Zimna wojna czy III wojna światowa?
Układ Warszawski czy Moskiewski?
Minister Radosław Sikorski podjął historyczną decyzję odtajnienia
dokumnetów Układu Warszawskiego. Wszyscy poprzedni szefowie
MON utrzymywali nadal klauzulę ściśle tajne nadaną tym dokumentom
nie w Warszawie, a w Moskwie.
Jednym z tych dokumentów jest supertajna Doktryna Obronna
Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Realnie nie była ona ani
obronna, ani polska. Była jak najbardziej agresywna, a przede
wszystkim sowiecka. Tak jak Układ Warszawski, który był faktycznie
Układem Moskiewskim, choćby dlatego, że jego dowództwo składało
się bez wyjątku z rosyjskich marszałków i generałów, których
siedzibą była Moskwa.
Pułkownik Ryszard Kukliński - szef Oddziału Planowania Obronno-Strategicznego
w Sztabie Generalnym Wojska Polskiego wiedział więcej niż
jakikolwiek inny oficer czy generał. A nawet jeżeli niektórzy
wiedzieli tyle, co on, to nie chcieli lub nie potrafili zrozumieć
grozy położenia Polski i Polakó, gdyby wybuchła wojna, wojna
światowa, bo inna przecież nie byłaby możliwa. Skoro PRL stanowiła
integralną część imperium sowieckiego, skoro Ludowe Wojsko
Polskie stanowiło integralną cześć Układu Warszawskiego, skoro
najważniejsze decyzje dotyczące Polski i Polakó zapadały w
Moskwie - to oczywiste musiały być konsekwencje tego wszystkiego
w wypadku konfliktu zbrojnego w Europie, który władcy Kremla
chcieli rozpętać w imię panowania komunizmu.
Doktryna obronna Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, a faktycznie
doktryna wojenna Układu Warszawskiego - supertajny dokument
przeznaczony jedynie dla wąskiej grupy kilkunastu generałów
- głosiła jednoznacznie:
... Jedną z naczelnych zasad naszaej doktryny operacyjnej
stał się pogląd, że broń jądrowo-rakietowa jest obecnie głównym
środkiem rozwiązywania zadań... W przyszłej wojnie światowej
walka toczyć się będzie w sensie politycznym o istnienie lub
nieistnienie jednego ze światowych systemów społecznych...
Skrajność celów politycznych przesądza o użyciu skrajnych
narzędzi wojny, tzn. użyciu wszystkich najbardziej niszczących
broni współczesnych...
Znaczyło to, że w walce o komunizm ZSRR użyje najbardziej
niszczących broni współczesnych, czyli broni jądrowych. Dalej
jednoznaczne stwierdzenia nie pozostawiały wątpliwości, że:
... Doktryna operacyjna polskich sił zbrojnych jest podporządkowana
ogólnej doktrynie strategicznej socjalizmu. Nie negujac znaczenia
obrony, oddajemy priorytet działaniom zaczepnym. Operacyjne
zadania Polski w ramach Sił Zbrojnych Układu Warszawskiego
przewidują, że po wybuchu konfliktu zbrojnego Wojska Polskie
mają rozwinąć operację zaczepną na północnonadmorskim kierunku
operacyjnym, na głębokość 500 do 800 km, w pasie 200 do 250
km, w tempie 60 do 80 kilometrów na dobę...
Znaczyło to, że wojska polskie mają walczyć poza granicami
Polski i posuwając się do przodu, powinny dojść do Atlantyku.
Równocześnie, w ciągu pierwszych trzech dni, na teren Polski
miał wkroczyć drugi rzut sił Układu Warszawskiego - to jest
ok. 2 mln żołnierzy Armii Czerwonej i kilkaset tysięcy czołgów
i pojazdó opancerzonych.
Jaką reakcję na tego typu działania przewidywały siły NATO
w Europie?
O tym również mówiła polska doktryna wojenna.
... Trzeba przewidywać, że przeciwnik będzie dążył do wykonania
strategicznych barier jądrowych. Za przypuszczalne obiekty
uderzeń jądrowych należy, wydaje się, uznać: Śląski Okręg
Przemysłowy, Warszawę, rejon Trójmiasta, Łódź oraz Poznań,
Szczecin, Wrocław, Kraków. Uderzenia na komunikację najbardziej
prawdopodobne w rejonie granicy polsko-radzieckiej. Dokładna
prognoza skali uderzeń jest trudna. Jeżeli jednak przyjąć
dla pierwszych dni wojny przybliżoną liczbę 50 do 60 uderzeń
jąrowych o ogólnej mocy 25 do 30 megaton, to straty spowodowane
tymi uderzeniami miałyby wynieść milion dwieście, do 2 milionów
ludzi, a bardzo rozległy obszar kraju uległby skażeniu promieniotwórczemu...
