Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

Jestem antysyjonistą

- 26 października minęły 44 lata odkąd jestem w Rzeszowie.
Ksiądz Tadeusz Szetela patrzy na mój dyktafon.
- Nie włączaj pan tego. To ma być ludzka, luźna rozmowa.
Wcześniej ksiądz Szetela był rok w Żołyni. W 52-gim dostał od ks. biskupa Bardy aplikate do księdza - podczas prepozyta - Stączka.
- Gdy przyjechałem do Rzeszowa, ta sprawa była nadal jeszcze bardzo głośna. Najpierw dotarła do mnie pierwsza wersja matki Henia. Była taka pani Więckowa, matka ministranta, która opowiedziała mi, że wtedy, kiedy to się stało, jej Henio miał 3 lub 4 lata. Zginęła dziewczynka, Bronisława Mendoń. Miała 9 czy 10l at, była po I Komunii św. Matka tej Mendoniówny chodziła po ulicach, nawoływała, płakała. Bronia wyszła z koleżanką ze szkoły i czemu nie wróciła do domu - nikt nie wiedział.
To matczysko chodziło po tych ulicach i nawoływało córkę. Pani Więckowa poradziła jej: ty szukaj po piwnicach - bo w tym czasie to było jeszcze takie mówienie, że Żydzi łapią na krew.
Byłem kiedyś w Ziemi Świętej i rozmawiałem tam na temat tu poruszony. Arab - nastawiony wyraźnie prożydowsko, który był naszym przewodnikiem, spytał mnie:
- Czy ty to widziałeś?
- Nie - odpowiedziałem. - Ale widziałem grób dziecka.
Wówczas ten przewodnik powiedział mi, że owszem, były takie sekty żydowskie, że to być może, ale że to nie jest pewne.
Ja sam zawsze uważałem sprawę tej krwi na macę za zupełną bzdurę, a gdy opowiedziałem księdzu infułatowi Stączkowi moją rozmowę z Arabem, ten powiedział: nawet nikomu tego nie opowiadaj.
Ciało Broni znaleziono - według opowieści pani Więckowej - w piwnicy domu nr 10 pryz ulicy Tannenbauma, dziś ul. Okrzei. Podobno leżała w takim dłubanym w lipowym drewnie korycie, w jakim się albo zboże suszyło, albo dzieci kąpało. W zależności od wielkości. Obok ciała dziewczynki rzekomo były jakieś szpile, ślady krwi.
Nim ksiądz rozpocznie opowieść drugą wtrącę, że inny mój rozmówca utrzymuje, że: dziewczynkę pochowano, ale grób przez długie lata był nie opisany. Krzyż i żadnej informacji na krzyżu. Tak kazała bezpieka.
A teraz opowieść druga. W tę zawsze bardziej wierzyłem, a po przeczytaniu w ostatnich latach kilku opracowań, kilki książek wierzę zdecydowanie bardziej. Mówiła mi pewna kobieta, że tę sprawę sprzed lat zna bardzo dobrze. Miał być ślub tej kobiety. Mąż zamówił u Żyda przy dzisiejszej ulicy Okrzei wódkę na wesele. Wesele miało być w sobotę, więc wcześniej przyszły mąż powiedział: - Idź do Żyda po tę wódkę. Poszła. A tam zamknięte. I słychać jakieś granie. Takie rytmiczne, przejmujące. I śpiew. Też niezwykły. Pukała. Nikt nie odmykał. Drugi raz poszła wieczorem. Znów słyszała to granie przez zamknięte drzwi. Gdy tak stała przy drzwiach i pukała, wyszła dozorczyni i powiedziała: czego tu chcesz? Uciekaj dziewczyno, tu się straszne rzeczy dzieją. Ty nie wiesz, gdzie przychodzisz. Poczuła strach. Uciekła. Więcej tam już nie poszła.
Ślub odbył się w sobotę. W parę dni później szła z mężemtu, gdzie są bożnice. One były w ruinie, wokół doły, błoto. Pod tą małą bożnicą było takie rumowisko i tu gromadzili się ludzie. Zbiegowisko. Znaleziono w tym rumowisku zwłoki dziecka. (Broni?). Ktoś krzyczał:
- To ci z Tannenbauma, to co z Tannenbauma.
W tym właśnie czasie podchodzili do tego miejsca. Mąż mocniej uchwycił rękę żony i powiedział - a może ty jesteś w ciąży? Chodźmy stąd! Odeszli. W chwilę zaledwie po tym pojawił się oddział milicji, a za milicją wojsko. Ludzie zostali rozproszeni, a tych kilka, czy kilkanaście rodzin żydowskich z dzisiejszej ul. Okrzei spakowano i dostarczono na stację kolejową. Rozeszła się wieść, że pojechali do Wałbrzycha.
Ksiądz wierzy bardziej w ten drugi przypadek. A w piwnicy owszem, mogły być szpile takie do spuszczania krwi, ale wcale nie z człowieka.
Co prawda w katedrze w Sandomierzu jest zabytkowy obraz przedstawiający mord rytualny, który “za każde pieniądze” jak ktoś kiedyś księdzu powiedział - chcieli jacyś Żydzi kupić, ale przecież gdyby nawet była potrzebna krew na macę, to wcale nie musieli Żydzi kogokolwiek mordować - mówi ksiądz - przecież polska wieś taka biedna, mogli kupowac tej krwi, ile by tylko chcieli. Jeśli tę potrzebę krwi miała jakaś sekta, o której mówił Arab, to ona właśnie mogłaby kupować.
- Wie pan - dodaje ksiądz na zakończenie - był czas, w którym byłem nawet skłonny wierzyć w tę pierwszą opowieść. Ale później przyszło wiele myśli i te przeczytane książki, o których wspomniałem. No i jeszcze jedno. Wspomnienie mojej rozmowy z tym panem, który wówczas w 45. roku się żenił. Mówił mi, że przed tym, co się rozegrało koło bożnicy, spotkał w mieście tego Żyda. Żyd podszedł do niego, wyjął pieniądze - te na alkohol - i oddając je powiedział: nie będę się panu tłumaczył, ale to nie moja wina.
Niestety, nigdy już nie będę wiedział, kogo oznaczało słowo “nasza”. Czy Żydów, czy rodzinę tego konkretnego Żyda.
- Idzie pan szukać dalej? - spytał mnie ksiądz.

