapalenie znicza oddać hołd tym, którzy zrządzeniem strasznego losu okazali się w zasięgu zbrodniczej ręki oprawców kierowanych przez partię, która obłudnie reklamowała siebie jako rozum, honor i sumienie epoki.
Ryszard Jasiński
(Przedruk za: Głos znad Niemna, 17 października 2003 r.).

Kuropaty to prawdopodobnie największe cmentarzysko Polaków na świecie.
Według danych opozycji białoruskiej w Kuropatach w około 400 dołach śmierci leży blisko 250 tysięcy pomordowanych.
W latach 1939-1941 wymordowano ok. 4500 Polaków, w tym ok. 4000 na podstawie decyzji Stalina z dnia 5 marca 1940 r. (z tzw. listy białoruskiej). Najwięcej Polaków zostało jednak zamordowanych w 1937 r., a nawet wcześniej - ocenia się, że było ich blisko 100 tysięcy.
Jest to więc miejsce ludobójstwa porównywalne z Oświęcimiem i Buchewaldem.


***

Pozostałym Polakom odebrano mienia i kościoły. W Mińsku pozostał tylko jeden kościół na cmentarzu, który mimo obłożenia wielkimi podatkami przetrwał ateistyczny bolszewizm. Byłem w tym kościele 15 sierpnia 1991 r. w święto Matki Boskiej Wniebowziętej (zielnej), które wypadało wśród tygodnia. Było w nim tyle ludzi, że wszyscy nie mogli się zmieścić. Tako starzy jak i młodzi przynieśli do poświęcenia wiązanki kwiatów, zboża, owoce i jarzyny. Przypomniały mnie się czasy z Polski przedwojennej. Msza św. była w polskim języku i ciekawe, że wszyscy młodzi i starzy tak pięknie śpiewali po polsku.
Kleck po wojnie polsko-bolszewickiej ograbiony i biedny. Ale dzięki zaradności społeczeństwa szybko odradzał się jak Feniks z popiołów. Wówczas miasteczko liczyło około 7-8 tysięcy mieszkańców. 45% Żydów, 30% Polaków, 18%Białorusinów, 7% Tatarów i Rosjan. Szybko zacierały się różnice narodowościowe. Szybko powstawały polskie urzędy, szkoły, warsztaty pracy, kupiectwo i handel. Okoliczne majątki i lasy należały do nieświesko-kleckiej Ordynacji Radziwiłłów. Było też mnóstwo mniejszych folwarków i majątkó, w których małorolni chłopi mieli zatrudnienie i mieszkania.
Dzięki Wojciechowi Radziwiłłowi, Marszałkowi Wielkiemu Księstwa Litewskiego został wybudowany w Klecku w 1909 roku wielki i ładny szpital. Szpital był czynny niedługo po wojnie bolszewickiej. Z braku funduszy przez kilka lat był zamknięty. Tylko w kilku pokojach mieściła się Klecka Przychodnia Lekarska. Przychodnią kierował dr Kazimierz Kraszewski, urodzony na ziemi kresowej w Kaczanowiczach, między Kleckiem a Nieświeżem. Przed II wojną światową został powołany na dyrektora szpitala powiatowego w Nieświeżu. Dr Kazimierz Kraszewski studia medyczne ukończył w 1929 r. na Uniwersytecie im. Stefana Batorego w Wilnie. Kiedy coraz więcej przybywało uczniów do 7-klasowej powszechnej szkoły w Klecku, bo na wsiach szkoły były tylko 4-klasowe, zarząd miasta Klec przeznaczył budynek szpitalny na szkołę.
W centrum miasta był wielki czworokątny plac rynkowy. Na środku rynku były wybudowane kołem sklepy z żelastwem i narzędziami. Po każdej stronie rynku stały murowane budynki, w których mieściły się różnego rodzaju sklepy i urzędy. Urząd Policji Państwowej, bank chrześcijański, urząd poczty i telegraf, magistrat, apteka, księgarnie, piekarnie, restauracje, karczmy, kioski, oraz jeden wielki sklep chrześcijański “Społem”. Prawie na każdej ulicy też znajdowały się sklepy. Jednym słowem małe miasteczko, ale zakładów handlowych miało ponad 300. Z instytucji przemysłowych był młyn parowo-walcowy, który przerabiał ziarno na różne produkty. Tartak, fabryka grzebieni, rzeźnia, stolarnie, zakłady szewskie i krawieckie. Szeroko był rozwinięty przemysł chałupniczy. Tatarzy zajmowali się wyprawą skór i ogrodnictwem. Produkcją warzyw, specjlnie konserwowaniem ogórków na eksport. Produkowano olej z siemienia lnianego, i tzw. pakuły.
