Monte Cassino
Artykuł pisany na tle własnych przemyśleń i przeżyć w bitwie o Monte Cassino i na tle książki Melchiora Wańkowicza, autora.
Historia oceni, czy 2-gi Korpus Gen. Wł. Andersa powinien brać udział w tej bitwie, tak samo jak historia oceni, czy Powstanie Warszawskie było potrzebne, czy nie. Osobiście skłaniam się do opinii Naczelnego Wodza na Uchodźstwie, Gen. Broni Kazimierza Sosnkowskiego, który objął to stanowisko po śmierci Gen. Broni Władysława Sikorskiego. Kazimierz Sosnkowski, wybitny organizator wojska polskiego, przyjaciel Marszałka Piłsudskiego, który spędził razem z nim internowanie w twierdzy Magdeburskiej. Gen. Sosnkowski czekał długo, prosząc marszałka Rydza-Śmigłego, by mu powierzył dowództwo jakiegoś frontu w wojnie niemiecko-polskiej w obronie Polski. Szlachetny żołnierz Rzeczypospolitej Polski, gen. K. Sosnkowski wreszcie otrzymął dowództwo prawie po dwutygodniowym opóźnieniu i szedł z Przemyśla na odsiecz Lwowa. Odsiecz przyszła za późno, bo Niemcy i Rosjanie byli już na przedmieściach Lwowa. Przy pomocy swego oficera sztabowego, przekroczył granicę węgierską, by dostać się do armii gen. Sikorskiego we Francji. Naczelny wódz gen. Wł. Sikorski przyjął go do swego sztabu generalnego.
Po umowie Sikorski - Majski, gen. Wł. Anders uwolniony z Łubianki i wyznaczony przez gen. Sikorskiego na tworzenie polskiej armii na terenie Związku Sowieckiego, na co zgodził się dyktator Stalin. Gen. Wł. Anders opuścił ze swym stworzonym wojskiem w Uzbekistanie granice ZSRR i znalazł się w Iraku, gdzie dostał sprzęt od Anglii i po przygotowaniach żołnierzy do służby frontowej, wylądował z 2-gim Korpusem we Włoszech, oddając się pod naczelne dowództwo 8 armii gen. Aleksandra. Polski żołnierz 2-go Korpusu przeważnie pochodził z ziem wschodnich Polski. Wiadomo, polski żołnierz już się krwawił w bitwach Narwiku, Tobruku, w Holandii i Belgii, i wreszcie mu przyszło walczyć w kampanii włoskiej i zdobyć wielką sławę po zdobyciu Monte Cassino, którego nie mogły zdobyć wojska amerykańskie, angielskie, francuskie, hinduskie, nowozelandzkie. Aby dotrzeć do Rzymu, trzeba było zdobyć Monte Cassino i Polacy pod wodzą gen. Andersa dokonali tego czynu osiągając sławę światową.
Naczelny Wódz, gen. Kazimierz Sosnkowski nie wierzył Anglikom i był przeciwko użyciu wojsk 2-go Korpusu w zdobywaniu Monte Cassino, tak samo był przeciwko Powstaniu Warszawskiemu. Rząd polski i gen. Anders podjął jednak decyzję wzięcia udziału w zdobyciu klasztoru - twierdzy Monte Cassino. Sosnkowski chciał oszczędzić rozlewu krwi żołnierza polskiego, zasadniczo dla obcej sprawy. Anglicy i Anders widzieli to inaczej. Gen. Leese, dowódca 8 armii dał gen. Andersowi tylko 10 minut do namysłu, czy 2-gi Korpus podejmie walkę z armią Kerselringa w zdobyciu masywu Monte Cassino. Propaganda sowiecka posądzała 2-gi Korpus o tchórzostwo i dlatego gen. Anders powziął historyczna dcyzję. Ta propozycja naczelnego dowódcy 8 armii padła, kiedy trzy natarcia alianckie zawiodły i wojska niemieckie odparły wszystkie ataki. Korpus polski już w Iraku w Palestynie stracił 4 tys. żołnierzy pochodzenia żydowskiego, którzy byli obywatelami polskimi i zaciągnęli się na służbę do wojska polskiego w Rosji sowieckiej. Cztery tysiące to dużo ludzi, ale Anders nie chciał wyłapywać dezerterów żydowskich. Anders liczył, że dostanie rekruta z armii niemieckiej, co się później sprawdziło. Bitwa o Monte Cassino trwała 2 tygodnie. Pisarz Melchior Wańkowicz drobiazgowo opisał tę bitwę i polecam czytelnikom przeczytać tę książkę.
