Usankcjonowana śmierć
Głosy prasy amerykańskiej (nieliberalnej)
Od kilku tygodni, każdy, kto śledzi wydarzenia mające miejsce
w Stanach Zjednoczonych w ostatnim czasie, oczywiście na ekranie
TV, chcąc nie chąc wciąga się w wir dramaturgii rozgrywającej
się wokół TERRI SHIAVO. Dramaturgia dotyczy wyroku jaki został
orzeczony przez system sądownictwa amerykańskiego na tę kobietę
(nieszczęsną!). Oczywiście wyrok ten został wydany najpierw
przez jej męża, który rzekomo usłyszał od żony piętnaście
lat temu (kiedy doszło do wypadku nagłej niedomogi), iż życzy
sobie odłączenia urządzenia dostarczającego środki odżywiające
gdy najdzie taka pora, że zostanie ona na 100 proc warzywkiem.
Po pierwsze, nie było żadnego świadka rzekomego oznajmienia
jej ostatniej woli. Po drugie, nie ma na ipśmie zgody Terri
ma swoje uśmiercenie w majestacie prawa (stanowego czy federalnego).
Po trzecie, decyzje sądowe (sądów dowolnego szczebla: stanu
Floryda, sądu apelacyjnego czy jeszcze wyższych) podejmowane
są w oparciu o żądanie opiekuna, który faktycznie tym opiekunem
przestał być w momencie związania się parę lat temu z inną
kobietą, z którą zresztą ma dwójkę dzieci. Jeżeli tak się
nie stało i mam na myśli odebranie przez sąd praw opiekuńczych
(gwardianie) to stało się źle. Chyba uległy zmianie warunki
i okoliczności dotyczące uprawnień Michaela Schiavo do reprezentowania
będącej w stanie wegetatywnym współmałżonki w przeciągu ww.
czasu.
Kto ma rację w tym sporze między rodzicami Terri a mężem-niemężem
Michaelem? Rodzice chcą utrzymać ją przy życiu, takim jakim
ono jest dla niej, ale życiu.
Michael powołując się na ww. jej własną, rzekomą wolę deklaruje,
że powinna ona umrzeć z godnością. Że należy pozwolić jej
umrzeć w ten sposób. W jaki sposób? Czytelnicy mogli się przekonać,
oglądając tzw. obrazki telewizyjne (raczej migawki) wydarzeń
w hospicjum na Florydzie. Wypowiedzi odwokata Michaela Georga
Felosa jakie żeśmy słyszeli, są rzeczywiście żenujące. Nawoływanie
do tego, aby pozwolić jej umrzeć, jest skandaliczne. To nie
to, że jej się pozwoli umrzeć. Robi się raczej wszystko, aby
umarła. I to jest oburzające. W naszej cywilizacji zachodniej,
opartej na judeo-chrześcijańskiej koncepcji świętości życia
- także usankcjonowanie sądowe wyroku wydanego przez faktycznego
ex-męża na żonę, któa uległa tragicznemu w skutkach wypadkowi,
jest przyzwoleniem w majestacie prawa na dokonanie eutanacji.
Tak właśnie należy decyzję sędziego Greera pojąć. A jest to
precedens, groźny w skutkach na dziś i na przyszłość.
Przecież wzdłuż i wszesz Ameryki w szpitalach i instytucjach
opieki psychiatrycznej oraz dla ciężko poszkodowanych inwalidów,
są ludzie, którzy o ile im się odbierze opiekę medyczną, umrą.
Nie będziemy mogli nazwąc tego rodzaju faktu pozwoleniem
na godną śmierć, nazwiemy to po prostu - skandalicznym zaniedbaniem,
albo zgoła przestępstwem.
No i właśnie jesteśmy już świadkamy tragi\edii dogorywania
istoty ludzkiej skutkiem de facto usankcjonowanym decyzją
sądu - zagłodzenia i odwodnienia, ku rozpaczy rodziców i wszystkich
tych, dla których wiążące są podstawowe ludzkie i cywilizowane
odczucia związane z poszanowaniem daru Boskiego, jakim jest
życie. Być może będziemy świadkami jeszcze innych oburzających
każdego uczciwego człowieka - zjawisk wiążących się z podeptaniem
prawa każdej istoty ludzkiej do pochóku zgodnie z kanonami
wiary, w której nieszczęsna Terri się wychowywała, czyli zgodnie
z tradycją katolicką.