W Klecku był urzą Gminny. Przy urzędzie skupiały się Kółka Rolnicze. W Klecku najpopularniejszym dniem jarmarkowym był poniedziałek. W tym dniu zjeżdżało się na jarmark z różnych okolic od 7 1/2 do 15 tysięcy ludzi. Jedni przywozili na sprzedaż różne towary i produkty. Własnoręczne wyroby, suszone grzyby, latem świeże jagody. Z Polesia przywożono żywe lub suszone ryby, różnego rodzaju koszyki i miotły. Drudzy przyjeżdżali kupować, lub spotkać się ze znajomymi. Z jarmarków najbardziej zadowoleni byli Żydzi, bo suto nabijali swoje kabzy. Drugim dniem jarmarkowym w Klecku był czwartek. Ale poza miastem. Tam handlowano tylko żywym towarem: końmi, krowami, świniami, owcami. Z tego jarmarku najbardziej korzystali Cyganie.
Z każdego rynkowego rogu wychodziły główne ulice, których nazwy pochodziły od miast, czy miejscowości, do których one prowadziły. Ulica Nieświeska szła w kierunku Nieświeża. Siniawska prowadziła do Siniawki, itd. Przez Siniawkę szła szosa od Słucka do głównej autostady z Moskwy do Warszawy, które budowała caryca Katarzyna II w latach 1762-96. Z Siniawki szła też droga do Rejtanowskich posiadłości w Gruszówce. Tadeusz Rejtan był nowogródzkim posłem, który wsławił się niezłomym oporem przeciw rozbiorom Polski na Sejmie w 1773-75 r. Tak mocno przejął się zdradą posłów z konfederacji targowickiej, którzy doprowadzili do upadku i rozbiorów Rzeczypospolitej, że postradał zmysły. Dlatego umieszczono go w małej przydrożnej kapliczce, którą niegdyś wybudował i tam trzymano go do śmierci. Parę lat temu zwiedzałem swoją i rejtanowską posiadłość. Dwór Tadeusza Rejtana został zostawiony na pastwę losu. Dwór zupełnie rozwalił się i był doszczętnie ograbiony i zrujnowany. Tak samo przydrożna kapliczka. Białorusini i Rosjanie specjalnie zostawiają historyczne pamiątki osób i polskich bohaterów w ten sposób, aby same zniszczyły się i pozostały bez śladu.
W Klecku mimo wielu narodowości i wyznań życie było miłe i spokojne. Wszystko grało jak w harmonii. Nigdy nie było żadnych zamieszek, zgrzytów, lub nieporozumień. W soboty sklepy żydowskie były zamknięte. Latem Żydzi plażowali nad rzeką Lań. W niedzielę wszystkie sklepy były zamknięte oprócz piekarni, aptek i restauracji. A na plażach bywali wszyscy razem. Nie było antysemityzmu, tak jak obecnie twierdzą źródła żydowskie. Choć od czasu do czasu Żydzi oszukiwali na wadze chłopów sprzedających zboże. Ale zjawisko kończyło się na wyłajaniu Żyda, który tłumaczył się grzecznie, że zrobił to niechcąco.
Na północ od miasta były koszary 9 Baonu KOP-u, z których dużo ludzi cywilnych mieło dobrze płatną pracę. Wojsko nie tylko patrolowało granicę, ale też urozmaicało życie w mieście, i na majówkach w pobliskim Radziwiłłowskim lesie. Były tam tańce, różne gry i zabawy, loterie i strzelanie do celów. Pierwsze miejsce w strzelaniu zawsze zdobywali osadnicy z wojskowej osady Kuchczyce. W święta narodowe: 19 marca, 3 maja, Święto Żołnierza i 11 Listopada zawsze na rynku odbywały się defilady. W defiladach udział brali: wojsko, harcerze, strzeleckie organizacje, Krakusi z osad wojskowych, szkoła powszechna i inne organizacje. Defilady były bardzo popularne i ściągały masy publiczności. W szkole powszechnej poza normalnym programem nauczania, uczono dyscypliny, patriotyzmu, poprawnego zachowania się, kultury i wychowania fizycznego. W szkole była wysoka dyscyplina. Po godzinie 8 wieczorem uczniom nie wolno było bez opieki starszej osoby przebywać na mieście.
