Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

Narodowe natchnienie

Polska w swej arcybogatej historii przechodziła wiele już wzniesień jak i upadków i z tej to historii pokolenia obecne powinny czerpać siłę do przeciwdziałania w niszczeniu Polski obecnej przez wraże siły antypolskie, które rządzą dzisiejszą Polską!
Przyczynkiem do powyższych wynurzeń historyczno-politycznych stał się artykuł p. Henryka Wesołowskiego, zamieszony w Kurierze Codziennym z dnia 27-30 maja 2005 r., pod stałym tytułem: “Robią wszystko, aby nas oszukać”. Artykuł ten to bicie na alarm, ostrzegający Naród Polski przed systematycznymi i wielorakimi sposobami niszczenia Narodu i państwa polskiego.
Polacy słusznie zarzucają Rosji i obojętnie jaka by ona nie była, ludobójstwo na polskich jeńcach wojennych po napaści na Polskę 17 września 1939 roku w różnych Katyniach.
Polacy klasyfikują te mordy jako ludobójstwo, natomiast obecna Rosja odmawia tej klasyfikacji, że mordów NKWD nie można zaliczać do tej klasy. Osobiście wcale się temu nie dziwię!
Przynajmniej już od pierwszej wojny światowej tak Niemcy jak i Rosjanie mordowali się wzajemnie. A jeszcze lepiej stosowali to w okresie drugiej wojny światowej. Oba te narody wzajemne wyniszczenie się doprowadziły do perfekcji. “W naukowy sposób”! W podobnych wypadkach niepotrzebne są nawet komory gazowe! Tak jedni jak i drudzy wykorzystywali “środki naturalne” tj. przyrodę! Metodę tę, której byłem nawet świadkiem zastosował Wehrmancht. Prawdopodobnie zastosowana w okresie pierwszej wojny światowej przy budowie kanału północnego, kiedy to “troszcząc się” o higienę jeńców niemieckich prowadzili ich do bani by po kąpieli “suszyć ich na mrozie”. To samo czynili zresztą i w okresie II wojny światowej. Posiadając więc te doświadczenia, wyniesione z niewoli rosyjskiej czy też sowieckiej, zastosowali tę samą metodę względem jeńców sowieckich w niewoli Wehrmachtu. Zima 1941-42 kiedy mrozy dochodziły do -32 stopni doprowadzali więc barakami po 500 chłopa, żywych trupów do bani jak i do dezynfekcji noszonych ciuchów. W tym to celu doprowadzano barakami do dezynfektorni, tam wi c, w rejonie łaźni rozbierały się te ofiary na mrozie, wieszając swoje ciuchy na wózkach, które wprowadzane były do komory gazowej - odwszawialni. I gdy jeden barak już się mył, dwa inne, a czasami więcej czekały już gotowe u wejścia do łaźni. Ci zaś co już się “umyli” bez mydła, po wypuszczeniu ich z łaźni “suszyli” się na 30-stopniowym mrozie, czekając na pobór swych ciuchów. Te baraki zaś czekające na wejście do łaźni zbijali się do kupy, ogrzewając się wzajemnie, podskakując boso i nago w miejscu. Wielu z nich zatykało sobie tylki palcami nie dopuszczając do wycieku krwi z nich.
Nic więc dziwnego, że śmiertelność wśród nich była wiadoma. Mimo, że 24-godzinne kwarantanny operowały dzień w dzień, noc w noc, tydzień po tygodniu ładując na wóz 25 trupów ciągnionych te wozy przez 25 trupów jeszcze żywych, na cmentarz położony zaledwie jeden kilometr od obozu, lecz aby się tam dostać trzeba było zrobić 3 kilometry, drogą okrężną. Tam to nieboszczyków ładowano do grobów o dziesięciotysięcznej pojemności. Układano ich jak sardynki w puszcze warstwami, poczem polewano jakimiś chemikaliami oraz pokrywano warstwą wapna, by nakładać następną warstwę. I tak się działo miesiącami, a może nawet latami. Ponieważ w okresie od lipca 1941 roku do końca listopada zlikwidowano ich, w moim obozie tylko 120 tysięcy, a to z powodu epidemii tyfusu. Natomiast w okresie, w którym ja byłem świadkiem, kiedy Niemcy “dbali” o ich higienę, a kiedy to dzienne statystyki chowanych w grobach wynosiły od 900 do 1200, a może nawet i więcej, bowiem jeden duży barak dla 500 chłopa zamieniony został na trupiarnię, która wyładowana była w okresie dużych śniegów aż po dach i brakowało nawet miejsca dla następnych, musiało być więcej chowanych aby ulżyć barakowi-trupiarni. A ja też wszystkiego nie widziałem jak i nie słyszałem.
Tak to bywało w okresie II wojny światowej, w jednym tylko stalagu IV B Muhlberg. A w ilu innych obozach działo się podobnie? Tak więc Niemcy jak i Rosjanie posiadają inne spojrzenie na ludobójstwo niż Polacy.