Zamiast tego, jak się oczekuje, nominalny małżonek Michael
zechce wyegzekwować od władz sądowych decyzję pozwalającą
mu na spalenie jej ciała w krematorium i to chyba w celu,
aby nie można było przeprowadzić autopsji. Aby broń Boże nie
wyszła na jaw prawda o przyczynie niedomogi jej mózgu, któa
doprowadziła Terri do tego stanu, jaki widzimy. Pewne światło
na ten apsekt sprawy Terri rzuca oświadczenie dr. Petera Morina
- neurologa akademickiego, zajmującego się badaniem chorób
degenartywnych mózgu, o czym pisze ojciec Rob Johansen w swoim
b. istotnym na temat artykule w NRO. Otóż omawiając sytuację
chorobową Terri, ojciec Rob Johansen przedstawia (określa)
jej stan jako nieodwracalny status wegetatywny o charakterze
stałym (PVS - presistent vegatative state).
Wspomniany przed tym dr Peter Morin nawiązując do tej diagnozy
PVS, ze zgrozą i w poczuciu niesamowitego oburzenia stwierdza,
iż wystawienie takiej diagnozy bez przeprowadzenia podstawowych
specjalistycznych testów jest sprawą kryminalną.
O jakie tu badania chodzi? Dr P. Morin ma na myśli tzw. funcjonalne
przedstawienie rzeczywistego obrazu rzeczy (stanu) za pośrednictwem
rezonansu magnetyczngo lub skanowanie tomograficzne przy użyciu
emisji porytronów (PS - porytron to jeden z rodzajów cząstek
atomu - dla przypomnienia). A tu okazuje się, nie było nawet
ekstensywnej obserwacji klinicznej. Ekspert dr Ronald Cranfart
zawyrokował co się dzieje z Terri tylko na podstawie 45-minutowego
badania. I to miało wystarczyć do tego, aby skazać Terri na
decyzję stanu Floryda - poprzez jej organ sądowy na skazanie
tej kobiety jeszcze wtedy dwudziestoletniej, na śmierć ze
zwłoką. I to na podstawie ekspertyzy doktora, który znany
jest z tego, iż głosi chwałę dla eutanazji i samobójstwa z
tzw. asystą, jak też z tego, że przekonany jest, że najlepiej
by było, aby pacjenci z rozpoznaniem Alzheimera byli skazani
na zagłodzenie.
Nasuwa się pytanie, jak należy reagować w świetle tego, co
się obecnie rozgrywa w związku z naglącą potrzebą ujawnienia
stanowiska w sprawie kwestii typu koniec życia, która to
kwestia powstała na tle przypadku Terri Shiavo. Pytanie to
należy skierować nie tylko do społeczeństwa jako takiego,
ale także do Kongresu USA. Powstaje dylemat, czy to współmałżonkowie
w takich sytuacjach mają podejmować takie czy inne brzemienne
w tragiczne skutki decyzje. Można poważnie wątpić, czy taki
małżonek jak Michale Schiavo jest takim typem męża, do którego
można by było mieć zaufanie o charakerze moralnym.
Gdyby miano pozostawić instytucję (system) opiekuństwa w wydaniu
Michaela, bez dokonywania żadnych reform, byłaby to bezczynność
karygodna. Bo można przecież z łatwością wyobrazić sobie jak
mąż i żona są kochającą się i poświęcającą dla siebie parą,
natomiast rodzice mogą mieć podejrzane intencje w stosunku
do zięcia.
Instytucja opiekuństwa jest co więcej, w jurysdykcji stanowej,
a wtrącanie się władz federalnych nie jest wskazane w takim
przypadku, skoro taki stan rzeczy usankcjonowany jest konstytucją.
Fakt, iż procedury (ustawodawstwo) stanowe produkuje zły rezultat,
nie może być usprawiedliwieniem dla ingerencji federalnej,
o ile w grę nie wchodzą oczywiście wyższego rzędu interesy
federalne.