Na południe od miasta za rzeką Lań leżała piękna osada wojskowa Kuchczyce. Składała się z 30 osadników. Byli to żołnierze-ochotnicy, którzy na wezwanie premiera Wincentego Witosa (około 160 tysięcy) zgłosili się do obrony kraju przed nawałą bolszewicką w 1920 roku.
Wielkość działek ziemnych wahała się od 9 ha do 40 ha. Zależało to od stopnia zasługi wojskowej i rodzaju gleby. Początki życia osadników były trudne. Ale z biegiem czasu potrafili okiełznać ziemię, która później przynosiła obfite plony. Co więcej, osadnicy uczyli miejscową zacofaną ludność nie tylko uprawy roli, ale kultury i oświaty. Dobre, piękne i wesołe były to czasy. Do dziś pamiętam piękne, kresowe chóralne śpiewy białoruskiej ludności, która po pracy wracając z sianokosów lub żniw do domów umilała kresowe okolice. Do dziś pamiętam procesje kościelne i śpiewy cerkiewne, które wprost unosiły człowieka do nieba.
Ale nadszedł rok 1939, który był zupełnie odmiennym od lat poprzednich. Wydawał się smutny, niepewny i przygnębiający. Zdawało się, że nadchodzi katastrofa. Tak się też stało. Dnia 1 września 1939 r. Niemcy rozpoczęły wojnę, a 17 września wojska sowieckie wbiły nam nóż w plecy wkraczając na polskie wschodnie ziemie. Armia Czerwona miała nas “wyzwolić”. Tak, wyzwoliła nas od chleba, nafty, soli i wielu innych artykułów pierwszej potrzeby, których z miejsca było brak. Natychmiast znaleźli się perfidni Białorusini i Żydzi, którzy wkraczającym wojskom sowieckim budowali powitalne bramy. Żydzi powkładali czerwone opaski na rękawy i stali się enkawudzistami wydając Sowietom polskich patriotów. Od pierwszego dnia najazdu Armii Czerwonej rozpoczęły się aresztowania. Szosa biegnąca na trasie Brześć - Moskwa od połowy września do lutego 1940 r. była zatłoczona przez 24 godziny na dobę w obydwu kierunkach. Z Sowietów samochody ciężarowe jechały do Brześcia puste, z powrotem załadowane. Wywożono wszystko: meble, masyzny, dzwony, materiały, zabytki kulturalne, konie, trzodę chlewną i bydło. Jednym słowem “wyzwolony kraj” ogałacali ze wszystkiego.
W przygotowanych wyborach powszechnych ludność Kresów miała wyrazić zgodę na przyłączenie jej do Związku Sowieckiego. Późną jesienią po “głosowaniu NKWD i miejscowi komuniści spisywali każdego osadnika od A do Z, oraz cały dobytek z inwentarzem żywym i martwym. Myślę, że już wtedy planowali wywózkę. Gdy 10 lutego 1940 r. o godz. 4 nad ranem NKWD z miejscowymi komunistami wdarli się do domów osadników, mężczyznom nie pozwolono ruszać się z miejsca. Przy każdym postawiono żołnierza z karabinem. W tym samym czasie NKWD-ziści rabowali - zrywali zegary ze ścian, szukali złota i drogich przedmiotów. Następnie dali dwie godziny czasu na zabranie osobistych rzeczy. Radzili wziąć na tydzień prowiantu, ale nie więcej niż tyle, ile dana osoba może unieść. Mówili, że jest to rozkaz Stalina, aby nas przesiedlić w głąb Rosji, ale gdzie sami nie wiedzą. Wieloosobowym rodzinom z dziećmi pozwolono wziąć konia, aby