Contra factum - nulla argumentum
Stara to prawda, że najlepszą formą obrony jest atak...
Ale nawet w sytuacji tzw. obrony koniecznej wskazane jest, żeby w cywilizowanym społeczeństwie były zachowane tzw. zasady fair play.
Dlaczego w przypadku o. Konrada Hejmo takich zasad nie zachowano?
Spróbujmy bez emocji przypatrzeć się faktom i odważnie wyartykułować to, co przemilczano:
Po śmierci naszego największego w dziejach rodaka - ukochanego papieża Jana Pawła II, kiedy Polacy jak rzadko pogrążyli się w szczerej żałobie i zjednoczyli mocno w bezprzykładnym pojednaniu - rozbija się tę jedność i moc.
Spuścizna dokonań Jana Pawła II sprawiła, że ze wstrętem odwracamy się od przykładów zła i korupcji w naszym społeczeństwie i próbujemy podążyć za wymaganiami etyki katolickiej... Spontanicznie zapełniają się kościoły. Wierni poddają się nastrojowi, a nierzadko sami wymuszają na swoich przewodnikach duchowych poważne dyskusje.
W tej sytuacji p. prof. Leonowi Kieresowi spada na głowę zakurzona teczka o. Konrada Hejmo. Jak wyznaje profesor jest to czysty przypadek i teczka wpada mu w ręce absolutnie nie zwyczajową w IPN drogą.
Jak wielki był to dla profesora wstrząs przekonujemy się natychmiast, gdyż z niespotykanym u niego gadulstwem przygotowuje nas najpierw do ujawnienia zawartych w niej rewelacji. Oczywiście szef IPN czyni swoją powinność w tzw. dobrej wierze!
Od naukowca tej rangi (bo przecież nie żądnego taniej sensacji dziennikarza) wymagalibyśmy pewnej dozy uczonego zastanowienia: Jak pamiętam z nauk uniwersyteckich - co też nie przeczy zdrowemu chłopskiemu rozumowaniu - naukowiec zadaje sobie wpierw pytanie co to jest i do czego to by miało służyć.
Ale profesora nie nękają długo naukowe wątpliwości. W ekspresowym tempie opracowuje materiały i obwieszcza je z dumą światu. Tyle, że nie-materiały, żeby każdy z nas mógł je ocenić i na ich podstawie wyrobić sobie samodzielny pogląd, a efekt swoich zaufanych (bo przecież daleko nie wszystkich!) pracowników IPN kontemplacji.
Pomijając fakt, że po śmierci naszego Papieża takie działania są profanacją Jego i Jego bliskiego otoczenia pamięci, co musi napawać człowieka o średnim stopniu inteligencji i wrażliwości głębokim niesmakiem to p. prof. Kieres przypomina mi prof. Sonnenbrucha z Niemców Zofii Nałkowskiej, a jescze bardziej dziewczynkę z zapałkami Hansa Christiana Andersena.
O co tu właściwie chodzi? - pyta jak zwykle mądry i głęboko wyważony w sądach nasz wspaniały kardynał Franciszek Macharski.
Czy czasem nie o to, aby rozbić jedność społeczeństwa, zaatakowac polski Kościół. Uwalać go w błocie, odwracając uwagę od afer Orlenu, czy ZUS?
Czy czasem nie o to, aby na arenie międzynarodowej znów postrzegano nas jako rządnych tanich sensacji awanturników i pieniaczy, którzy nawet w obliczu śmierci swojego Papieża nie potrafią zachować się godnie?
I rzeczywiście. Po części mają miejsce takie destrukcyjne działania.
O. Konrad Hejmo, znana i ceniona przez większość Polaków, którzy mieli okazję się z nim zetknąć osoba publiczna - został jak rzadko który Polak pozbawiony zagwarantowanego Konstytucją prwa do obrony, co akcentują prof. Zbigniew Hołda z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, czy Antoni Rost - konstytucjonalista, który uważa, że w tej konkretnej sytuacji nie było podstaw do epatowania opinii publicznej teczką o. Hejmo. Jak o. Konrad ma ustosunkowac się do zawartych w teczce materiałów skoro prof. Kieres oświadcza publicznie, że nie może ich mu udostępnić, gdyż byłoby to sprzeczne z ustawą o IPN?
O. Konrad jest w sytuacji patowej wobec oskarżycieli. B. słusznie oburza się na to abp Sławoj Głódź.
O ile znam o. Konrada, a zaprzyjaźniłam się z nim podczas realizacji filmu Rok Papieża, którego jestem reżyserem, ta sytuacja sprawia mu cierpienie.
Doprawdy, nie zasłużył sobie na to. Znają go setki tysięcy polskich pielgrzymów. Nikomu nie odmówił pomocy i swojej opieki. Pełen energii, wszędzie go było pełno - operatywny, dynamiczny, cieszący się dostrzegalnym autorytetem wśród urzędników Watykanu. Czy taki pozostanie? Śmiem wątpić. Ostatnie dni sprawiły, że posiwiał i ma kłopoty z ciśnieniem. Widać to w relacjach tv.
Trzymaj się Ojcze Konradzie, Mój Przyjacielu i wszystkich polskich pielgrzymów. Duża część przyjaciół w Ciebie nie zwątpiła.
Może to dramatyczne przeżycie będzie też dla Ciebie pożytecznym doświadczeniem. Przekonasz się ilu z tych, których tak serdecznie podejmowałeś przez Twoje 26 lat ciężkiej pracy w Corda Cordi, a później w Sursum Corda zasługuje naprawdę na Twoją przyjaźń i szacunek. Wypowiedzi wielu z tych, których poznałam w Twoich gościnnych progach, są dla mnie rzeczywiście porażające.
I chociaż p. Karol Modzelewski przestrzegał w dyskusji tv, że dokument autentyczny to jeszcze nie znaczy, że jest to dokument prawdomówny, to zapamiętajmy jak można do bólu poznać ludzi w sytuacjach zagrożenia. Rzeczywiście - contra factum - nulla argumentum.
Barbara Lorynowicz
|