Ażeby zrozumieć przebieg tej bitwy, należy zapoznać się z terenem. To był teren górzysty, nie zalesiony, skalisty, bez żadnej osłony dla żołnierza. Niemcy widzieli wszystko jak na dłoni, a mając strzelców wyborowych, było prost niemożliwe wykurzyć ich ze swych bunkrów i dlatgo korpus się bardzo krwawił. W drugiej połowie stycznia 1944 r., szturm rozpoczęli Amerykanie. 5-ta armia amerykańska poniosła wielkie straty. Po nieudanym szturmie do walki rzucono korpus francuski. Wańkowicz pisze, że Francuzi musieli w pełnej widoczności pod ogniem schodzić do wąwozów o stromych zboczach, aby następnie znowu pod ogniem drapać się na wysokości 700, 800, 900 metrów. Trzeba było 2 km biec do bunkrów i zarzucać je granatami. Atak rozpoczął się 25 stycznia, więc nie pomogło i już 26 i 27 stycznia zostali bez wody, bez żywności i bez amunicji. Na osaczonych szedł ogień ze wszystkich stron. Z moździeży, dział, broni malokalibrowej. 40 oficerów zabitych, 1.500 zabitych szeregowych i podoficerów. To były straty dużo większe niżeli 2-go korpusu w walkach późniejszych. Pomimo porażki Francuzów, Castellone zostało w rękach aliantów.
Drugie natarcie nastąpiło nocą z 11 na 12 lutego przez Hindusó (Gurków). Klasztor zostaje zburzony. Wańkowicz donosi, że Royal Sussex zaściela trupem wzgórze 593, które pochłonęło później wiele ofiar polskich. Hindusi, Maurysi (Nowozelandczycy), kładą się jak łan zboża. I znowu bataliony niemieckie odpierają natarcie aliantów.
Trzecie natarcie generalne następuje 15 marca i generalna rzeź. 514 bombowców zrzuca na klasztor tysiąc sto bomb. bierze w tym natarciu udział 2 dywizja nowozeladzka, 4 dywizja hinduska, sławna 78 angielska dywizja piechoty i 294 dział i 514 bombowców. Strugi deszczu niszczą radiostację, telefony zerwane, niemieccy strzelcy wyborowi niszczą naprawdy. Nowozelandzka dywizja traci 700 ludzi, hinduska dywizja traci 3 tysiące zabitych. Wzgórze 593 nadal się broni i zaściela trupami wojska alianckie. Niemcy odpierają trzecie natarcie. 2-gi Korpus Polski zajmuje pozycje Amerykanów, Anglików, Nowozelandczyków, Francuzów, Hindusów. Mój pułk 7-ej artylerii konnej zajmuje pozycje na wyżynie kilka kilometrów od frontu. Należy on do tak zwanego rzutu artylerii korpusu i nie jest przydzielony ani do Dywizji Karpackiej, ani do Kresowej. Moje zadanie to dostarczanie amunicji ciężarówką do mego 7-go pułku artylerii konnej. Przez 2 tygodnie jeżdżę szosą, o strzeliwaną dniem i noca przez artylerię, moździerze, broń małokalibrową. Cudem unikam śmierci. Amfiteatr 2-go Korpusu terenowo skłąda się z widma (wyżyna) wzgórza 593 (wzgórze śmierci) i 569 i to był półkrąg niższy. Do tego rzędu należalo wzgórze 575 i S. Angelo. Drugi zaś półkrąg wyższy, a dominująca galeria to góra Passo Cornu. Aby zdobyć Monte Cassino z klasztorem włącznie Dywizja 3 Karpacka i 5 Dywizja Kresowa musiały zdobyć wszystkie powyższe wzgórza. Gen. Wł. Anders, dowódca 2-go Korpusu brał na siebie wielką odpowiedzialność godząc się na przeprowadzenie czwartego natarcia.