Ostatnio zaś, według obserwacji ew. spostrzeżeń p. H. Wesołowskiego, stosowane są inne sposoby masowego niszczenia narodów. W tym wypadku przez UNESCO. Pod pozorem niby to “leczenia” uśmiercono w Afryce co najmniej 800 tysięcy ludzi aplikując im zastrzyki przeciwko chorobie AIDS. A gdy to się wydało, uznano to jako pomyłkę. Tak więc wymordowanie 25 tysięcy polskich jeńców wojennych w Rosji Sowieckiej, w umysłach wielu Niemców czy też Rosjan w ich pojęciach za ludobójstwo uchodzić nie może, bowiem mordy te dokonywane były “kulturalnie”, strzałem w potylicę. A 25 tysięcy? Cóż to znaczy wobec milionów innych nie znanych nikomu dokonanych mordów, na ludziach Bogu ducha winnych. Jakże więc możemy się tu zrozumieć z takimi “mędrkami”? Jeśli więc UNESCO podlegające Narodom Zjednoczonym popełnia masowe mordy, jawnie, cóż więc możemy spodziewać się w przyszłości od władców świata?
Zbrodniarze wszechczasó mają bardzo konkretny plan:
Pod tym podtytułem p. Wesołowski stwierdza, że: “Każdy szanujący się badacz dziejów globalizmu sięga 1776 r., kiedy to grupka obłąkańców talmudystów odjęła bardzo konkretny plan zniszczenia dotychczasowego porządku światowego, zbudowanego na niezmiennych zasadach Dekalogu.” Z powyższego wynika, że akcja wyniszczania narodów zaczęła się w okresie I rozbioru Polski w 1772 r. Od tego to czasu upadek Polski stał się niemalże stałym z małymi przerwami, na skutek kontrakcji Narodu Polskiego w różnych okresach historii. Tak było pod zaborami i tak się dzieje obecnie pod władzą niby to “polską”. A jak wiadomo, obecna Polska niszczona jest na wiele różnorakich sposobów. A kto się tymi sprawami interesuje ten wie dobrze, jakimi i przez kogo!
Na zakończenie tego arcyciekawego artykułu pan Wesołowski stwierdza, że w latach 30, w Kanadzie, niejaki Loius Even założył towarzystwo Świętego Michała, zadaniem którego było i jest szerzyć wiedzę o “kredycie społecznym” działającym przed ludobójczą działalnością finansjery światowej. “Ideologia ta przyjęła się już w kilku państwach świata, a w tym i w Polsce. A zainteresownie nauką kredytu społecznego zaczyna szybko narastać.”
Na marginesie powyższego warto tu przytoczyć, że podobny ruch, “kredytu społecznego” w Polsce rozwinął się w drugiej połowie 19 wieku. Wtedy to niejaki Franciszek Stefczyk w Wielkopolsce, a Karol Miarka na Śląsku oraz kilku innych ówczesnych światłych Polaków widząc co germańska polityka wyprawia i na co pozwala sobie w Polsce, on - Stefczyk zainicjował ruch spółdzielczo-kredytowy. Spółki te ogarnęły niemalże całe terytorium Polski, nawet pod zaborami rosyjskim i austriackim. Te kasy Stefczyka istnieją nawet, w pewnych miejscowościach Polski do dzisiaj. I nawet grabieżcza polityka zaborców Polski jak i Żydokomuny ruchu tego jednak nie zdołała zniszczyć. Widomym dziełem tego ruchu jest chociażby istniejące do dzisiaj jeszcze zakłady Cegielskiego w Poznaniu jak i w innych częściach Wielkopolski.
Nieszczęściem dla Polski dzisiejszej jest to, że wielu Polaków zachłysnęło się “osiągnięciami i kulturą” Zachodu, a nawet Wschodu. W tym wypadku i Rojsa Sowiecka także zostali oślepieni blaskiem ich śiwatoburczej polityki. Obecnie zaś, inspirowanej przez nowotworzącą się Unię Europejską, nie zdając sobie sprawy z tego, że Unia ta to nic więcej jak przenicowana sowiecka komuna przetransportowana do państw Europy Zachodniej przez tych samych maherów co ją usadowili w roku 1917 w Rosji. Wówczas chodzilo Niemcom o zniszczenie wrogiej im Rosji carskiej, dzisiaj zaś, przy pomocy czerwoniaków państw Zachodniej Europy oszukują narody fałszywymi obiecankami wspaniałego rozwoju - takiego jaki to zaistniał w Rosji Sowieckiej. Jak widzimy, wielu już Polaków w fałszywe te obiecanki nawet uwierzyło, ciesząc się wolnym przepływem ludności do państw bez granic. To hasło “państwa bez granic” to trick dla naiwnych. W rzeczywistości to twórcy tego hasła mają na uwadze, że wykołowane pańtwa, które weszły by do tego zwiazku, Unii, pozbawione byłyby granic państwowych, a to z powodu tego, że jako państwa przestałyby istnieć, a jako narody stały by się żebrakami pod nadzorem superpanów światowej żydokomuny!
Przenosząc to na teren Polonii Amerykańskiej, a raczej chicagowskiej akcja niszczenia Polonii już się rozpoczęła od wyprzedaży banków polonijnych. Nawet z miliardowymi zasobami. A że idea kas Stefczyka do Chicago nie dotarła, przeto tak jest jak jest, w tej dziedzinie.
Sprawę tę ratują w tej chwili dwa banki ZNP, które powinniśmy wspierać swymi oszczędnościami. Ale czy tak to rozumie KPA?

Stefan Kowalik