Polskie
bliźniaczki Diane i Elaine Klimaszewskie
najsławniejszymi siostrami w Stanach.
Polskie bliźniaczki Diane i Elaine Klimaszewskie są jednymi
z najsławniejszych sióstr w Stanach. Wzdychają do nich miliony
mężczyzn- smakoszy piwa Coors Light, bo właśnie po reklamie
tego napoju stały się sławne. Sumy kontraktu nie chciały nam
zdradzić, ale przyznają, że była bardzo lukratywna. Reklama
piwa bije rekordy popularnaści, a ich twarze są na milionach
bilboardów. Po niej posypały się filmowe propozycje, zagrały
między innymi w Starszny film 3" , Crocodile Dundee w Los
Angeles" , The Wedding Planner", teraz pracują nad komedią
Drop Dead Sexy", w której wcieliły się w postacie sióstr
motocyklistek Brandy i Amber. Zdjęcia do filmu odbywają się
w Austin w Texasie. Siostry nagrały także płytę z piosenkami
i przygotowują reality show Klimaszewski show", który będzie
nadawany pod koniec roku w jednej z największych, amerykańskich
stacji telewizyjnych. (Fox lub ABC).
Życie Diane i Elaine jest spełnionym American Dream, o którym
marzy wielu emigratów. Ich rodzice, Edward i Teresa Klimaszewscy
przyjechali do Stanów czterdzieści lat temu, za chlebem, bo
w Polsce nie powodziło się im najlepiej. Na początku zamieszkali
w New York City, ale w poszukiwaniu pracy przeprowadzili się
do Leicester w stanie Massachuset, w okolice Bostonu. Wtedy
na świecie była już dwójka ich małych dzieci, Dorotka i Jeffrey.
Teresa zatrudniła się w fabryce, gdzie pracowała przez trzydzieści
lat obsługując maszynę. Od kilku lat jest na emeryturze, bo
z czasem bolące ręce zaczęły odmawiać jej posłuszeństwa. Edward
imał się różnych zajęć, był robotnikiem, sprzątaczem, pracował
na nocną zmianę. Nigdy nie narzekali na swój los, cieszyli
się, że bez znajomości angielskiego zarabiają na utrzymanie
rodziny. Wkrótce przyszedł na świat ich syn Marek.
- Kiedy ponownie zaszłam w ciążę, zgodnie z zapewnieniami
lekarzy byłam przekonana, że spodziewam się tylko jednego,
ale za to bardzo dorodnego dziecka. Idąc do szpitala zabrałam
pojedynczą wyprawkę. Dziewczynka miała mieć imię Diane, bo
zawsze lubiłam to imię, po polsku oznacza Danusia. Kiedy kilka
minut po Danusi przyszła na świat druga dziewczynka, byłam
kompletnie zaskoczona - wspomina pani Klimaszewska. Nie miałam
dla tej malutkiej niespodzianki nawet imienia. Niczym anioł
stróż z pomocą przyszła mi Elaine, pielęgniarka z porodówki.
Przyniosła dla malutkiej ubranka. To na jej cześć nazwałam
córkę Elaine - dodaje
Kiedy pani Teresa wróciła ze szpitala do domu pozostałe dzieci
prześcigały się w pomaganiu przy bliźniaczkach. Dorota szyła
ubranka, robiła im na szydłeku buciki. Była dla nich niczym
mama zastępcza. Kiedy Teresa wróciła do pracy, dziewczynkami
opiekowała się sąsiadka Florence Magolis. Z czasem stała się
dla nich przybraną babcią. To ona zauważyła, że czterolatki
na dźwięk muzyki podrygują rytmicznie. By rozwijały taneczny
talent zapisano je do Charlotte Klaine Shool of Dance. Kostiumy
i buty kosztowały rodzinę majątek, cztery razy w tygodniu
na zajęcia dowoziła je Dorota.
Panny Klimaszewskie od najmłodszych lat chciały być sławne.
- Opłacanie lekcji tańca przychodziło nam ciężko. Mieliśmy
na utrzymaniu piątkę dzieci, które chodziły do szkoły katolickiej.
Wszystkie pieniądze szły na nich. Na siebie nie wydawałam,
nie dbałam za bardzo o siebie, dzieci były i są dla mnie najważniejsze.
Charlotte, właścicielka szkoły, widząc jak ciężko jest mi
wiązać koniec końcem, zaproponowała, że adoptuje dziewczynki.
Nie zgodziłam się.
Szybko okazało się, że zapisanie ich do szkoły tańca była
dobrą inwestycją, bo wygrywały krajowe zawody taneczne. Kiedy
miały dwanaście lat zdobyły pierwszą nagrodę na konkursie
Strar Search", w którym szuka się gwiazd. Jego laureatmi
są między innymi Britney Spears i Justin Timberlain. Za czternaście
tysięcy dolarów, które były główną nagrodą kupiły mamie samochód
i bilet do Polski, w której nie była od dwudziestu lat.
- Córki zaczynały stawiać pierwsze kroki w reklamie, pamiętam,
że po skończonej zmianie w fabryce pakowałam ich do auta i
jechałyśmy na stację kolejową by stamtąd ruszyć do NYC na
castingi reklamowe. W pierwszej reklamie wystąpiły osobno:
Elaine dla blue jeans, Diane dla McDonalda.
