Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

Bóg się rodzi

Zima przyszła nie wiem skąd, z nieba spadają śniegu białe spadochrony, pokrywają szarość tego świata, smutek zmienia się w wesele. Zima, zima! - krzyczą dzieci, śnieg im bieli małe głowy - tony srebra z nieba lecą, drzewa w bieli, ziemia w bieli - a przed domem jakiś bałwan z miotłą w dłoni się weseli.

***

Przyszła nagle niczym zjawa - zima biała z mrozem w dłoni, rozczerwienia dzieciom nosy, uszy szczypie, mrozi lica - zima czysta jak dziewica. Pierwsze śniegi bielą płoną, płatki w słońcu się krysztalą, długie sople zdobią dachy, w oknach gwiazdki już się palą - idą święta.
Choć to ostatni miesiac roku - to pięknością zachwycić potrafi, zauroczy jak młoda dziewczyna, zatrzyma odech i serce przyspieszy - grudzień pełen niespodzianek. Początek zimy - to jakby pierwsze odgłosy dziecka, pierwsze stawiane kroki, wszystko takie nowe, wszystko takie inne, co potrafi ubarwić i przekonać. Szaleją na śniegu dzieci umoczone po pachy w tych topniejących gwiazdkach, rozradowane buzie i rytmicznie bijące serduszka głoszą początek zimy.
My dorośli czasami lubimy ponarzekać, wszak to już nasza kolejna, któraś zima - uprzykrza się niewygodnym ruchem, tworzącymi się korkami na ulicach, mokrymi butami - zapominamy o dzieciństwie zagonieni codziennością. Ale póki co, zima jest urocza, malujący na szkle mróz artysta stara się jak może, zdobi szronem korony drzew, upiększa parki i płoty, na domostwach zawiesza kryształowe sople, zatrzymuje rzeki. Dzień choć tak krótki, zima zamienia w uroczy, biel rozjaśnia uśpioną ziemię, ulice zamieniają się w Betlejem, płonie tysiące lampek, szopki ustawione przed domami mówią o narodzinach Pana. Świąteczny nastrój udziela się każdemu, w sklepach świąteczna gorączka zakupów, a z głośników wkradają się do uszu piękne kolędy i pastorałki. Z okien domó wyglądają świetliste anioły, za którymi tańczą ubrane w obszerne zielone suknie wysokie choinki, obwieszone kolorowymi świecidełkami jak wieśniak złotem. Migocą perłowe bańki, soplowe cukierki gną wiotke gałązki, a na wierzchołku skrzydlaty anioł oświetlony setkami lampek pilnuje dobytku całego.
Ilekroć przechodzę tą barwną ulicą wracam myślami do Polski, wracam tam, gdzie pierwszy raz ujrzałem choinkę, gdzie pierwszy raz narodził się dla mnie Mały Jezus.
Świeżo umyte deski podłogi stare i suche i ciepła pełne, a w domu zapach polskiego lasu i igły świerka w serce kłujące. Za oknem zima mroźna i tęga, na zaspach wicher ujeżdża sanie, a na pulpicie nieba wysokim niczym polarna gwiazda się pali. Głos cichej trąby dobiega z dali - Jezus się rodzi, moce truchleją. Zewsząd kolędy anieli pieją i oczy ślepcom się otwierają. Niebo gwiazdami się napełniło, ustały wichry i zamrał mróz, noc taka cicha i taka piękna, a w domu ciepło i zapach siana tańczy po stole jak baletnica, świeczki puszczają łezki gorące. Skromna choinka zachwyca oko, woń niczym w lesie pcha się do nosa. Ojciec opłatek trzyma w swej dłoni, na czole zimna rodzi się rosa, Mama z uśmiechem nosi talerze, a my szczęśliwi jak pszczoły w ulu. Świeżo umyte deski podłogi grzeją wspomnienia i serce kłuje igła świerkowa, bo takie święta jak kiedyś były - warto w pamięci długo zachować - choć raz kolejny Jezus się rodzi...
Świąt, które drzemią w pamięci, które zostały na zawsze w sercu nie zapomina się - trzeba je pielęgnować by nie uległy zniekształceniu, by ta cudowna woń przetrwała i przeniosła się na drugie pokolenie.
Wspomnienia należy szanować, jak szanuje się własną matkę, jak szanuje się największy skarb - a większego skarbu jak matka nie ma. Ciepłe matczyne słowa - przetrwały.
Płonęły świeczki jasno i radośnie, zapach woskowy tulił się do nosa, w blasku migotały bańki kolorowe niczym perły w naszyjniku na królewskiej szyi i serce płonęło anielskie na drzewku wonnym. Jak szarfa dziedzica otaczał drzewko spiralowym gwintem łańcuch z kolorowych kółek, a włosy anielskie niczym babie lato plątały się jak nić pajęcza - płonęły lica rozmarzonych dzieci przy choinki blasku. Ukradkiem ręka wędrowała po długi soplowy cukierek, niezręcznie strącając zawieszone cacko, pochylając świeczkę, która łezki roni.
Choć dom był zbyt ciasny, a szczęścia tak wiele pomieścił w swych ścianach i tyle zachwytu - tam Bóg się rodził i mieszkał z nami przez rok cały, Bóg tak wielki, a dom taki mały...
Tam Noc Wigilijna najpiękniejszą była i serca tam biły radośnie, to pewnie dlatego, że matka tam była i ojciec z opłatkiem przy sośnie. To pewnie dlatego, że byliśmy razem, że brat był tam i siostra i byliśmy młodzi, gotowi przyjmować miłości nadmiary, nie zmęczeni życiem, beztroscy i silni - dziś człowiek za słaby, pewnie i za stary...
Nie rozumiałem wtedy wszystkiego, nie znałem słowa “samotność”, by go zrozumieć trzeba to przeżyć - teraz zacząłem inaczej myśleć, i żyć inaczej, inaczej wierzyć. Teraz rozumiem, co puste krzesło i talerz pusty na stole znaczy i drzwi otwarte i co czekanie - wszystko potrafił czas wytłumaczyć.

