Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

Zimna wojna czy III wojna światowa?
Układ Warszawski czy Moskiewski?

Minister Radosław Sikorski podjął historyczną decyzję odtajnienia dokumnetów Układu Warszawskiego. Wszyscy poprzedni szefowie MON utrzymywali nadal klauzulę “ściśle tajne” nadaną tym dokumentom nie w Warszawie, a w Moskwie.
Jednym z tych dokumentów jest supertajna “Doktryna Obronna Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej”. Realnie nie była ona ani obronna, ani polska. Była jak najbardziej agresywna, a przede wszystkim sowiecka. Tak jak Układ Warszawski, który był faktycznie Układem Moskiewskim, choćby dlatego, że jego dowództwo składało się bez wyjątku z rosyjskich marszałków i generałów, których siedzibą była Moskwa.
Pułkownik Ryszard Kukliński - szef Oddziału Planowania Obronno-Strategicznego w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego wiedział więcej niż jakikolwiek inny oficer czy generał. A nawet jeżeli niektórzy wiedzieli tyle, co on, to nie chcieli lub nie potrafili zrozumieć grozy położenia Polski i Polakó, gdyby wybuchła wojna, wojna światowa, bo inna przecież nie byłaby możliwa. Skoro PRL stanowiła integralną część imperium sowieckiego, skoro Ludowe Wojsko Polskie stanowiło integralną cześć Układu Warszawskiego, skoro najważniejsze decyzje dotyczące Polski i Polakó zapadały w Moskwie - to oczywiste musiały być konsekwencje tego wszystkiego w wypadku konfliktu zbrojnego w Europie, który władcy Kremla chcieli rozpętać w imię panowania komunizmu.
Doktryna obronna Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a faktycznie doktryna wojenna Układu Warszawskiego - supertajny dokument przeznaczony jedynie dla wąskiej grupy kilkunastu generałów - głosiła jednoznacznie:
... Jedną z naczelnych zasad naszaej doktryny operacyjnej stał się pogląd, że broń jądrowo-rakietowa jest obecnie głównym środkiem rozwiązywania zadań... W przyszłej wojnie światowej walka toczyć się będzie w sensie politycznym o istnienie lub nieistnienie jednego ze światowych systemów społecznych...
Skrajność celów politycznych przesądza o użyciu skrajnych narzędzi wojny, tzn. użyciu wszystkich najbardziej niszczących broni współczesnych...
Znaczyło to, że w walce o komunizm ZSRR użyje najbardziej niszczących broni współczesnych, czyli broni jądrowych. Dalej jednoznaczne stwierdzenia nie pozostawiały wątpliwości, że:
... Doktryna operacyjna polskich sił zbrojnych jest podporządkowana ogólnej doktrynie strategicznej socjalizmu. Nie negujac znaczenia obrony, oddajemy priorytet działaniom zaczepnym. Operacyjne zadania Polski w ramach Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego przewidują, że po wybuchu konfliktu zbrojnego Wojska Polskie mają rozwinąć operację zaczepną na północnonadmorskim kierunku operacyjnym, na głębokość 500 do 800 km, w pasie 200 do 250 km, w tempie 60 do 80 kilometrów na dobę...
Znaczyło to, że wojska polskie mają walczyć poza granicami Polski i posuwając się do przodu, powinny dojść do Atlantyku. Równocześnie, w ciągu pierwszych trzech dni, na teren Polski miał wkroczyć drugi rzut sił Układu Warszawskiego - to jest ok. 2 mln żołnierzy Armii Czerwonej i kilkaset tysięcy czołgów i pojazdó opancerzonych.
Jaką reakcję na tego typu działania przewidywały siły NATO w Europie?
O tym również mówiła “polska” doktryna wojenna.
... Trzeba przewidywać, że przeciwnik będzie dążył do wykonania strategicznych barier jądrowych. Za przypuszczalne obiekty uderzeń jądrowych należy, wydaje się, uznać: Śląski Okręg Przemysłowy, Warszawę, rejon Trójmiasta, Łódź oraz Poznań, Szczecin, Wrocław, Kraków. Uderzenia na komunikację najbardziej prawdopodobne w rejonie granicy polsko-radzieckiej. Dokładna prognoza skali uderzeń jest trudna. Jeżeli jednak przyjąć dla pierwszych dni wojny przybliżoną liczbę 50 do 60 uderzeń jąrowych o ogólnej mocy 25 do 30 megaton, to straty spowodowane tymi uderzeniami miałyby wynieść milion dwieście, do 2 milionów ludzi, a bardzo rozległy obszar kraju uległby skażeniu promieniotwórczemu...