dowieźć rzeczy do najbliższej stacji kolejowej. NKWD-zista poszedł do naszego konia, aby go zaprząc do sań. Koń nie pozwolił się żołnierzowi dotknąć. Ojciec ostrzegał żołnierza, że tylko znajoma osoba może to zrobić. Więc NKWD-zista pozwolił mnie przygotować konia. Przy zaprzęganiu koń był spokojny, a zdenerwowany żołnierz zaczął przeklinać polskiego konia. Po dojechaniu do stacji i załadowaniu nas do wagonu koń stawał dęba i żałośnie rżał. Podszedł żołnierz i chciał go odprowadzić, lecz koń nie pozwolił się ruszyć z miejsca. Po uderzeniu konia kijem po przednich nogach, zwierzę skoczyło na żołnierza, a ten wyjął pistolet i go zastrzelił. Takie to było rozstanie z ulubionym koniem. Od wyjazdu z domu, aż do stacji kolejowej Rejtanów, mimo 20-stopniowego mrozu szli za nami pies i kot. Nie wiem, co sie potem z nimi stało. Zanim załadowano nas do wagonów, zmuszano do podpisu, że dobrowolnie wyjeżdżamy do Sowietów. Ojciec nie podpisał.
W Baranowiczach przeładowano nas do wagonów o szerokich torach. Wagony były towarowe, z przygotowanymi pryczami. Wtłoczono w nie tylu ludzi, ile tylko weszło. Nie było urządzeń sanitarnych. Pośrodku dużego wagonu stał piecyk do ogrzewania. Często nie było drzewa do palenia. W wagonie było zimno. Nie dawano wody. Jak był dobry, do żołnierz NKWD zaczerpnął wiadrem śniego spod torów. Do jedzenia dawano nam słone śledzie. Umarłych wyrzucano z jadącego pociągu na śnieg.
Na początku marca przywieziono nas na stację kolejową Wielsk w archangielskiej obłasti. Tu załadowano na sanie tylko małe dzieci, chorych i rzeczy. Musiałem iść pieszo 50 km do posiołka Piudla, gdzie było kilka baraków w lesie. Do jednej izby wtłaczano od trzech do pieciu rodzin. Pierwszy tydzień nie dawali nam nic do jedzenia. Przez ten czas NKWD przygotowywało spisy rodzin i osób pracujących i niepracujących. Wyznaczono kartki na chleb dla rodzin. Osoby pracujące mogły wykupić po 800 g chleba, a dzieci i osoby niepracujące po 200 gramów na głowę. Poza tym, było wystarczająco kipiatku - gotowanej wody. Jak dostało się chleb surowy, to nie można było obdzielić. Jedliśmy zmarznięte grzyby wykopywane spod śniegu i niejeden raz gotowaliśmy trawę. Pracowaliśmy w lesie. Ścinaliśmy drzewa 6 dni w tygodniu, a czasami i w niedzielę, po 10-12 godzin dziennie. Latem wycięty materiał spławialiśmy rzeką Wagą do północnej Dviny i do Archangielska. W zimie pracowaliśmy przy temperaturze poniżej 50 stopni Celsjusza. Mróz rozłupywał drzewa na pół aż do ziemi.
W tych strasznych warunkach, przy głodzie, chłodzie i pracy ponad siły nic nie zapowiadało lepszej przyszłości. Mimo wszystko moja wiara dodawała mi otuchy. Wierzyłem, że sytuacja musi się zmienić. Tak też się stało. Oto jak grom z jasnego nieba zaskoczyła wszystkich wiadomość, że Niemcy 22 czerwca 1941 r. napadły na swego “przyjaciela” i głęboko posunęły się w terytorium sowieckie, zagrażając samej Moskwie.