Dowódcą 8 angielskiej armii, gen. Seese powiadomił gen. Andersa 24 marca, żę Korpusowi Polskiemu chce powierzyć czwarte natarcie, jeżeli gen. Anders na to się zgodzi, dając mu czas do namysłu tylko 10 minut. W przeciwnym razie wybierze inny korpus. Anders był atakowany przez propagandę moskiewską, że 2-gi Korpus unika walki z Niemcami. Gen. Wł. Anders przyjął wezwanie już 8 kwietnia, zrobił odprawę z dowódcami karpackiej, gen. Duchem i Kresowej, gen. Sulikiem, wobec tego obie dywizje zajmują pozycje opuszczone przez wojska alianckie. Gen. Duch wyciągnął supełek i będzie uderzął na osławione wzgórze 593,a potem na klasztor. Gen. Sulik będzie uderzał na widmo, na 575 i S. Angelo. Armia francuska pozotawiła we Włoszech 15 tysięcy poległych. Nie mam danych ile zginęło polskich żołnierzy, ale na pewno znacznie mniej. Łączność była nerwem korpusu. Niemcom udawało się stale przerywać tę łącznść, co sprawiło wielki kłopot Korpusowi. A więc oczekiwana godzina nadeszła i dzień natarcia.
11 maja, o godz. 11 w nocy, 2 tysiące dział zagrzmiało, robiąc z nocy dzień. Huk straszliwy, o mało bębenki mi nie popękały. Noc była b. ciemna, którą strzelanie pocisków z dział wyjaśniło. Oczywiście nikomu nie śniło się o spaniu, natomiast śniło się o przyszłym zwycięstwie. Do końca życia będę pamiętał te chwile, tak jak moją wywózkę na Sybir w 1941 roku. Huk dział głuszył żołnierzy, niebo było jasne wokoło. Bateria naszego pułku zaczęła także strzelać. Nazajutrz musiałem wyjeżdżać po amunicję i drogą, która bez przerwy była ostrzeliwana. Choć byłem dosyć odważnym, zdawałem sobie dobrze sprawę, że tylko Opatrzność Boska może mnie ocalić. Niebezpieczeństwo było zaiste śmiertelne. I tak ą drogą jeździłem po amunicję i z amunicją przez pełne 2 tygodnie, aż do czasu zdobycia Monte Cassino. Mogłem przecież w każdej chwili wylecieć w powietrze wraz z amunicją. Pociski armat i moździeży padały wokół mej ciężarówki, a ja jechałem do mego celu, nie patrząc co się stanie. Każdy dzień przeżyty uważałem za zwycięstwo. Dizsiaj z pewnością moje nerwy by nie wytrzymały, wolałbym się gdzieś zatrzymać i wtedy na peweno zginąłbym. Kalectwa się bałem więcej, aniżeli śmierci. Opatrzność czuwała nade mną, czułem przy sobie anioła stróża. Mój brat wujeczny, podchorąży w 5-tej Kresowej opowiadał mi po bitwie, jak musiał się wspinać pod górę, pod gradem kul i pocisków. Był podchorążym, nazywał się Zenon Piotrowski, rodem z Tłumacza. Przeżył Monte Cassino i kampanię włoską. Umarł po 30 lata na emigracji w Afryce Połudnowej, na atak serca. Był łącznościowcem, telefonistą i naprawiał lub zakładał druty telefoniczne zerwane przez ostrzał wroga. Cześć Jego pamięci!
Nie da się zapomnieć mych przygód wojennych. Śmierci patrzałem w oczy prawie codziennie. Czasami dziwię się, że pozostałem człowiekiem zdrowym na ciele i duszy, zwłaszcza, że już powstańcy białoruscy prowadzili mnie na rozstrzelanie, posądzając mnie o szpiegostwo na rzecz Niemców. Uratowałem się w ostatniej chwili, gdy przemówiłem do mych oprawców ich językiem białoruskim. Było to w okolicy Brześcia n/B. pod koniec września 1939 r.
Odbiegłem nieco od tematu, choć ma myśl biegnie o dalszych moich losach życiowych, które były bardzo trudne, ale mniej niebezipeczne. Polskie natarcie z 11 i z 12 maja było odparte przez nieprzyjaciela. Niemcy byli dobrze przygotowani na nasze natarcie. To byli żołnierze dobrze wyszkoleni i uzbrojeni, którzy brali udział w rozmaitych bitwach we Francji, w Polsce, w Rosji. Jednym słowem zahartowani w bojach i doświadczeni. A poza tym straty 5-tej Kresowej Dywizji i 3-ciej Dywizji Karpackiej były ogromne, bataliony zdziesiątkowane. Przy wolnej przestrzeni było widać, jak na dłoni wdzieranie się naszych piechurów na skalne wzgórza i wróg strzelał do naszego żołnierza jak do kaczek. Radio Wandy ze strony wroga nadaje Kochani Rodacy, nie walczcie z nami, zapowiadamy Wam dzisiaj miły i przyjemny wieczór. Ale walka o wzgórze 593 i Widmo trwa nadal. Nasi bohaterscy żołnierze z podardą śmierci chcą za wszelką cenę dostać się do bunkrów niemieckich i wykurzyć ich granatami. Częśto giną z okrzykiem - niech żyje Polska! Och Boże, jak mi ich szkoda, zwłaszcza młodzieży z Barbary, maturzystów, którzy dopiero zaczynali swe życie.
