High Society czyli szemrane towarzystwo
Zdawać by się mogło, że jeżeli ktoś jest generałem czy też prezesem dużej organizacji, a nawet prezydentem państwa to musi już być człowiekiem: zacnym, rozumnym, odpowiedzialnym; niemal że geniuszem! Tymczasem gdy się przyjrzymy bliżej pewnym, uprzywilejowanym jednostkom społecznym zauważymy, że wypłynęli oni na dane stanowisko nie dzięki jakimś specyficznym walorom osobistym czy też zaletom charakteru lecz po prostu dzięki zbiegowi okoliczności, ew. sprytnej gze pewnych jednostek, ew. czynników, które na dane stanowisko prestiżowe wpychają swego figuranta.
Czytając artykuł Kuriera Codziennego z dnia 17-19 września br. pt. 60 lat KPA - kilka pytań do Redaktora ZGODY oraz analizując zamieszczoną tajną fotografię Centralnego Komitetu Partii Komunistycznej PRL nasunęło mi się pytanie: co skłoniło prezesa ZNP i KPA Edwarda Moskala do składania hołdu oprawcy Narodu Polskiego, generałowi Jaruzelskiemu, urzędującemu wówczas prezydentowi Polski?
Fotografia ta jest bardzo wymowna. Lecz, aby lepiej zrozumieć moje wywody w tym to artykule, uprzejmie proszę Redakcję Kuriera Codziennego o łaskawe powtórne zamieszczenie tejże fotografii.
Jaruzelski, jak wiadomo, zanim wybuchła II wojna światowa kształcił się w gimnazjum Marianów pod Warszawą. Być może zamierzał zostać księdzem, lecz na skutek wojny i wywózki na Syberię, zapatrzył się prawdopodobnie na genialne słoneczko Rosji Sowieckiej - Stalina, który również planował zostać księdzem, a stał się ludobójcą! Natomiast generał Jaruzelski został nawet prezydentem Polski, wybrany, nawet w demokratycznych wyborach zgwałconej Polski.
W tym to czasie, a na drugiej półkuli świata, w Ameryce, wśród Polonii Amerykańskiej na arenę społeczno-polityczną wypłynął nagle, p. Edward Moskal. On to, jako nowy prezes ZNP jak i KPA, w myśl hasła: nowe władze, nowi ludzie powinien zastosować też i nowy styl życia zbiorowego Polonii Amerykańskiej w myśl hasła: Czas na zmianę! A ponieważ poprzednicy prezesa Moskala demonstracyjnie unikali jakichkolwiek kontaktów z panującym reżimem w Polsce, przeto p. prezes Moskal postanowił zerwać z tym zwyczajem, nawiązując przyjazne stosunki z panującym reżimem w zgwałconej Polsce, a od tej pory już jako z prezydentem Polski Niepodległej czyli z b. PRL-em bis!
Dla pana Moskala jak i pewnej grupy leaderów polonijnych, panująca władza komunistycznej Polski nie była niczym złym, tym bardziej, że: nasz rzund prowadzi interesy z PRL-bis no to my nie możemy postępwać inaczej. Tak to się słyszało niejednokrotnie w szeregach Polonii Chicagowskiej. I że: dopiero teraz Polska jest pod rząami demokratycznymi, a nie w rękach dyktatora Piłsudskiego i jego sanacji. Można by tu wymienić całą plejadę zwolenników komunistycznej Polski, tak ze starej Polonii jak i z najnowszej tej politycznej emigracji, tzw. kombatanckiej! Oni to oficjalnie głosili potrzebę walki z komuną w Polsce, a po cichu chadzali do konsulatu reżymowego na wyżerkę kawioru czy też na wódkę! Niektórych nawet dzisiaj można jeszcze wskazać palcem, którzy to, gdy jedni z nas demonstrowali przed konsulatem pewne jednostki zaś demonstracyjnie wchodziły do tego konsulatu. Gdyby tak konsulat dzisiejszy odsłonił rąbka tajemnicy, moglibyśmy poznać nazwiska tychże bojowników o niepodległość Polski! Ale cóż, lustracja nie dotyczy emigracji.
