Telewizyjne dysputy na temat tworzącego sie rządu w Polsce
Nie wiem od kogo wyszła myśl urządzenia publicznej dysputy telewizyjnej w Polvision, która odbyła się w piątek, 28 października na temat prezydenckich wyborów w Polsce jak i tworzącego się rządu mniejszościowego PiS-u. Tego rodzaju publiczne dysputy są konieczne, bowiem dają słuchaczom telewizyjnym nie zbyt dobrze zorientowanym w stosunkach politycznych Polski dzisiejszej, lepszy wgląd na tematy polityczne w Polsce pod warunkiem, że głos w tego rodzaju dysputach zabierają osoby dobrz zorientowane w tych zagadnieniach. Czy tak to wypadło oceniają je tylko ci, co je oglądali jak i słuchali.
Według mojej, skromnej oceny, lepiej by było, gdyby się ona nie odbyła. Raz, że wystąpili amatorzy polityczni, a po drugie, te dysputy nie wiele wniosły do lepszego zrozumienia powikłanych stosunków politycznych, przez urzędujących sprzedawczyków obecnej Polski, od czasu objęcia przez nich władzy w Polsce po upadku komuty. Problematyka ta jest bardzo złożona tak że 15 minut poświęconych dla naświetlenia ich w tego rodzaju dysputach jest stosunkowo za mało dla słuchacza niezbyt zorientowanego w stosunkach polskich w Polsce.
W spotkaniu tym zderzyły się dwa pogląy dwóch kierunków politycznych, tj. PiS-u i P.O. PiS reprezentowali pp. Darski i Filipkowski, natomiast P.O. - pp. Dąbrowski i Jarmakowski. A przewodniczył tym dyskursom p. Szabla - redaktor Polvision, politycznie nie znany.
Wyrażone poglądy dyskutantów nic nowego do sprawy nie wniosły, bowiem codzienne wiadomości toczącego się procesu politycznego w Polsce odnośnie tworzącego się rządu podawanych przez radio i telewizję z Polski wnoszą więcej elementów politycznych niż można było ich usłyszeć na tym spektaklu pięciu panów, występujących w tych dysputach. To co mnie zainteresowało to to, że p. Jarmakowski stanął w obronie noobranego senatora Niesiołowskiego, którego uznał jako męczennika sprawy polskiej, uzasadniając, że p. Niesiołowski spędził kilka lat w więzieniach bezpieki, co wymaga sprostowania. Gdyby bowiem pan Niesiołowski rzeczywiście zagrażał w czymś panującemu reżimowi komunistycznemu w Polsce to nigdy by go nie wypuszczono, oficjalnie z Polski na wojaże po Stanach Zjednoczonych. On to bowiem, w latach 70. przybył do Chicago by kaptować dla reżimu warszawskiego wybitnych działaczy Komitetu Skarbu Narodowego w Chicago, a może i gdzieś indziej też, informując zebranych na jednym z zebrań, na które i ja zostałem zaproszony, że w Polsce nie jest tak źle jeśli jemu, przeciwnikowi panującego reżimu w Polsce zezwolono na wyjazd do Ameryki, a on sam w tym czasie pełnił obowiązki kustosza Biblioteki Raczyńskich Kórniku. I mimo jego działalności antyreżimowych, bezpieka o tym nie wiedziała, tak że zezwolo mu na wojaże po świecie. On to, najwięcej trzymałw tym czasie z dyrektorem Wacławem Gawrońskim, bowiem neimal przez całe swoje życie był konsulem polskim na różnych placówkach świata, jak i senatorem, a w Chicago czuł się najlepiej. A mając w Komitecie Skarbu Narodowego najwięcej zrozumienia trzymał więc z nami, dzieląc się swymi doświadczeniami swego arcybogatego życia publicznego. Naiwny komiwojażer polityczny wyjechał z Chicago bardziej skołowany politycznie niż był nim przed przyjazdem do Chicago. Być może potem został zamknięty do więzienia za to, że nikogo w Chicago nie skaptował dla swego reżimu. Jego misja do Chicago z miejsca została rozeznana i tak nim manipulowano, ażęby stał się po jego powrocie do kraju głosicielem niepodległości Polski jak i Piłsudczyzny, która w tamtych latach została bardzo zbeszczeszczona przez Jędrzeja Giertycha z Londynu jego akcją literacką pn. depiłsudskizacja. Tak to było na emigracji. A natomiast w kraju, w latach 70. bezpieka wymordowała być może najwięcej patriotycznych Polaków, a w tym wielu moich kolegów, których za moją bytnością w kraju po raz pierwszy w roku 1994, nikogo z nich nie odnalazłem, a wstyczności być może ze starymi komuchami, od nich to dowiedziałem się, poszukując starych przyjaciół przedwojennych, jak i wojennych. To od nich dowiedziałem się, że pański rocznik jak i następny zostały najwięcej wymordowane bowiem uchodziły za wychowanków piłsudczyzny!