Cmentarz Pobitno
Ten grób musiałem zobaczyć. Z jednej strony wiedziałem, że gdybym swój reportaż rozpoczął jego opisem - byłoby to pod każdym względem straszne. Z drugiej strony ani nie mogłem, ani nie chciałem pominąć tego grobu. Bronia Mendoń “w tej sprawie” - tak to trzeba określić - była jedyną osobą, która poniosła najwyższą ofiarę. A była zupełnie “spoza kręgu”. Ta sprawa w ogóle jej nie dotyczyła. To ona padła ofiarą, a padłszy - zapłaciła cenę życia.
Byłoby strasznie, gdybym rozpoczął tym właśnie widokiem: Brama cmentarna, pod górę prosto, skręt w prawo...
Jak dobrze, że nie spytałem księdza Szetelę, w którym rejonie cmentarza grobu szukać. Dzięki temu wyszło na jaw coś, o czym nawet ksiądz nie wiedział: nie ma w księgach cmentarnych żadnego zapisu dotyczącego tego grobu. A grób jest. Przy czym gdzie jest - dowiedziałem się po bezowocnych kilkakrotnych analizach ksiąg cmentarnych, bezowocnym przeszukiwaniu różnych cmentarnych kwater.
Szukałem sam i z panem kierownikiem cmentarza. I na samym końcu też szukaliśmy, ale tym razem znacznie krócej - z rodowitym Pobitnianinem. Grób jest przy bocznej bramie - przy alei, którą można wjechać na cmentarz. Wszyscy wchodzący i wychodzący tą bramą przechodzą koło tego grobu. My szukając wcześniej też przechodziliśmy. Jest to dzielnica XXIX, a więc mniej więcej tam, gdzie nocą chowano mordowanych na Zamku.
Grób nie istniejący w księgach, grób przez lata nie opisany (bo nie wolno było) dziś z napisem: “Bronisława Mendoń 24XII36-8VII1945. Zmarła menczeńską śmiercią”. Napis niezwykły nie dlatego, że ktoś zrobił w nim błąd ortograficzny. I jeszcze jedno: fotografia. Na niej śliczne dziecko. Fotografia ta robi olbrzymie wrażenie. Bronisława Mendoń...
Autorzy prowokacji poświęcili właśnie ją. Nie liczyli się z tym życiem tak, jak nie liczono się z życiem milionów Żydów.

