Srebrniki ze stajni Augiasza
Wydawało się nam wszystkim, że nadchodzące święta są dla nas, w tym okresie, najważniejszym wydarzeniem. I wydawało nam się, że przynajmniej ci wszyscy, którzy tak zawzięcie - na różnych frontach - walczą z pojęciami narodowy, katolicki - dadzą nam spokój. Ostatnio - trzeba przyznać - się napracowali, można nawet przypuszczać, że mogą już tymi atakami być zmęczeni.
Przypomnijmy sobie tylko, z jaką zaciętością, z jakim fałszem, obrzucano błotem księdza prałata Henryka Jankowskiego. Mało tego, jeden guru ze stajni, w której drugą osobą jest niejaki Urban, wskazał arcybiskupowi Gocłowskiemu, że prałat musi odejść. W jego piśmie, na czołowej stronie, takie polecenie się pojawiło. Niestety, to był ich sukces - zniszczono prałata. I co z tego, że okazało się, iż żadnego molestowania nie było...
Tylko u nas, w Polsce, możliwa jest całkowita bezkarność tych, którzy - pochodzący z tej właśnie stajni - za skarbniki mogą doprowadzić do zniszczenia człowieka. Ludzie z tej stajni dalej intensywnie pracują, na różnego rodzaju frontach, nad sfabrykowaniem wszelkiego rodzaju kłamstw i oszczerstw, tylko po to, by skarżyć innych o szerzenie nienawiści. Właśnie oni, którzy tę nienawiść rozszczepiają na wszelkie możliwe strony, zarzucają sianie nienawiści chociażby Radiu Maryja. Nie przebierając w atakach, rzucając błotem, gdzie się da i jak się da.
Weźmy przykład: Ojciec jeździ najdroższym samochodem naświecie - pisali. I co z tego, że było to kłamstwo? Nawet tego nie sprostowano. Tego rodzaju kłamstw pod adresem Radia było bardzo wiele. Różne artykuły, przypominające nawet gotowe scenariusze filmowe... Miedzy innymi pana Morawskiego z Rzeczposopilitej, człowieka bez wątpienia pochodzącego z tej wlaśnie stajni. Przypomnijmy jego artykuł zatytułowany: Imperium ojca Rydzyka. Cały stek kłamstw...
Ale w ostatnim czasie użyto armaty największego kalibru, by spróbować tę barykadę, która im strasznie przeszkadza, zniszczyć. Mianowicie - chciano im ustawić przeciwko sobie Episkopat, podzielić księży biskupów. To sie nie udało. I wydaje się, jakby trochę spasowali. Ale gdzież tam! Armia stajni panów Urbana i Michnika pracuje na pełnych obrotach.
I oto, 19 marca na łamach Rzeczpospolitej niejaki pan Jerzy Morawski wychodzi z obrzydliwym, powtarzam - obrzydliwym artykułem, oczerniającym na pewno jednego z największych Polaków, którego nikt nie będzie w stanie wyrzucić z Narodowego Panteonu, konkretnie prezesa Unii Stowarzyszeń Organizacji Polskich w Ameryce Łacińskiej - Jana Kobylańskiego.
Zostało to pięknie spreparowane, zwróćmy uwagę, jak szybko i sprawnie następuje reakcja - zaraz po ukazaniu się jednego artykułu, we wszystkich, bez wyjątku, polskojęzycznych pismach, momentalnie pojawia się on na czołowych stronach. Oczywiście, z różnymi dopiskami. Mało tego, jak ten kombinat pięknie pracuje - w Rzeczpospolitej artykuł pojawił się w wydaniu sobotnio-niedzielnym, a już na drugi dzień, czyli w poniedziałek minister sprawiedliwości jednego z największych krajów Europy, akurat w Toruniu, oświadcza, że wystapi o ekstradycję. Nie wiem, czy do Państwa to dociera - dzisiaj ja w jakiejkolwiek gazecie, na przykład w Kurierze Codziennym, piszę sobie artykuł, że jakiś pan coś tam tego, gdyż jakaś tam pani coś tam przeciw niemu powiedziała.
I zaraz, na drugi dzień, minister sprawiedliwości Stanów Zjednoczonych na podstawie tego przygotowuje ekstradycję. No, przecież to się w pale nie mieści!
