Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

A czas jak złodziej!

A czas pędzi jak szalony, przemijają nasze piękne poranki, smutne wieczory, całe miesiące i te dobre i złe lata.
Tak niedawno żegnaliśmy Największego Polaka Jana Pawła II, człowieka, który pięknym piórem wipsał się nie tylko w najnowszą historię Polski, lecz całego świata, człowieka, który potrafił kochać i był kochany. Szczególnie my, Polacy, byilśmy z Nim tak blisko, On to nas pocieszał w trudnych chwilach - ponieważ kiedyś żył z nami - na pewno doskonale nas rozumiał i ten system, w którym żyliśmy dostatniej. Zdajemy sobie sprawę z tego, że dzięki Papieżowi staliśmy się zauważeni na mapie świata i nawet co któyś Amerykanin może pokazać gdzie leży ten kawałek ziemi, na którym wydeptaliśmy ścieżki bosymi nogami.
Odszedł od nas pasterz i przewodnik, bez którego ciężko nam będzie kroczyć krętymi drogami pełnymi min i pocisków, duchowych zagrożeń, odszedł człowiek wielkiego formatu, pozostawiając po sobie olbrzymi dorobek. Swoim przykładem życiowym zjednał sobie olbrzymią rzeszę ludzi na całym globie, był przykładem miłości i wybaczania, tolerancji i mądrości, po prostu był Wielki.
Zdecydowanie podawał dłoń bogatemu i biednemu, władcy i żebrakowi, zdrowym i chorym, starcom i dzieciom, szczególnie tym najbiedniejszym, zauważał cierpienie i nędzę - żył zupełnie inaczej. Przeciwstawiał się wszelkiemu uciskowi, wojnom, pouczał możnych tego świata, potępiał zło, którego coraz więcej, umacniał duchem i przywracał wiarę. Wraz z nim zamarły wioski i miasta na całym globie, gromadzili się ludzie z zapalonymi świecami, śpiewali pieśni i płakali. Świątynie wystawiały portrety Papieża przepasane czarnym kirem, na domach i autach powiewały białoczerwone flagi przepasane czarną wstęgą. Jego śmierć wstrząsnęła całym światem - do Watykanu przybywały liczne delegacje rządowe, monarchowie z najdalszych zakątków świata duchowni wszystkich wyznań - by oddać należną część Jego Świątobliwości.
Przybyli również ci, którzy zignorowali słowa Ojca Świętego, święte i jakże mądre - podążając za demonem, który wpędził ich w ciemne zaułki, z których wyjść nie sposób. Najwięcej jednak przybyło zwykłych, szarych ludzi, by szczerze modlić się i oddać cześć temu Wielkiego Polakowi - oni nie przyjechali ze względu na kamery i poklask. Zjechali święci i demony, lecz Lucyfer pozostał w domu!
Śmierć Papieża jednała ludzi, nawet złe duchy znad Wisły podały sobie obrudzone ludzką krzywdą dłonie - ale czego się nie robi w obecności kamer! Niech świat zobaczy nasz szlachetny gest. Pojednały się zwaśnione kluby - nigdy więcej wojny! Tego dnia Polska i cały świat stał się zupełnie inny, kamienne serca zamieniały się w słodki cukierek, zniknęły marmurowe zarysowane nienawiścią twarze, wypłynął z nas jad zacietrzewienia, jak na wieży Babel mówiliśmy zrozumiałym językiem.
Czy musiał umrzeć Wielki Człowiek, byśmy odnowili się duchowo? Dlaczego nie słuchamy żyjących, nie wdrażamy w życie ich słowa, dlaczego pozostajemy obojętni?
Wybrano nowego Papieża, powód ogólny wszystkich radości lekko zamazał pamięć poprzednika, powoli usunięto ze świątyń podobiznę Jana Pawła II, a przecież kościoły tutaj są dość duże. Skoro na flagi jest miejsce - czyż na portret nie stało? Pamięć nasza jest tak krótka jak nasze życie - jeżeli nie będziemy pamiętali Wielkiego Polaka - kto zachowa pamięć o nas “małych”? A czas pędzi jak szalony - obsychają łzy, serca się stają zimne jak lód, pamięć zawodzi, wspomnienia czas zaciera, a nikt nie żyje wiecznie - nawet Papież umiera.
Odszedł Wielki Człowiek - postarajmy się choć w części naśladować jego czyny, choć troszkę upodobnić się do Niego - zasłużył przecie na pokłon i pamięć.
Śmierć nie omija nikogo, więc i przy mnie kiedyś stanie i przy tobie - co więc po nas zostanie, gdy opuścić nam przyjdzie kontraktorkę, szapę, sprząanie, ofisy - śmierci nie dasz w łapę, ona szmalu nie bierze, przekupić się nie da.
Jan Paweł II pisał: “Bóg pozwolił człowiekowi umrzeć tylko raz - a potem sąd”.
Cóż my zapracowani “biznesmeni” powiemy na obronę, że pamięć nasza słaba, że czasu nam nie stanęło, że ciągle goniliśmy, że było nam wciąż mało - a potem sąd... bez ducha i obrońcy.
Są ostateczny bezapelacyjny.
Czy ja i ty nie robimy wielu rzeczy dla poklasku, dla kamer, każdy z nas chce być najważniejszy, najlepszy - zapominamy jednak, że najlepsi będą najgorszymi, pierwsi - ostatnimi.
A czas jak złodziej kradnie nam najlepsze chwile, zaciera pamięć, gubi myśli, których nie sposób pozbierać - korzystajmy więc z życia godnie, ze skromnością - gdy przyjdzie nam umierać, by po nas coś zostało, przynajmniej dobre słowo.

Władysław Panasiuk