Fakt ten zmusił Stalina do podpisywania umowy z Wielką Brytanią i w dniu 30 lipca 1941 r. z rządem polskim w Londynie. Mimo podpisania umowy o zwolnieniu Polaków z niewoli, NKWD nie spieszyło się powiadamiać nas o tej umowie. Dopiero we wrześniu oznajmiono, że nie jesteśmy już “zakluczeni” tylko wolni. W praktyce pozwolenia na opuszczenie obozu nie mogliśmy dostać aż do końca grudnia 1941 r. Kiedy grupa, składająca się z około 20 samotnych mężczyzn i 6 rodzin opuściła Piudlę, to pozostałym rodakom więcej nie dostarczono chleba. Po dojściu do Wielksa dano nam dwa małe wagony. W Wołogdzie musiliśmy się przesiąśc do innych, którymi jechaliśmy przez Kirów, Swierdłowsk, Czelabińsk, Orsk, Aralsk, do Taszkientu. W Taszkiencie dostaliśmy się do polskiego transportu wojskowego, który jechał do Dżalal-Abadu. Tam przyjęto nas do polskiego wojska. Był to dzień 31 stycznia 1942 r. Data ta na zawsze pozostanie w mojej pamięci. Tu poczułem się wolnym. Wolność rozpierała przygnębione niewolą piersi. Prostowała pokrzywione i odmrożone kończyny. Wlewała otuchę i nadzieję. A zbolałe serce wyrywało się z radości patrząc na biało-czerwony sztandar dumnie trzepoczący nad budynkiem dowództwa 5 Wileńskiej Dywizji w Dżalal-Abadzie. W szopie, przy ołtarzu, ksiądz sprawujący ofiarę Mszy św. płakał. Płakali żołnierze i cywile. Ja też płakałem. Bo był to dzień radości i dumy. Dzień zerwania kajdanów. Wszyscy przy ołtarzu skłądali dziękczynienie Bogu i naszej Królowej z Częstochowy i Wilna, Lwowa i Baranowicz za Polskę i za dar wolności. Za polskie wojsko w Rosji, które na bagnetach miało przywrócić wolność zniewolonej ojczyźnie.
W Dżalal-Abadzie dostałem się do 5 pułku artylerii lekkiej. Tam ukończyłem podoficerską szkołę łączności. 15 sierpnia 1942 r. opuściłem “nieludzką ziemię” i wylądowałem w Persji, w porcie Pahlevi. W czasie ładowania na okręt w Krasnowodsku zachorowałem na dezynterię. Dlatego po wylądowaniu w porcie natychniast odwieziono mnie do Teheranu, do hinduskiego szpitala wojskowego. W Teheranie po dojściu do zdrowia udałem się do trzech polskich obozów z ludnością cywilną na poszukiwanie rodziny.
Tam dowiedziałem się, że babka zmarła w Rosji w drodze na południe, a ciało jej zostawiono na stacji kolejowej w mieście Głazów. Matka z siostrami i braćmi pojechała do Indii lub Afryki. Ojciec wstąpił do wojska. Moja rodzina wyjechała z Sowietów do Persji pierwszym transportem, tj. 28 marca 1942 r. Powyższe wiadomości przyjąłem z wielkim zadowoleniem. Po powrocie z Teheranu do macierzystego oddziału przebywałem w różnych miejscach postoju: w Khanaquinie, Qizil-ribat, Kirkukui Mosulu. W tych dwóch ostatnich miejscach chroniliśmy rafinerie przed niemieckim desantem i szkoliliśmy się.
W lecie 1943 r. z całą Armią Polską wyjechałem do Palestyny, a później do Syrii. W zimie wyjechałem do Egiptu, a w lutym 1944 r. byłem już na ziemi włoskiej. Tu z 2 Korpusem brałem czynny udział we wszystkich akcjach bojowych - od rzeki Sangro poprzez Monte Cassino, Piedymonte, szlak adriatycki ze zdobyciem Loreto i portu Ankona. Później w Apeninach Toskańskich. I w kwietniu 1945 r. w ostatniej ofensywie na Bolonię. 28 kwietnia 1945 r. Niemcy we Włoszech podpisali kapitulację. Dla państw sprzymierzonych było to zwycięstwo i radość. Dla polskiego żołnierza rozpacz, żal i poczucie zdrady. Wielkie mocarstwa podzieliły naszą ojczyznę i oddali kraj w niewolę czerwonej zarazie.
Po kapitulacji Niemiec przeszedłem do Gimnazjum i Liceum 3DSK w Amadonii. Ze szkołą przyjechałem do Anglii na demobilizację. Po pięciu latach pobytu w Anglii wyjechałem do Stanów Zjednoczonych, gdzie ułożyłem sobie nowe, spokojne i pełne pracy społecznej życie. Tak spokojne, ale pełny tęsknoty za krajem, za ojczystą kresową ziemią. Ziemi naszego dzieciństwa, młodości, hartu ducha i patriotyzmu. Ziemi, o której tak pięknie pisał nasz poeta Stanisław Baliński:

Słuchajcie, Nowogrózka ziemia jest samotna!
Nie rodzi się tu bujnie pszenica stokrotna,
Nie błyszczą tu huculskie, podhalańskie hafty,
Nie ma portów wspaniałych, węgla ani nafty...

Jest to ziemia marznąca, cicha i bezradna,
Ekonomicznie biedna, przemysłowo - żadna,
Ale jeden ma sekret, o, to nie herezja -
Sekret, co w niej jak zioła po nocach dojrzewa,
I szumi, i zawodzi, i gra. To poezja:
Wzdycha po białorusku i po polsku śpiewa.

Mickiewicz nam tę ziemię odkrył. Potem rzucił,
Ale nie mógł żyć bez niej i z powrotem wrócił,
I na zawsze tam został... Zbyt ciężka rozłąka.
A teraz po jej ścieżkach nocami się błąka!

Choć krótki był okres wolności międzywojennej, bo zaledwie 19 lat, ale wystarczył nam, młodemu pokoleniu, wycowanemu na polskich Kresach podpatrzyć, przyswoić i zrozumieć wielką miłość do Ojczyzny i wiary naszych ojców i matek. Naszych nauczycieli i profesorów. Naszych księży i wychowawców w harcerskich hufcach i organizacjach strzeleckich. Zahartowani miłością do wiary i ojczyzny potrafiliśmy przetrwać upokorzenia, głód, chłód, poniewierkę i zsyłkę w sowieckiej niewoli. Po uwolnieniu z niewoli, walczyliśmy o wolną Polskę na zachodzie na różnych frontach świata.
Przed zakończeniem II wojny światowej nasi sprzymierzeńcy zdradzili nas i mieli zamiar odesłać do sowieckiej niewoli po raz drugi. Nie zgodziliśmy się na ich propozycje. Co więcej, we Włoszech 5 Kresowa Dywizja Piechoty na czele z dowódcą gen. Nikodemem Sulikiem podjęła bunt i strajk domagając się takich samych praw dla polskich żołnierzy walczących pod dowództwem brytyjskim, które przysługują żołnierzom wspólnoty brytyjskiej. Dzięki tej interwencji, władze brytyjskie zapewniły polskim siłom zbrojnym te same warunki. Z bólem serca i wielką goryczą pozostaliśmy na emigracji.
Pierwsze lata życia w obcych krajach były ciężkie i gorzkie. Mimo tego nie rozpaczaliśmy. Zakasaliśmy rękawy i rozpoczęliśmy orać ciernistą glebę. Postanowiliśmy na emigracji zachować nasze polskie tradycje. Zaczęliśmy zakładać własne organizacje kombatanckie i polskie sobotnie szkoły. Zasililiśmy Polski Związek Narodowy i Kongres Polonii Amerykańskiej. Z Kongresem Polonii Amerykańskiej prowadziliśmy zaciekłą walkę z agentami reżymu komunistycznego, którzy zostali zwerbowani do rozbijania patriotycznej Polonii. W tym czasie Kongres Polonii Amerykańskiej nie był na rękę reżymowi warszawskiemu i komunistycznej Rosji. W tych ciężkich i trudnych czasach pomagała nam wytrwać pieść “Czerwone maki na Monte Cassino”, która stała się dla nas drugim hymnem narodowym.
Co prawda, złożyliśmy broń, ale nie przestaliśmy walczyć o wolną Polskę. Ze smutkiem i żalem ubolewaliśmy nad narodem, który z jednej niewoli wpadł w drugą. Naszym obowiązkiem było nie dopuścić, aby Polska stała się 17 republiką sowiecką. Dlatego domagaliśmy się od naszych kongresmenów i senatorów w rządzie Stanów Zjednoczonych akcji i pomocy uwolnienia jej z wpływów sowieckiej Rosji i ucisku polskiego komunistycznego reżymu. Domagaliśmy się od rządu Stanów Zjednoczonych radiostacji “Wolna Europa”, która by informowała polskie społeczeństwo prawdziwymi wiadomościami i prostowała komunistyczną propagandę.
Z Kongresem Polonii Amerykańskiej domagaliśmy się od Kongresu Stanów Zjednoczonych inwestygacji mordu katyńskiego i udowodnienia winowajcy. Mimo wielkiej opozycji, przeważnie rządu brytyjskiego.
Urządzaliśmy demonstracje i protesty przed reżymowym konsulatem w Chicago i innych miastach. Największą manifestację i protest urządziliśmy w Chicago po wydaniu wojny narodowi polskiemu przez gen. W. Jaruzelskiego. Wzięło w niej udział 50 tys. osób. Drugi wielki protes przeciw W. Jaruzelskiemu został zorganizowany przez Kongres Polonii Amerykańskiej w Nowym Jorku. Tym razem w parku, przez który przejeżdżał Jaruzelski do siedziby Narodów Zjednoczonych. W demonstracjach brali udział nie tylko Polacy ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. W czasie demonstracji burmistrz Nowego Jorku prosił, aby Polacy nie mieli mu za złe podanie ręki Jaruzelskiemu. Zrobił to tylko z obowiązku. Powiedział, że on wie, że z rąk Jaruzelskiego spływa krew rodaków. Kongres Polonii Amerykańskiej stworzył Organizację Narodów Ujarzmionych przez sowiecką Rosję, do której weszły wszystkie kraje bloku wschodniego.
Zorganizowaliśmy pomoc uciśnionemu kościołowi w Polsce przez Akcję Katolicką, która różnymi kanałami wspomagała naród i kościół. Wspomagaliśmy finansowo ruch robotniczo-wolnościowy KOR. Przekazywaliśmy społeczeństwu każdym możliwym sposobem zakazane w kraju wydawnictwa i prasę. Staraliśmy się utrzymać w narodzie nadzieję jutra i otuchę lepszej przyszłości.
Nasze rodzinne i prywatne życie odłożyliśmy na plan drugi. Na pierwszym miejscu była zniewolona ojczyzna, dla której poświęciliśmy wszystkie nasze wysiłki. Ubolewaliśmy i nie mogliśmy pogodzić się z tym, że sami Polacy w kraju torturowali i znęcali się nad swymi braćmi-rodakami. Dlatego często przychodziła na pamięć treść wiersza Juliana Niemcewicza:

Jak ciężko Polskę obcem imieniem nazywać!
Jak ciężko słodkie związki natury rozrywać!
Brat bratu stał się cudzym; co mówię, o zbrodnie!
Gdy zawiść wśród mocarzów rzuci swe pochodnie,
Kiedy ludem zabranym wojny zaczną toczyć,
Ziomek we krwi współziomka oręż będzie broczyć”.

Muszę wspomnieć, że nasz przyjazd po wojnie do Stanów Zjednoczonych nie był mile widziany przez społeczeństwo amerykańskie. Powodem był brak pracy i zastój w przemyśle. Mimo tego, nasze pokolenie wyrobiło o sobie wspaniałą opinię. Tak, że po kilku latach pobytu w Chicago Polacy byli najbardziej zaufanym etnicznym społeczeństwem. Byli też wśród nas tacy (dobrze, że tylko jednostki), którzy od pierwszej chwili postawienia stopy na ziemi amerykańskiej zupełnie zerwali z polskością.
Z powyższego sprawozdania wynika, że przedwojenne kresowe pokolenie, a przede wszystkim brać osadnictwa wojskowego i cywilnego dobrze spełniła swój narodowy i patriotyczny obowiązek. To pokolenie na emigracji dotrzymało przysięgi niegdyś złożonej przez naszych ojców, a potem przez siebie i zachowało wiarę, patriotyzm i miłość do Boga i Ojczyzny. Pozostała nam tylko tęsknota do Kresów i rodzinnej wsi.

Wieś rodzinna

Zanim stąd odszedłem pamiętnej jesieni...
Z krzyżykiem na piersi, z różańcem w kieszeni,
Z grudką ziemi... łzami matki zroszoną,
Z głową pochyloną, pobłogosławioną...
I zanim wszedłem na żołnierskie drogi,
Tu ścierniska kłuły moje bose nogi.

Tu przeżyłem dramat wrześniowy Narodu,
Tu śmierć najbliższych od kul, chorób, głodu,
Tu z piersi Matki - wyssałem to z mlekiem,
“Być dobrym Polakiem, znaczy być Człowiekiem”...

Tu po raz pierwszy powąchałem prochu...
I tak wrastałem w Naród mój po trochu.
Choć potem tak wiele, tak wiele się działo,
Co wyniosłem stamtąd, święte pozostało.

A. Biedak

A teraz spójrzmy na pokolenie wychowane w kraju po wojnie. Jest ono inne, odmienne, obojętne, myślące innymi kategoriami. Brak patriotyzmu i poświęcenia się dla ojczyzny i wspólnego dobra.
Zastanawiam się czy to pokolenie potrafi wyprowadzić Ojczyznę z bagna i chaosu? A szkoda, bo żal mego ojczystego kraju, który niegdyś był “natchnieniem narodów i Semper Fidelis”.

Wacław Wierzbicki
Kresowiak, Sybirak, weteran