Na Hiroszimę spadł ładunek liczony w kilotonach, a więc: 1000 razy mniejszy.
Dalej doktryna przewidywała, że między 6 a 8 godziną od rozpoczęcia wojny przez Związek Sowiecki do walk bezpośrednich rzucone zostanie Ludowe Wojsko Polskie, a właściwie polskie mięso armatnie, bo taka była rzeczywista rola wyznaczona przez sowieckich marszałków dla polskich żołnierzy.
Plany sowieckie przewidywały, że uderzenia atomowe spowodują straty do 50 proc. w dywizjach tak zwanego pierwszego rzutu strategicznego sił Układu Warszawskiego. Dotyczyło to też oczywiście Polaków.
Cynizm doktryny obronnej PRL polegał na tym, że po pierwsze nie była ona polska, tylko realnie sowiecka. A nade wszystko nie była ona “obronna”, tylko jak najbardziej agresywna, tak jak agresywnie totalitarnym mocarstwem był Związek Sowiecki.
Od lat sześćdziesiątych, podczas symulacji wojennych na słynnej moskiewskiej “Woroszyłówce” ćwiczono przebieg ataku na Zachód. Od początku miała to być operacja z użyciem broni atomowej. Istniał nawet pomysł zdetonowania na wstępie gdzieś nad RFN potężnego ładunku atomowego, dostarczonego na pokładzie samolotu stransportowego. Potem wyrąbanymi taktyczną amunicją jądrową korytarzami runąć miała lawina czołgów...
Był specyficzny “przydział” uderzeń jądrowych, oddanych do dyspozycji dowódców poszczególnych szczebli. Dowodzący dywizją mógł użyć czterech- sześciu głowic rakiet i dwóch-trzech bomb przenoszonych przez samoloty. Sztab armii mógł się posłużyć 30-40 ładunkami jądrowymi. A dowództwo frontu - 130. Wydaje się, że dopiero katastrofa nuklearna w Czernobylu zmieniła poglądy sztabów Układu Warszawskiego na wojnę atomową w Europie. Wyszło bowiem na jaw, że silne promieniowanie jest w stanie wyeliminować ponad 50 procent używanego na skażonym gruncie sprzętu pancernego. Ofiarami w ludziach nikt się nie przejmował.
Polska miała wystawić do ataku na Zachód dwie armie - pancerną i zmechanizowaną. Zaplanowano ich natarcie na północ - w stronę Danii. Wspierać je miały tak zwane ABROT, czyli Armijne Brygady Rakiet Operacyjno-Taktycznych oraz myśliwce bombardujące. Od 1964 r. Polska dysponowała odrzutowcami Su-7, zgrupowanymi w Bydgoszczy, które zakupiono specjalnie z myślą o atakach jąrowych. ARBOT-y uzbrojone w rakiety R-170, a potem R-7 i R-300 oraz 5. pułk lotniczy z Bygoszczy wyposażony w samoloty Su-7 otrzymać powinny głowice atomowe i bomby nuklearne od Rosjan na wypadek “W”, czyli wojny. Polaków nigdy nie dopuszczono do ćwiczeń z prawdziwą bronią jądrową, trenowali jedynie na atrapach. Porcedurę przekazania głowic i bomb otaczała jedna z najściślej strzeżonych w PRL tajemnic. Sekrety nukleryzacji Polski zawierały zalakowane koperty przechowywane w sejfach kolejnych pierwszych sekretarzy PZPR, opatrzone inskrypcją: Otworzyć w przypadku wojny. Koperty zniszczono w 1989 r. na rozkaz gen. Jaruzelskiego.
W latach siedemdziesiątych supertajna polsk eskadra lotnicza, stacjonująća w Powidzu, prowadziła rozpoznanie celów ewentualnych atakó jądrowych w Danii. Robiono to z pokładu specjalnie wyposażonego do tego celu, pozornie przestarzałego samolotu transportowego Ił-14, krążącego nad Bałtykiem. Z personelem tej eskadry nie wolno się było nikomu kontaktować. Do dziś jednak żyją osoby, które zarządziły i firmowały swoimi rozkazami tę właśnie operację opatrzoną kryptonimem “Beryl”. Szczegóły planów nuklearyzacji Polski znalazły się również wśród materiałów, które dostarczył Amerykanom pułkownik Ryszard Kukliński.

Józef Szaniawski

Feliks A. Krzan