Na Hiroszimę spadł ładunek liczony w kilotonach, a więc: 1000
razy mniejszy.
Dalej doktryna przewidywała, że między 6 a 8 godziną od rozpoczęcia
wojny przez Związek Sowiecki do walk bezpośrednich rzucone
zostanie Ludowe Wojsko Polskie, a właściwie polskie mięso
armatnie, bo taka była rzeczywista rola wyznaczona przez sowieckich
marszałków dla polskich żołnierzy.
Plany sowieckie przewidywały, że uderzenia atomowe spowodują
straty do 50 proc. w dywizjach tak zwanego pierwszego rzutu
strategicznego sił Układu Warszawskiego. Dotyczyło to też
oczywiście Polaków.
Cynizm doktryny obronnej PRL polegał na tym, że po pierwsze
nie była ona polska, tylko realnie sowiecka. A nade wszystko
nie była ona obronna, tylko jak najbardziej agresywna, tak
jak agresywnie totalitarnym mocarstwem był Związek Sowiecki.
Od lat sześćdziesiątych, podczas symulacji wojennych na słynnej
moskiewskiej Woroszyłówce ćwiczono przebieg ataku na Zachód.
Od początku miała to być operacja z użyciem broni atomowej.
Istniał nawet pomysł zdetonowania na wstępie gdzieś nad RFN
potężnego ładunku atomowego, dostarczonego na pokładzie samolotu
stransportowego. Potem wyrąbanymi taktyczną amunicją jądrową
korytarzami runąć miała lawina czołgów...
Był specyficzny przydział uderzeń jądrowych, oddanych do
dyspozycji dowódców poszczególnych szczebli. Dowodzący dywizją
mógł użyć czterech- sześciu głowic rakiet i dwóch-trzech bomb
przenoszonych przez samoloty. Sztab armii mógł się posłużyć
30-40 ładunkami jądrowymi. A dowództwo frontu - 130. Wydaje
się, że dopiero katastrofa nuklearna w Czernobylu zmieniła
poglądy sztabów Układu Warszawskiego na wojnę atomową w Europie.
Wyszło bowiem na jaw, że silne promieniowanie jest w stanie
wyeliminować ponad 50 procent używanego na skażonym gruncie
sprzętu pancernego. Ofiarami w ludziach nikt się nie przejmował.
Polska miała wystawić do ataku na Zachód dwie armie - pancerną
i zmechanizowaną. Zaplanowano ich natarcie na północ - w stronę
Danii. Wspierać je miały tak zwane ABROT, czyli Armijne Brygady
Rakiet Operacyjno-Taktycznych oraz myśliwce bombardujące.
Od 1964 r. Polska dysponowała odrzutowcami Su-7, zgrupowanymi
w Bydgoszczy, które zakupiono specjalnie z myślą o atakach
jąrowych. ARBOT-y uzbrojone w rakiety R-170, a potem R-7 i
R-300 oraz 5. pułk lotniczy z Bygoszczy wyposażony w samoloty
Su-7 otrzymać powinny głowice atomowe i bomby nuklearne od
Rosjan na wypadek W, czyli wojny. Polaków nigdy nie dopuszczono
do ćwiczeń z prawdziwą bronią jądrową, trenowali jedynie na
atrapach. Porcedurę przekazania głowic i bomb otaczała jedna
z najściślej strzeżonych w PRL tajemnic. Sekrety nukleryzacji
Polski zawierały zalakowane koperty przechowywane w sejfach
kolejnych pierwszych sekretarzy PZPR, opatrzone inskrypcją:
Otworzyć w przypadku wojny. Koperty zniszczono w 1989 r. na
rozkaz gen. Jaruzelskiego.
W latach siedemdziesiątych supertajna polsk eskadra lotnicza,
stacjonująća w Powidzu, prowadziła rozpoznanie celów ewentualnych
atakó jądrowych w Danii. Robiono to z pokładu specjalnie wyposażonego
do tego celu, pozornie przestarzałego samolotu transportowego
Ił-14, krążącego nad Bałtykiem. Z personelem tej eskadry nie
wolno się było nikomu kontaktować. Do dziś jednak żyją osoby,
które zarządziły i firmowały swoimi rozkazami tę właśnie operację
opatrzoną kryptonimem Beryl. Szczegóły planów nuklearyzacji
Polski znalazły się również wśród materiałów, które dostarczył
Amerykanom pułkownik Ryszard Kukliński.
Józef Szaniawski
Feliks
A. Krzan
|