Jak doszło do likwidacji Parady Trzeciego Maja w roku 1990 przez prezesa Moskala
Chronologia wydarzeń:
Pierwszym - dużej wagi wydarzeniem w życiu prezesa ZNP Edwarda Moskala po objęciu przez niego tronu ZNP i KPA, jesienią 1989 r., było złożenie hołdu oprawcy Narodu Polskiego generałowi Jaruzelskiemu. Wtedy to, prawdopodobnie dostał wytyczne jak ustawić życie Polonii amerykańskiej w nadchodzących latach.
W lutym czy też marcu 1990 r. kiedy zaistniała potrzeba zwołania przez przewodniczącą Parady 3 Maja zebrania delegatów organizacji społecznych celem omówienia wytycznych odnośnie tej parady, wpierw jednak prezes Moskal zwołał prezesów czterech dużych organizacji polonijnych w Chicago, a to: ZNP reprezentowała pani Helena Szymanowicz, Zjednoczenie Rzymsko Katolickie, Związek Polek i WKP na stan Illinois. Na tym zebraniu postanowiono zerwać z tradycją i od tej pory Paradę tę urządzać w piątki...
Skąd ja to wiem:
Również w lutym czy też marcu 1990 r. odbyło się plenarne zebranie WKP na stan Illinois, którego prezesm, w tym czasie, był Roman Puciński. Na zebranie to poważnie się spuźnił. Po wejściu na salę obrad i zajęciu miejsca przy stole prezydialnym z miejsca wyjaśnił, że powodem jego spóźnienia było zwołanie, w ostatniej chwili, prezesów 4 organizacji, na którym prezes Moskal oświadczył, że od tej pory Parada 3 Maja odbywać się będzie w piątki, a nie w soboty! Wówczas to ja pierwszy, spośród ponad stu delegatów organizacji na tym zebraniu Wydziału z miejsca zaprotestowałem twierdząc, że w piątki nie będzie mogła brać udział w paradzie młodzież szkolna i harcerska. Bowiem młodzież uzależniona jest, po pierwsze od swoich szkół, a po drugie - uzależniona jest też i od swych rodziców, którzy młodzież tę dowożą, jeśli nie do szkół, to na zbiórki harcerskie. A ponieważ jest to dzień pracy więc będą poważne trudności! Na to prezes Puciński oświadczył: nam nie zależy kto i ilu maszerować będzie w paradzie, dla nas ważnym jest aby chodniki były pełne! Chodziło o to, że na ostatnich kilku paradach bardzo mało widzów było na chodnikach w downtown. Natomiast w piątki, w okresie południowym wielu pracujących w mieście wychodzi na lunch i wtedy to mogą obejrzeć naszą paradę. Natomiast p. prezes nie rozumiał, że powodem braku zainteresowania się paradą przez ogół Polonii Chicagowskiej było bratanie się prezesów organizacji polonijnych z reżymem warszawskim. Ale oni tego zrozumieć nie chcieli.
Pamiętać należy, że w wizycie u Jaruzela, uchwyconym na zdjęciu byli: prezes Edward Moskal i prezes Edward Dykla. Czy byli też tam wówczas inni prezesi, tego klisza nie uchwyciła.
Reakcja delegatów:
Po odpowiedzi prezesa Pucińskiego na mój sprzeciw głos zabrało kilku delegatów, uzasadniając bezsens postanowienia prezesa Moskala i innych prezesów. Sprzeciw ten wyrażali jednak łagodnie i kulturalnie!
Czy na zebraniu tym był ówczesny prezes Klubów Małopolskich nie pamiętam. On to jednak szybko zwołał swych członków i na zebraniu tym postanowili przejąć inicjatywę urządzania Parady 3 Maja w swoje ręce - i od tej pory, przez następne kilkanaście lat paradę tę urządzał prezes Ocytko ze swoimi Klubami. Co Polonii chicagowskiej wyszło tylko na dobre.
Kiedy po niewczasie pan prezes Moskal i jego świta zorientowali się, że popełnili głupstwo, zaczęli błąd swój naprawiać, aby inicjatywę tę znowóż przejąć w ręce ZNP. Lecz ażeby to uskutecznić trzeba wpierw wykopać prezesa Ocytkę z pełnionej funkcji. Od tej pory to do głosu doszły nowe siły w Klubach Małopolskich jak i pewien zamęt w ich działalności społecznej. Jaki obrót sprawa ta przyjmie, najbliższa przyszłość pokaże.
Dodatek nadzwyczajny:
Normalnym trybem organizacyjnym jest protokołowanie przebiegu zebrań. Tak też było i w WKP na stan Illinois. Jednak, po pewnym czasie zwyczaj ten stał się niewygodny, tak że protokoły zebrań z tamtego okresu zostały wyrzucone na śmietnik! Bowiem treść ich kolidowała z nowym ładem, nie tylko w Polsce przed 15 laty, lecz jak widzimy i na terenie Polonii chicagowskiej też. Trzeba więc było zapiski te wyrzucić. A jak się to stało niech dopowiedzią ci, co akcję tę lepiej znają ode mnie.
Stefan Kowalik
|