Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

Mały dziki zachód... na wschodzie

W 1997 roku, kiedy Polskę dotknęła klęska powodziowa, kontraktorska Polonia amerykańska wybudowała domy dla powodzian. Było to jedno z większych przedsięwzięć zorganizowanych przez PACBA (Polsko-Amerykańskie Stowarzyszenie Kontraktorów Budowniczych), ale z pewnością nie jedyne godne zauważenia. O działalności stowarzyszenia, o zawodzie kontraktora i o szansach jakie ma budownictwo w przyszłości opowiada Bogdan Kulikowski - prezydent firmy Superior Experior, były wiceprezes ds. finansowych PACBA.

- Od 1989 roku prowadzi Pan firmę Superior Exterior, obecnie jesteście na etapie przebranżawiania się, a jak wyglądały początki?
- Pierwsze kroki w dziedzinie budownictwa stawiałem już na początku lat 80., choć pewne doświadczenie zdobyłem w Polsce, gdy jako młody chłopak dorabiałem na budowach. W roku 1984 swą działalność rozpoczęła firma Kulikowska Brothers, której byłem współwłaścicielem. Po paru latach spółka się rozpadła, a ja musiałem rozpocząć jakąś pracę na własne konto. Pozostałem przy kontraktorce, gdyż to mnie zawsze interesowało. W swoim życiu robiłem wiele rzeczy: byłem piekarzem, operatorem prac pneumatycznych czy kelnerem, a z wykształcenia jestem rolnikiem. Jednak kiedy zająłem się budownictwem od razu poczułem, że robię coś naprawdę co lubię.
- Jaki jest obecnie profil działalności Pana firmy?
- Właściwie do dziś, tak jak dawniej, robię obicia zewnętrzne domów. Wykonuję najróżniejszego rodzaju sidingi i obicia, od aluminiowych przez winylowe i cedrowe po takie, które wykonywane są z płyt cementowych.
Muszę jednak przyznać, że po kilkunastu latach takiej pracy w moje życie wkradło się trochę monotonii. Dlatego też zacząłem budować domy i w tym właśnie kierunku zamierzam się przebranżowić. Obecnie nie zatrudniam własnej ekipy, tylko korzystam z subkontraktorów. Uważam, że nie można wszsytkiego robić dobrze i że każdy powinien skupić się na jednej pracy.
- Co się zmieniło w pańskim życiu zawodowym po wstąpieniu do PACBA?
- Zmieniło się nie tylko moje życie zawodowe, ale i prywatne. Co prawda nie byłem w komitecie założycielskim, ale w PACBA jestem od początku istnienia stowarzyszenia. Wstępując liczyłem na poznanie nowych ludzi, ludzi podobnych do mnie,chcących działać, robić coś dla siebie, dla Polonii. Kiedy poznałem statut i cele organizacji wiedziałem, że to dobry wybór. Nie zawiodłem się też na poznanych tam ludziach, wspólnie oragnizowane imprezy zbliżyły nas do siebie. Choć działalność w PACBA pochłania dużo czasu i niejednokrotnie koliduje z życiem prywatnym, to w chwilach takich jak akcja pomocy powodzianom wiem, że znalazłem się na właściwym miejscu i we właściwym czasie.
- A co najbardziej wspomina Pan z budowania domów dla powodzian w Stanowicach?
- To bardzo miłe wspomnienia, aczkolwiek początki były naprawdę przerażające. Pojechałem do Polski w pierwszej grupie, która miała budować domy. Była to całkowita mieszanka ludzi i początkowo nikt nie wierzył, że uda nam się cokolwiek zbudować. Dodatkowo całkowicie pozbawiły nas entuzjazmu warunki pogodowe. Było zimno i deszczowo, a my musieliśmy zacząć od wypakowania dwóch czterdziestotonowych kontenerów. Sytuacja nieco się poprawiła, kiedy do pracy przyłączyli się powodzianie, ale ich nieufność w stosunku do naszego stylu budownictwa i do nas samych pojawiała się na każdym kroku. Nie było łatwo, myślałem wówczas, że to taki mały dziki zachód, tylko że na wschodzie, ale dziś muszę przyznać, że była to prawdziwa męska przygoda.
- Innym przedsięwzięciem, nad którym czuwa PACBA są targi budowlane. Jaka jest Pana rola w przygotowywaniach do PACBA EXPO 2004?
- To już trzecie takie targi, można więc powiedzieć, że jesteśmy doświadczeni w organizacji tego typu imprez. Chcemy ulepszyć to co poprzednio szankowało oraz zaprezentować wiele nowych rozwiązań. Ja osobiście jestem odpowiedzialny za nagrody, które będą przyznawane na targach, czyli za najciekawszy but, najbardziej edukacyjną wystawę i za najlepszy produkt. Ponadto zajmuję się przygotowaniem stoiska mojej firmy, na którym pokażę moje dotychczasowe prace.
- Czego Pan oczekuje po targach?
- Liczę, że będą one dobrą reklamą, jest to z pewnością jeden z lepszych chwytów marketingowych. Oczekuję również pewnych korzyści finansowych, zarówno dla mnie, jak i dla PACBA. Jak dotychczas zakres mojej dzialalności jest ograniczony, chcę się otworzyć na inne tereny i zdobyć nowych klientów. Spodziewam się nawiązania współpracy z innymi firmami, a tu nie bez znaczenia jest kontakt personalny.
- Czy między członkami PACBA istnieje konkurencja?
- Skłamałbym mówiąc, że nie ma żadnej, ale na rynku jest tak dużo pracy, że nie musimy rywalizować o klienta. Często wręcz odwrotnie, zlecamy sobie pracę i pomagamy sobie w kłopotach. Dawniej spotykaliśmy się na luźnych wieczorkach i wymienialiśmy negatywne doświadczenia. Każdy opowiadał na czym się “pośliznął” i jakich błędów należy unikać. Zaoszczędziło mi to kilkadziesiąt tysięcy dolarów i wiele się dzięki temu nauczyłem. Teraz takie spotkania są rzadsze, co wynika z braku czasu, ale ciągle jesteśmy bardziej współpracownikami niż konkurencja.
- Ma Pan dwóch synów, czy któryś pójdzie w ślady taty?
- Starszy syn jest zapalonym komputerowcem, więc młotki i deski nie sąm u w głowie. Chciałbym natomiast aby w przyszłości młodszy poprowadził moją firmę, dlatego wraz z żoną chcemy go wysłać do Civil Engineering w Champaigne. Po skończeniu takiej szkoły mógłby lepiej prowadzić interes i nie martwić się o brak pracy.
- Dziękuję za rozmowę.