W tym to czasie, gdy Jaruzelski wybrany został prezydentem Polski, marszałkiem senatu wybrano profesora Stelmachowskiego. Jaką funkcję państwową zajmował wówczas p. Pastusiak, nie pamiętam. Od tamtej to pory nasza prezes ZNP nawiązał bliższe kontakty z ww. chyba z polecenia Jaruzelskiego.
Ponieważ z wyborem generała Jaruzelskiego skończyła się zimna wojna z Rosją sowiecką, przeto prezes ZNP skorzystał z okazji by, przy pomocy wychowanków polskiej komuny zmodernizować Starą Polonię Amerykańską. W tym to celu, wkrótce po jego wyborze przez dyrekcję ZNP na prezesa ZNP, udał się na wyprawę do Polski. I aby podkreślić znaczenie jego wizyty u oprawcy Narodu Polskiego dobrał sobie, do asysty, prezesa Zjednoczenia Rzymskokatolickiego w Ameryce, Edwarda Dyklę. Oni to, jako przedstawiciele zjednoczonej Polonii Amerykańskiej udali się do Warszawy by oddać hołd panującemu nadal gubernatorowi rosyjskiemu w Polsce - Jaruzelskiemu. Załączone zdjęcie, z tej wizyty, dobrze ilustruje atmosferę tam panującą w czasie tejże wizyty. Jaruzelski w otoczeniu swoich adiutantów - pułkowników PAL (Polskiej Armii Ludowej) z uśmiechem przyjmowali pajaców polonijnych i dziwili się, że dziesiątkami lat żaden ich wywiad nie mógł wpłynąć na tego rodzaju wizytę, a tu, bez żadnych zabiegów, na ochotnika, przedstawiciele Polonii Amerykańskiej sami do nas przyjechali w myśl powiedzonka: przyszła koza do woza!. Załączone zdjęcie, wyjęte przez zdrajcę partyjnego z archiwum partyjnego mówi samo za siebie. Kto tam więcej asystował tym dwom prezesom klisza tegonie uchwyciła, świadczy to o tym, że byli jednak świadomi nie afiszować się przed kamerą. Na pewno było ich tam więcej prezesów polonijnych lecz dopowiedzieć może tylko sam prezes Moskal. Wówczas to, prawdopodobnie, generał Jaruzelski przyrzekł prezesom, że wytypuje odpowiedni element spośród swoich wychowanków i przyśle ich do Chicago, trochę później. Wtedy to do kontaktów z Polonią zagraniczną, wyznaczony został, w miejsce swojego wiceprezydenta Młyńczaka, profesora Stelmachowskiego. To Stelmachowski przyjeżdżał do Chicago kilka razy by konferować z prezesem Moskalem. W efekcie czego do Chicago zjechał dr Wojciech Wierzewski, który objął redakcję ZGODY. Gdy za którymś już przyjazdem do Chicago profesor Stelmachowski zjawił się w kafeterii kościoła św. Trójcy na spotkanie z Polonią, wówczas to zapytałem go, na podstawie podawanych wcześniej przez Dziennik Związkowy danych osobistych profesora, że w Powstaniu Warszawskim był w stopniu kaprala. Wtedy to zapytałem profesora, jak to się stało, że w okresie tuż po powstaniu Sowieci tysiącami wyłapywali żołnierzy Armii Krajowej z Powstania Warszawskiego, ładując ich w Rembertowie do pociągów towarowych, wywożąc do Kalugi, a on jednak się uchronił. Jak to się stało - zapytałem. Wówczas to usłyszeliśmy, że: gdy zwietrzył grożącą mu sytuację, wówczas prysnął na Ziemie Zachodnie, gdzie przeczekał ogromne zagrożenie by móc, później, zapisać się na wyższe studia na Uniwersytecie Warszawskim. Mógł nawet zostać doktorem, a nawet profesorem i bycie żołnierzem AK nie przeszkadzało w jego karierze politycznej, jak i naukowej. Jak to się stało - powtarzam?