Brakuje żołnierzy. Anglicy proponują redukcję korpusu do Dywizji na co Anders się nie może zgodzić. Walki pozycyjne trwają nadal. Trzeba przygotować się do nowego natarcia. Anders zbiera posiłki w postaci kucharzy, urzędników biurowych, kierowców, saperów, a nawet artylerzystów i sanitariuszy. Gdy dowócy angielscy pytali się Andersa, skąd weźmie rezerwy, odpowiedział, tam, z armii niemieckiej. Rzeczywiście u Niemców dużo służyło Polakow, którzy chętni się poddawali naszym żołnierzom 2-go Korpusu. Trwają przygotowania do nowego natarcia. Następują naprawy lub budowy mostów, naprawa zerwanych linii telefonicznych, ściąganie posiłków, amunicji i żywności.
Każdy dzień zwłoki natarcia dowódca 3 Dywizji Karpackiej gen Duch uważa za nową porażkę. Nadchodzi wieczór 16 maja, a więc nowe natarcie, czyli druga faza bitwy o Monte Cassino. Schrony przechodzą z rąk do rąk. jednym słowem żołnierze niemieccy znów mocno obsadzili teren, pisze autor książki Monte Cassino, Wańkowicz, i trzeba będzie znowu od początku Niemców wykurzać. Dużo maturzystów z Barbary Palestyńskiej walczyło na froncie pod Monte Cassino. I ja byłem z tej samej szkoły, tylko nieco starszy, bo tam składałem maturę eksternisty, i byłem starszym kolegą co najmniej 6 lat. Maturzyści z małą maturą mogli mieć po 16-17 lat, toż to były prawie dzieci. Och, dzielne to były dzieci. Przypominali mi Orlęta Lwowskie. Oni ginęli jak starsi żołnierze z okrzykiem na ustach Jeszcze Polska nie zginęła. To byli bohaterowie i gdy teraz piszę te słowa, na płacz mi się zbiera, oczy mam wilgotne. O Boże, jak długo musimy walczyć i ginąć za naszą umiłowaną Ojczyznę Polskę. Wreszcie się rozpłakałem jak dziecko.
Aby zrozumieć naszą gehennę, trzeba było tam być i przeżywać. Tłoczą mi się wspomnienia, jak szare szeregi harcerze i harcerki oddawali swe życie na szańcach Warszawy w Powstaniu Warszawskim. Przed nami na froncie Monte Cassino mieliśmy dobrze wyszkolonego żołnierza, zaprawionego w bojach we Francji, w Rosji, na Kaukazie, no i w Polsce, to byli niemieccy spadochroniarze, wyborowe wojsko. A jednak Polacy się nie dali, szli naprzód zdobywać bunkier za bunkrem. I jak pisze Referen Feliks Konarski: I poszli szaleni, zażarci, i poszli zabijać i mścić, i poszli jak zawsze uparci, jak zawsze - za honor się bić... Jestem pełen dumy, że należałem do tego pokolenia i jeszcze dziś nazywam się Pułsudczykiem i Andersowcem. Gen. niemiecki Max Schrank, dowodzący swymi żołnierzami pod Monte Cassino, powiedział, że wojnę wygrywają ci żołnierze, którzy są przepojeni fanatyzmem, nienawiścią do wroga i właśnie takiego przeciwnika mamy przed sobą, mając na myśli Polaków.
Wreszcie wyżyna Widmo jest zdobyta i utrzymana przy drugim natarciu. I znów Niemcy będą siedzieć za ścianami skalnymi, w schronach, a my krwią broczyć, pisze Wańkowicz. 17 batalion zdobywa małe S. Angelo, a potem duże S. Angelo. Ppłk. Kamiński i jego zastępca giną z okrzykiem pamiętajcie, że jesteście Polakami, jeszcze Polska nie zginęła. Niestety, nasi także dostawali się do niewoli, a Niemców braliśmy do niewoli znacznie więcej. Prawdziwą górą ofiarną było wzgórze 593, gdzie zginęło tysiące żołnierzy alianckich i gdzie były zdziesiątkowane bataliony 3-ciej dywizji karpackiej. Karpacka wreszcie zdobyła to wzgórze, ale jakim kosztem, jaką daniną krwi.