***

Które to święta? Samotne, smutne, choć Bóg się rodzi i radość wielka - żal serce ściska i łza się wkrada pod mą powiekę, obca Wigilia i obca gwiazda i noc ciemniejsza nad moim dachem. Radość ze smutkiem ciągle się droczą - choć radość niesie narodzenie Pana, to jednak smutek gdzieś się zakrada i niepokoju garstka się zbiera - budzi się tęskność za wonią siana, które urosło nad Wisły brzegiem - tęskno mi Panie za naszym śniegiem. I za choinką zwyczajną sosną, jakich tysiące tam w lasach rosną i za tą szopką w starym kościele i za kolędą, którą syn nuci i za topolą smukłą jak panna, która kucnęła nad matki grobem.
Tęskno mi Panie za moim domem, w którym radości drzemie bez miary, i za tą gwiazdą co mnie prowadzi przez życie całe, za mą rodziną - samotne lata powoli płyną jak wrak rozbity rzucany falą.
A gwiazda płynie po wielkim niebie i nad stajenką staje jak wryta - tam się zaczyna początek życia, tam się poczyna radości sedno, tam zapach siana ma inną woń, na świat przychodzi miłość maleńka i pokój niesie potrzebny światu. Wesołą nowinę głoszą anieli, o przyjściu Mesjasza, co życie da wieczne i pokój przyniesie i więcej miłości do serc ludzkich włoży - nikt nie da więcej niż może Syn Boży.
Weselmy się przeto i płaczmy gdy trzeba, bo łza czysta darem dla Małej Dzieciny, łza niczym srebro szlachetna i droższa jest jeszcze bardziej, gdy płynie jako dar dla Boga. Bóg się rodzi - radość niesie ludziom wszem - śpiewajmy Panu Małemu.

Władysław Panasiuk