Zawsze jest raczej odwrotnie - o podobnych przypadkach, o ile oczywiście mają miejsce - powinny decydować i wypowiadać się, przynajmniej w Polsce - następujące instytucje: Instytut Pamięci Narodowej, Instytut Ścigania Zbrodni Przeciw Narodowi Polskiemu oraz prokuratura. I jeżeli ona ma konkretne dowody, występuje do ministra o zajęcie się taką czy inną sprawą. I dopiero wtedy on może pozwolić sobie na takie wystąpienie.
Myślę, że znacie Państwo ten artykuł (Morawskiego w Rzeczpospolitej) dość dokładnie - okazuje się, że jakaś pani, jeszcze w latach czterdziestych ubiegłego wieku, doniosła, że jakiś tam pan, nazwiskiem Jan Kobylański wziął od jakiejś żydowskiej rodziny dwie złote monety, w zamian oferując załatwienie jakichś tam dokumentów, które miały uchronić im życie. Nie chcę nawet zbytnio komentować tego zdarzenia, od tego - powtarzam - są wyspecjalizowane instytucje. A tu naraz, ni stąd, ni zowąd tworzy się sytuację odwrotną. Dalej - w pierwszym ze wspomnianych artykułów, autor próbuje sie powołać na swego kolegę z Gazety Wyborczej, Mikołaja Lizuta, który miałby stwierdzić, jakoby pan Kobylański kłamał, że był w czasie wojny w obozie, że wcale go tam nie było... A że ma wytatuowany numer - a no to ma, a że otrzymał Krzyż Oświęcimski - to przecież można było załatwić, mało tego - twierdzi się, że jest on jakimś niemieckim faszystą... I teraz - żeby zajść jeszcze dalej, sugeruje się, że Kobylański był... agentem NKWD.
Coś nieprawdopodobnego - członkowie stajni tworzą historyjkę, w której członek Gestapo przeinacza się w enkawudzistę. Ale - jak juz powiedziałem - im wszystko wolno, a wynika to z tej prostej przyczyny, że nie ponoszą za to żadnej odpowiedzialności. Oni nadal się czują silni i wydaje im się, że mogą robić ludziom wodę z mózgu.
Kiedy pewien czas temu ukazał się w Gazecie Wyborczej paskudny paszkwil Lizuta na Jana Kobylańskiego, został wmieszany w to człowiek, który przeszedł Sybir i Monte Cassino i który całe swe życie podporządkował walce o Polskę - mianowicie pan pułkownik Leopold Biłozur. I wsadzono w jego usta różnego rodzaju paskudztwa. Natychmiast napisał list otwarty, oczywiście, do redaktora naczelnego Gazety Wyborczej, nie tylko wyjaśniający pomówienia, ale i odkrywający wszelkiego rodzaju kłamstwa. Oczywiście, naiwni tylko sądzą, by ten list został opublikowany w jakimkolwiem dzienniku w Polsce... Natomiast - przypomnę - został opublikowany w Kurierze Codziennym, w wydaniu z dnia 24 - 26 września 2004 roku. Co ciekawsze, w nim sie znalazło - otóż wyjaśnienia, dotyczace niejakiego pana Gugały. Autor listu pisze między innymi: Jeszcze raz okazało się, że Gugała nie może pić alkoholu, pod wpływem którego zwierza i spowiada się ze swojej przeszłości i zamiłowań politycznych. Ambasador Gugała, zaczął do nas przemawiać, że Polska powinna kochać pamięć wielkiego Stalina, który wprowadził nowe prawa i nową kulturę do Polski. Że w Polsce Pałac Kultury zbudowano w Warszawie, że tam powinno się dziś znajdować muzeum wdzięczności Stalinowi i Sowietom.
Dalej, w innym akapicie pan pułkownik napisał: Pewnego dnia pan ambasador Gugała - pod wpływem swej wielkiej miłości do Stalina i komuny, w lokalu imienia marszałka Józefa Piłsudskiego w Urugwaju, zaczął wyświetlać film zrealizowany w latach sześćdziesiątych, pokazujący Stalina jako człowieka ratującego Polaków z syberyjskich zsyłek. Prezes Kobylański wstał, przerwał projekcję i powiedział: Panie ambasadorze, tu propagandy komunistycznej pan nie będzie uprawiał!.
Panie ambasadorze - jak ciężko to określenie przechodzi przez usta...
Niestety, tacy reprezentowali, czy chcieli reprezentować kraj...
O panu Gugale - przeciętnym człowieku, który może spokojnie otworzyć okno i orzeł przez nie wyleci - można napisać cały rozdział, dotyczący jego zachowania podczas jego pobytu w Urugwaju. To samo dotyczy, zresztą, poprzedniego ambasadora, na którego w swym artykule Lizut też się powołał.