Obecnie zaś, pp. Wałęsa, Stelmachowski, Pastusiak i pani Jolanta Stozman-Kwaśniewska zaproszeni zostali podobno jako goście honorowi na baniet 60-lecia KPA jak i na specjlany zjazd/konferencję zwołaną prez protegowanego prezesa Moskala mecenasa Krzysztofa Kurczabę - urzędującego prezesa WKP na stan Illinois. Wyłania się tu pytanie: kto dobierał tych honorowych gości, kto ich zapraszał? Jak również, czy ni ma w Polsce godniejszych osób niż ci wybrańcy? Przez kogo wybrani? Wydaje mi się, że o wyborze tychże gości decydowała w imieniu prezesa KPA jego córka, pani Pamela Komorowska. Ona bowiem załatwiała wszelkie sprawy bieżące KPA w imieniu ojca. A mając już pewne znajomości spraw polskich i z okazji załatwienia formalności przesyłek medycznych księdzu Jankowskiemu do Gdańska, musiała mieć też i styczność tak z senatorem Stelmachowskim - delegatem do kontaktów z Polonią jak i podsunięto jej Pastusiaka oraz panią Jolantę Stolzman-Kwaśniewską. A zaproszeniami tychże osób dyryguje, w tym wypadku towarzysz Cimoszenko, przy asyście towarzysza prezydenta RP Stozmana-Kwaśniewskiego. Tak więc: Wałęsa został wyznaczony do kontaktów z demokratami, natomiast Pastusiak prawdopodobnie zostaje przysłany pod republikanów, natomiast pani Jolanta Stozman-Kwaśniewska pod panią Laurę Bush, żonę prezydenta Busha. I szafa gra! Im się wydaje, że mają ogromny wpływ na zbliżające się wybory prezydenckie w Stanach. Naiwniacy!
Na tle powyższego wypada się zastanowić, dlaczego prezes Moskal, wiedząc przecież, że na emigracji powojennej w świecie zachodnim pozostała duża grupa inteligencji Polski Niepodległej wraz ze swymi rodzinami, tak w Anglii jak inawet i nawet w Stanach, nie zwrócił uwagi na zdolną i dobrze wychowaną jak i wykształconą młodzież emigracyjną, by zatrudnić ich w szeregach ZNP, lecz oczy swe zwrócili na komunistyczną Polskę, oddając się, na ochotnika, w łapy oprawców narodu i państwa polskiego, generała Jaruzelskiego. Ale, znając już wcześniejsze zainteresowania niektórych działaczy polonijnych, zwolenników komuny w Polsce łatwo jest zrozumieć, kto pana Moskala wywindował na prezesa ZNP i KPA, by z biegiem czasu, który obecnie nadchodzi zlikwidować tenże Kongres Polonii, a zastąpić go tworem mecenasa Kurczaby. Akurat wszystko to, co dzieje się w szeregach Polonii nie tylko amerykańskiej, ale całego świata, wolno przypuszczać, że dzieje się to na wzór przeinaczania Polski w dobie dzisiejszej. To przeinaczanie jest bardzo widoczne lecz kontrakcji żadnej nie widzę.
Cicha woda brzegi rwie.
Jak wspomniałem powyżej, wykonawczynią spraw polskich KPA jest obecnie pani Pamela Komorowska. Ale wyłania się pytanie: czy ona sama jest zdolna podołać temu wysiłkowi, czy sprawami tymi zamiast chorego prezesa nie decyduje jego zięć p. Komorowski? I tu się wyłania pytanie: kto to jest pan Komorowski, skąd on się tu wziął, kiedy i czym się zajmuje ten młody, na pewno zdolny człowiek. Nikt go nie zna. Tajemniczy człowiek, a jednak ma duży wpływ na działalność KPA, chociaż na zewnątrz występuje pani Pamela. Ona już się uczy spraw polskich!