Wszystko się rzuca na szalę. Ginie ppłk. Fanslan i mjr Stojewski. Na gardziel idą czołgi. Niemcy mają wyborowych strzelców. Saperzy ponoszą duże straty. Gardziel nazwano przełęczą Samossiery. Wróg wciąż sieje ogniem ze wzgórz 569, 593. Już jest zabitych lub rannych 248 oficerów, zastępca dowódcy dywizji, 2 dowódców brygad i 3 majorów. Jak widzimy giną wyżsi oficerowie, dając przykład swym podwładnym.
Wreszcie nadchodzi zwycięstwo. 18 maja białą flagę widza polskie oddziały na 593 i 569. Niemcy poddają się. Wzrasta podniecenie wśród żołnierzy polskich. Zdobyty jest wreszcie i klasztor. Dwunasty pułk ułanów podolskich zawiesza polską flagę na murach klasztoru. Ale wojna trwa nadal. Trzeba jeszcze zdobyć Albanetę.
Pękła więc linia Gustawa. Albaneta wciąż sie broni. 5-ta Dywizja Kresowa walczy o czubek S. Angelo. Szykuje się atak na Passo Corno. Pułkownik Rudnicki ogląda pobojowiska, Cairo wreszcie zajjęli, ale nie Predimonte. Linia Hitelra jeszcze nadal istnieje. W bunkrach siedzą Niemcy. Trzeba zdobywać bunkier po bunkrze granatami. Tak były zdobywane wzgórza 593 i 569. Wzgórze 893 jest zdobyte. Walka o drugą linię bunkrów trwa. Równocześnie idzie natarcie na wzgórze 912 i na miasteczko Piedimonte. M. Wańkowicz pisze, że linia Gustawa spadała podwójnym rzędem umocnionych wzgórz przez Passo Corno, S. Angelo, 575, 593, 569, ku klasztorowi, który wisiał nad doliną Liri. Linia Hitlera z Cairo spadała w krótkim przebiegu (biorąc dolinę S. Lucia między siebie i linię Gustawa) przez 553 ku Piedimonte, które jak i klasztor leżało na ponownym odnóżu gór. Polscy żołnierze chcą wyprzedzić Anglików w zdobyciu Pedimontu i zatknąć polską flagę. Następuje natarcie czołgów. Polacy dużo tracą żołnierzy pod Piedimonte i wewnątrz miasta. Natarcie trwa aż 3 dni. Piedimonte jest drugą Saragossą. Straty są olbrzymie, ale w końcu Piedimonte zostaje zdobyte, a więc padła linia Hitlera. Droga do Rzymu jest wolna. Rozpoczyna się grzebanie zmarłych, znoszenie rannych i ewakuacja sprzętu. Zdobycie Pedimonte kończy bitwę o Monte Cassino. 2-gi Korpus zdobywa światową sławę, a gen. Anders dostaje jeden z najwyższych orderów angielskich, Order Łaźni.
Niestety, żołnierz 2-go Korpusu nie może wrócić ze swoim dowódcą do Polski, bo na przeszkodzie stoi traktat Jałtański. Gro żołnierzy wybiera emigrację, częś ć wraca do Polski. Ja wybrałem na emigrację Stany Zjednoczone i zamieszkałem ostatecznie w Chicago. Pragnę podzielić się z czytelnikami, że brałem udział w zeszłym roku w 60 rocznicy bitwy o Monte Cassino, na uroczystościach 16 maja w Warszawie i w Rembertowie, a 18 maja na Monte Cassino, w Rzymie, w mieście Cassino i w Watykanie. 80 kombatantów skorzystało z darmowego przelotu samolotem prezydenta RP do Rzymu i z powrotem.
Arcybiskup Sławoj Głódź miał wspaniałą przemowę patriotyczną zarówno w Katedrze Polowej w Warszawie, jak i na cmentarzu wojskowym Monte Cassino, poprzedzone mszą św. za poległych naszych żołnierzy spod Monte Cassino. Było mnóstwo pielgrzymów z całego świata. Spotkałem kilku kolegów i koleżanek z naszego Koła SPK nr 31 z Chicago. Zdobycie Monte Cassino przez 2-gi Korpus Polski skróciło II wojnę światową w Europie o pół roku.
Dr Feliks A. Krzan
Chicago
|