Tych cierpiętników za Sprawę istnieje, tak w kraju, jak i w Chicago pewna ilość. Głoszą oni, że spędzili wiele lat w więzieniach bezpieki, lecz w tym samym czasie mogli studiować na uniwersytetach w Łodzi lub w Warszawie, siedząc w więzieniu mokotowskim, słynnym z wielu mordów nieewinnych ludzi. Lecz ci zamordowani nie mieli okazji studiowania, w czasie bytności w tych to więzieniach. A niektórzy siedzieli najdłużej bowiem zwolnieni zostali dopiero gdy Jaruzelski został prezydentem. Chciałbym i ja siedzieć w takim więzieniu gdzie można było robić nawet stopnie naukowe.
Obserwując scenę polityczną w kraju wiemy dobrze w czyich rękach władza ta pozostawała do dzisiaj. Oni to, ta władza, chełpi się, że są politykami zawodowymi i Polska na tym straci gdy zostaną odepchnięci od pełnionej władzy przez amatorów. Inni natomiast twierdzą, że tym reżimowym politrukom ryje przymarzły do koryta, tak że nowoobranemu prezydentowi jak i Jego rządowi nie łatwo będzie oderwać ich od tego koryta. Widzimy to w codziennych doniesieniach telewizyjnych, czy też radiowych. Ale o tym dyskutanci na programie Polvision nie mówili. A szkoda!
Tego rodzaju sprzedawczyków Polski, tych zawodowych niszczycieli gospodarki polskiej jak i uzależniania Polski od Unii Europejskiej, a więc od Niemiec i innych zakamuflowanych przyjaciół Polski, w dysputach tych nie poruszano. Zaledwie coś niecoś o akcji przedwyborczej napomknięto, a już zerwała się burza, ze strony tychże sprzedawczyków Polski, że ci co się temu sprzeciwiają działają na szkodę Polski. Tak to oni widzą sprawy Polski na arenie międzynarodowej.
Obserwując wypowiedzi pana Jarmakowskiego łatwo zauważyć, że zjadł już zęby, ale czy na polityce, to tylko on sam może o tym powiedzieć. On to bowiem, gdy przybył do Chicago wkrótce po zajściach solidarnościowych w Trójmieście, pracując w redakcji Dziennika Chicagowskiego w latach osiemdziesiątych, z miejsca zajął się opisywaniem swoich wrażeń odniesionych w okresie trwania zajść solidarnościowych w Gdańsku oraz z objazdów klubów nocnych w Trójmieście uświadamiając jak i agitując wśród ewentualnych wyborców, na kogo powinni głosować przy wyborze przyszłego przewodniczącego Solidarności. A mając do swej dyspozycji auto jeździli całymi nocami by kaptować sobie zwolenników. A więc jak widzimy to pan Jarmakowski rzeczywiście zjadł zęby na polityce w nocnych klubach Gdańska. Dziwne więc, że ten towarzysz, co z siekierą za pasem rozbijał się razem z p. Jarmakowskim po nocnych klubach Gdańska nie wywindował swego doradcy politycznego lecz wysłał go do Chicago. Stwierdzić wypada, że postawił na złego konika i nadal, jak jego partner Wałęsa wspiera lewą nogę! - agitując za P.O.
O panu Jarmakowskim rozpisałem się trochę więcej bowiem on już zjadł zęby co jest widoczne, a jego adwersarze mało komu są znani.
Tak czy inaczej - temat jest frapujący, więc warto i mnie zabrać głos w tej bardzo ważnej sprawie polskiej, która dotyczy również i emigrantów polskich w Chicago.
Stefan Kowalik
Chicago
|