Kielce, Rzeszów, Kąkolewski
Niedawno “braliśmy” znów pogrom kielecki. Redaktor Kąkolewski przy tej okazji wspomniał, że w Rzeszowie też miał być pogrom, ale nie doszło do niego. Redakor Kąkolewski nie widzi pogromu jako akcji spontanicznej, ale widzi jako akcję zaplanowaną, zorganizowaną przeprowadzoną.
O co właściwie chodzi? W wydanej w 1989 roku przez Polskie Wydawnictwo “Ojczyzna” książeczce Jana Krajewskiego “Białe karty” na str. 40 pisze: “Mimo nacisku kół syjonistycznych w kraju i za granicą emigrować z ziemi polskiej (Żydzi - przyp. mój) nie chcieli. Najlepiej obrazuje tę sytuację anegdota: Kto to jest syjonista? - Syjonista to taki Żyd, który za pieniądze drugiego Żyda posyła do Palestyny trzeciego Żyda.
Nawet po drugiej wojnie światowej, gdy na terenie Polski zgromadziło się około 250 000 ocalałych Żydów, emigracja szła opornie i dopiero po pogromie w Kielcach w lipcu 1946 r. ruszyła “pełną parą”, tak że na wiosnę 1947 r. zostało ich około 100 000”.
Rzeszowski pogrom - ten, do którego nie doszło (ale przygotowania były i to krwawe) łatwiej zrozumieć czytając np. prof. Nowaka, Henryka Pająka czy Stanisława Żochowskiego. Pisze tam o działalności UB i wprost o tym, kto UB stanowił. Gdzieś czytałem, że niektórzy funkcjonariusze z Rzeszowa zostali przed lipcem 46. przeniesieni do Kielc.

Jestem antysyjonistą
Zadzwonił z Warszawy Jan Forowicz - od niedawna szef PAI PRESS.
- Słuchaj - mówię - byłeś w Izraelu. Żałuję, że to nie ja, ale jak ci tam było?
- Wspaniale. Jedno mnie tylko denerwowało. Że chcieli ze mnie zrobić antysemitę, a ja antysemitą nie jestem. Mam wielu przyjaciół Żydów. Jestem - owszem - antysyjonistą.
Wspaniałe zdanie Janka. Odkrywcze. Ja też jestem antysyjonistą. A antysyjonistą jestem głównie dlatego, że nienawidzę rasizmu. Rasizm w zestawieniu z syjonizmem jest niemal kryształem. To syjonizm jest współwinny poprzez przyzwalające milczenie wymordownaia tysięcy ludzi swej własnej nacji. W imię własnych interesów. Na śmierć poszli ludzie, poszli Polacy żydowskiego pochodzenia, poszli polscy Żydzi. Poszli wśród nich mieszkańcy Rzeszowa. Szli - jak się okazuje - też nie-Żydzi, gdy “wymagała tego sprawa”.

Stanisław Szczepański

P.S. Przepraszam wszystkich tych, którzy sądzili, że znajdą na tych stronach moje rozmowy z mieszkającą w Rzeszowie siostrą Bronisławy i z wieloma tymi, którzy ją znali i pamiętają, że pójdą śladem zbrodni. Sam miałem taką pokusę, bo do adresów osób dotarłem. Ale byłby to reportaż o czym innym.