Czasami wykorzystywały swoje podobieństwo w życiowych sprawach,
na przykład pisząc za siebie klasówki. Szkołę średnią skończyły
z bardzo dobrymi ocenami. Nie mogły nabrać tylko księdza Tadeusza
z polskiej parafii. Kiedy Elaine poszła do spowiedzi za siostrę
, zapytał zdziwiony co ty znowu robisz przy konfesjonale,
przecież przed chwilą się spowiadałaś. - Przez ostatni rok
szkoły średniej w Union Hill School zrobiłyśmy dwa lata w
jeden rok, bo chciałyśmy jak najszybciej zacząć ruszyć w świat
i robić karierę. Miałyśmy piętnaście lat i wyjechałyśmy do
Disneylandu na Florydzie, gdzie tańczyłyśmy w show Main Street
USA. Tam opiekował się nami nasz brat Marek, który do dzisiaj
jest naszym trenerem.
- Kiedy odwiedziłam dziewczynki na Florydzie ludzie pracujący
z nimi mówili mi, że jeszcze nigdy nie spotkali tak młodych
i sumiennych dziewczyn. Ani razu nie spóźniły się do pracy,
nie zachorowały. Myśle, że to dzięki panu Bogu, bo za nim
przyszly na świat ofiarowałam je pod opiekę polskiemu świętemu
Maksymilianowi Kolbe, który prowadzi je przez życie - wtrąca
mama. - Potem pracowałyśmy ze światowej sławy magikiem Davidem
Coperfildem, z którym jeździłyśmy po całych Stanach. Kiedy
występowaliśmy w Bostonie zapraszałyśmy rodzine i przyjaciół
na koncert. Co kosztowało Dawida około pięćdziesięt darmowych
biletów, nie był z tego zadowolony - dodaje ze śmiechem Diane.
Po osiemnastu miesiącach życia na walizkach zatęskniły za
stabilizacją, potrzebowały czegoś więcej niż bycia pięknym
dodatkiem do show Coperfielda. Wybrały Los Angeles, gdzie
jest mekka światowego show biznesu i doskonałe miejsce na
zrobienie kariery. Diane zamieszkała w pięknym domu na wzgórzach
Beverly Hills, najdroższej dzielnicy LA, Elaine w apartamencie
nad oceanem.
- W Los Angeles dziewczyny pracują jak oszalełe, pędzą z castingu
na casting , na zdjęcia próbne i na audycje. Pieniądze, które
zarobiły u Coperfielda, odkładały, inwestowały w siebie: w
lekcje śpiewu, aktorstwa i dykcji. Nie są skąpe, jak tylko
mogą pomagają rodzinie, ale oszczędnie gospodarzą pieniędzmi,
mają to pomnie - dodaje z dumą mama. Kiedy pytamy siostry
jak osiągnąć sukces w Hollywood, odpowiadają:
- Długo zajęło nam dotarcie do właściwych osób w branży, w
tym środowisku ludzie bywają dla siebie bardzo niemili. Jest
ogromna konkurencja, walka niczym w prawdziwej dżungli. Jest
też wielu cwaniaków, którzy tylko obiecują, że załatwią role
w filmie. Mamy dwóch agentów, jednego od filmów i telewizyjnych
produkcji, drugiego od reklam. Mamy też bardzo dobrego adwokata,
który przegląda wszystkie nasze kontrakty - mówi Elaine.
- Trzeba bywać w klubach i na przyjęciach, gdzie spotyka się
ludzi z branży. W Hollywood nie talent jest najważniejszy
tylko kontakty. Trzeba bardzo mocno wierzyć w siebie i być
odpornym psychicznie, by nie załamywać się kiedy po raz kolejny
nie dostajesz roli. Lubimy pracować przy filmach, bo jest
to fajna zabawa i dobre pieniądze, które inwestujemy w naszą
firmę producencką - mówi Dine.
- Ważne jest, że w trudnych momentach mamy siebie. Rozumiemy
się bez słów, lubimy te same potrawy. Kiedyś umówiłyśmy się
na śniadanie i przyszłyśmy w takich samych strojach. Na szczęście
lubimy innych mężczyzn. Daine w typie rock star, który nosi
dłuższe włosy, skórzane ubrania, ja typ biznesmana: krótkie
włosy, elegancki garnitur - wyjaśnie Elaine.
Kiedy siostry nie pracują, upajają się lenistwem, chodzą do
kina, czytają książki, spotykają się z przyjaciółmi. Na razie
nie myślą o zakładaniu rodziny, bo kariera jest dla nich najważniejsza.
Bardzo dbają o swój wygląd, chodzą regularnie do kosmetyczki
i fryzjera, piją dużo wody mineralnej, nie opalają się na
mocnym, kalifornijskim słońcu, by nie mieć zmarszczek. Są
na wyskoproteinowej diecie, jedzą delikatne mięsa, drób i
ryby, nie jedzą wieprzowiny. Nie potrafią sobie odmówić polskich
potraw. Uwielbiaja gołąbki z indyka, które przyrządza im mama,
kiedy ich odwiedza w LA. Kupują polskie pierogi w polskim
sklepie w LA, jadają też w tamtejszej polskiej restauracji
Warszawa. Chociaż urodziły się w Stanach, czują się Polkami
i kochają swoją drugą ojczyznę.
- Byłyśmy w Polsce kilka lat temu. Odwiedziłyśmy rodzinę w
Warszawie, Agustowie, Szpakowie i Bydgoszczy. Polacy to bardzo
mili i gościnni ludzie. Bardzo chciałabyśmy jeszcze odwiedzić
Polskę - zapewniają zgodnie. Napisz też, że nigdy nie zapomniałyśmy
skąd się wywodzimy, z biednego emigranckiego domu, mieliśy
na siedem osób jedną łazienkę. Nasi kochani rodzice musieli
ciężko pracować byśmy mogły osiągnąć sukces. Za to jesteśmy
im bardzo wdzięczne - dodają.
Joanna
Rutkowska
|