Wypada odnotować jeszcze jedną rzecz - od razu na stronie tytułowej Wyborczej ukazało się określenie - Jan Kobylański, sponsor Radia Maryja.
Na jakiej to podstawie? Jak można w ten sposób pisać?
Owszem, prezes Kobylański jest sponsorem Radia Maryja, tak samo jak jest sponsorem małej szkoły w Rudnej. Swoją hojnością postawił tę szkołę na nogi, uratował jej byt. Dzięki niemu dzieci nie muszą jeździć do inej szkoły, oddalonej o dwadzieścia kilometrów; mogą dzięki niemu korzystać z komputerów, które ufundował.
Teraz, po tych artykułach, nastąpił najazd na tę szkołe, na burmistrza małej miejscowości. Zastraszony burmistrz, nie wiedząc, co ma odpowiedzieć, mówi: To dobrze, to co mamy zrobić z tą szkołą? Zburzyć ją?.
Trzeba jeszcze jedną rzecz odnotować - przecież zarzuty, które są naprawdę poważne, nie mogły się pojawić z dnia na dzień. A przecież, pani Danielak, wicemarszałkini Senatu III RP, gościła u prezesa Kobylańskiego, ba - nagrodziła go medalem. Była w Urugwaju co najmniej dwukrotnie... Co więc jest grane?
Dwu- , czy nawet trzykrotną wizytę w Urugwaju zarzucano także Radiu Maryja. Ale to można wyjaśnić w bardzo prosty sposób - Radio Maryja ma służyć Polakom i Polonii świata. Jak mogło Radio Maryja - nie pojechać na pierwszy, historyczny, założycielski kongres Polonii Ameryk? I nie odnotować tego historycznego faktu, którego realizacja udała się właśnie panu Kobylańskiemu.
Jeszcze jedno - nie chcę już przypominać rozlicznych zasług, które ma na koncie Jan Kobylański. Ale przypomnę, że właśnie on otworzył okno, aby świat lepiej, dogłębniej poznał Polskę, i że to właśnie on stawia pomniki Ojcu Świętemu w najważniejszych punktach świata. Przynajmniej w Ameryce Południowej. Postawił taki pomnik w Buenos Aires, na co musiał uzyskać specjalną zgodę argentyńskiego Senatu - gdyż argentyńskie prawo zabrania wznoszenia monumentów osób żywych. Jan Kobylański taką zgodę uzyskał. Mało tego, w ateistycznym Montewideo, w czasie pielgrzymki Jana Pawła II, postawiono krzyż. Chciano go natychmiast zdjąć. Ale pan Kobylański załatwił, że ten krzyż pozostanie tam - daj Boże - na wieki. Postawił pomnik Jana Pawła II w cudownym miejscu w Posadas. I myślę, że gdy nasz Prymas, kardynał Józef Glemp - zgodnie z pojawiającymi się informacjami - będzie po czwrtym kwietnia wizytował Argentynę, podziękuje w naszym imieniu, w imieniu wszystkich Polaków, Janu Kobylańskiemu.
O tym, co się dzieje, można mówić wiele, naprawdę wiele. Ale zostawmy to na razie - to są naprawdę mali ludzie, pracujący za tak zwane srebrniki. Stajemy dziś przed doprawdy wielkim wydarzeniem, przed Wielkanocą - Chrystus zmartwychstan jest. On jest nam dany za przykład - że mamy ze zmarłych powstać, z Panem Bogiem królować. Alleluja!
W wielkanocy poranek światło zwycięża ciemność, a życie - śmierć. Szanowni Czytelnicy - niech tegoroczne przeżycie tajemnicy zmartwychstania Chrystusa napełnia radością i pokojem, budzi nadzieję na lepsze dni oraz udzieli przeobfitych łask na przyjęcie wielkich Darów Bożych, które uczynią świat lepszym, bardziej Bożym i ludzkim. Pozwólmy przeniknąć mocy Jego zmartwychstania i z całą ufnością w Jego zwycięstwo, cieszmy się owocami odkupienia. Sercem Wam życzę, aby ta nowina stała się dla Was źródłem niewyczerpalnej siły, radości i pokoju. Również źyczęz drowia, chrześcijańskiego optymizmu, pomyślności w życiu osobistym i wytrwałości.
Zbigniew Sulatycki
|