Jak wiemy również system federalny jest w stanie w pełni wytworzyć
rezultaty również niedobre. Mamy więc do czynienia z kwestiami
dotyczącymi procedur, dzięki którym może być komuś odebrane
życie skutkiem akcji stanowych lub federalnych. Są to kwestie,
którymi się zajmują właściwie Piąta i 14 poprawka konstytucyjna,
w których podkreśla się z naciskiem, że prawo zabrania odebrania
komukolwiek życia, jeżeli nie miał zastosowania proces prawny.
I tu w oparciu o te poprawki Kongres miałby zadanie, wykorzystując
istniejące zainteresowanie społeczeństwa sprawą Terri Schiavo
przeprowadzić akcję edukacyjną na temat PVS. Musi się kierować
wielką ostrożnością w diagnozowaniu tego stanu, jako że na
podstawie przeprowadzonych w 1996 r. badań w Szpitalu Królewskim
dla ludzi z tzw. neurodisability w Anglii, wskaźnik błędów
w tego rodzaju diagnozach sięga aż 43 procent. Oznacza to
nie mniej, nie więcej, iż na 2 diagnozy jedna jest zła. A
więc sądy nie powinny wydawać sankcji śmiertelnych i pozwalać
na uśmiercenie ludzi, którzy nie są w stanie PVS.
I dlatego jak najbardziej Kongres powinien jak najszybciej
zebrać się na przeprowadzenie przesłuchań z udziałem ekspertów
z wielu stron tak aby wiedza o tym czym jest PVS dotarła
do każdego człowieka w tym kraju. A najbardziej chyba ta wiedza
potrzebna jest sędziom, którzy w pojedynkę decydują o śmierci
istoty ludzkiej, nie mając wystarczających danych naukowych
czy technologicznych związanych z orzekaniem, czy ma on do
czynienia z właściwym rozpoznaniem PVS. Jeżeli pod tym względem
sędzia/sędziowie nie mogą mieć absolutnej pewności do prawidłowości
wydanej diagnozy, to nie powinni orzekać arbitralnie o losie
człowieka. A w przypadku Terri właśnie tak się sytuacja przedstawia.
I stąd nasze oburzenie z powodu aktualnego funkcjonowania
sądownictwa amerykańskiego. Jak też z powodu sposobu jakiego
użyto aby spowodować śmierć Terri. Nalegano na to aby umarła
przez pozbawienie jej odżywiania i przez odwodnienie. Jeżeli
tak się dzieje w przypadku niezbyt świadomej osoby, omyłkowo
diagnozowanej jako będąca w stanie uporczywie wegetatywnym
(PVS), to rzecz jasna jest sytuacja wymagająca większego zaangażowania
Kongresu niż w sprawie steroidów używanych przez graczy bassebalu.
Chyba nie ma bardziej palącej kwestii co jest bardzo ważne
i istotne.
I jeszcze jeden wniosek. Jeżeli stan ma decydować o zakończeniu
życia w przypadku PVS, to należy wymagać i dopilnować tego
aby mieć uprzednio ponad wszelką wątpliwość, iż po pierwsze,
poszkodowana osoba jest rzeczywiście w stanie PVS. Po drugie
- osoba ta wyraziła w sposób świadomy i rozważny, z całowitym
przemyśleniem, swoje życzenie dotyczące odłączenia aparatury
utrzymującej ją przy życiu, nawet gdy się znajdzie w beznadziejnym
stanie niewładności. Jeżeli czegoś takiego nie będzie, to
znaczy mamy do czynienia z wątpliwą sytuacją, a to znaczy
braku moralnej zgody na ww. zabieg uśmiercania. Oczywiście
można podkreślić znaczenie, w takiej sytuacji, istnienia zawczasu
spisanego aktu, wyrażającego życzenie i wolę osoby co ma się
z nią stać w przypadku nagłego ubezwłasnowolnienia medycznego.
Czyli mam na myśli living will (oświadczenie w rodzaju testamentu
dot. w tej sytuacji, nie majątku, a decyzji w sprawie ostatecznej).
Muszę więc jeszcze raz podreślić, iż w braku takiego aktu
woli samej osoby w stanie zniedołężnienia, musi dojś do głosu
domniemanie, że taka osoba chce żyć. A tak się nie stało w
przypadku Terri Schiavo. Pozwolono jej umrzeć w majestacie
prawa, źle zinterpretowanego przez sądownictwo stanowe stanu
Floryda. Jest to akt kryminalny. Nie da się przypadku Terri
inaczej ocenić.
Adam Steinberg
|