Kombatancki 2 wojny światowej nie posiadają żadnego wpływu na tworzenie się koncepcji organizacyjnych KPA, a jeśli naweti i biorą jakiś udział to bez żadnego znaczenia. Są tam raczej jako figuranci. Rolę taką, przez kilkadziesiąt lat sprawował pan Józef Sikora, wiceprezes WKP, który ostatnimi czasy został zdegradowany w ZNP, a który żale swe ujawnia na łamach Kuriera nawet.
Panu prezesowi Moskalowi - jako człowiekowi nikt na pewno źle nie życzy. Na pewno wszyscy współczują mu w Jego nieszczęściu, lecz jednak życie prywatne musimy rozgraniczyć od życia zbiorowego Polonii Amerykańskiej, które na codzień wymaga stale i wciąż konstruktywnego życia zbiorowego. Sprawy rodzinne załatwia się w ramach rodziny, natomiast sprawy polityczno-społeczne wymagają załatwień ich w ramach organizacyjnych, a nie sprowadzać ich do spraw domowych.
Gdy spojrzymy na albumy historyczne organizacji społecznych nie tylko Polonii Amrykańskiej lecz i Polski zauważymy jakie to prężne życie zbiorowe istaniało przed stu laty. Chociaż Polska była wówczas podzielona na zabory, polskie życie zbiorowe rozwijało się niemalże spontanicznie. A dzisiaj? Zbiorowa i systematyczna korupcja w kraju wpływa negatywnie na rozwój emigracji, podporządkowanej nadsyłanym nam rozrabiaczom, w duchu staroreżymowym, czyli antypolskim. A to na skutek tego, że pewni działacze polonijni uwierzyli propagandzie sowiecko-reżymowej jako godnej do naśladowania. I tu jest pies pogrzebany. Nasze życie zbiorowe, tak w kraju jak i na emigracji musi odradzać się według wzorów olimpijskich. Selekcja zdolnej młodzieży musi mieć zastosowanie we właściwym czasie by obsadzać nimi właściwe stanowiska społeczne. Eliminacje młodych talentów muszą być stosowane w każdym czasie jak i w każdym środowisku zbioowym emigracji polskiej i nimi obsadzać wszelkie funkcje życia zbiorowego Polonii. Na skutek błędnego i casnego rozumowania pewnych czynników polonijno-emigracyjnych stracone zostały dwa pokolenia młodzieży polskiej na emigracji. Pokolenia wychowane w najszczytniejszych tradycjach historii Polski, nie tylko przez emigracyjne szkolnictwo lecz i przez ich rodziców, bojowników o niepodległość Polski. To wszystko w dobie dzisiejszego rozkładu w kraju zostało zmarnowane na zawsze. Dużo by można o tym mówić i pisać! Zagadnienia te wymagają jednak dalszego rozeznania, ale do tego potrzebni są odpowiedni: naukowcy, planiści, polityczni i zawodowi jak i kulturalno-sportowi, jak i odpowiedni reżyserzy, którzy by całość zebrali do kupy!
Ale są to tylko moje mżonki!
Jak widzimy w naszym codziennym życiu Polonii chicagowskiej wszystko układa się na opak, czyli nie tak jak powinno być. Obserwując pewne kanały telewizyji publicznej daje się zauważyć, że całe tabuny dorodnej młodzieży polonijnej spędza wieczory i noce w jakichś zadymionych spelunkach, wyżywając się w tańcach brzucha w stylu rock and rolls, na poziomie strapteasu. Te, choćby obrazki wskazują, że młodzież polonijna weszła na niewłaściwe tory życia towarzyskiego, a to na skutek braku właściwych programów rozwojowych młodych, w sensie masowym! Jeden czy dwa Bale Amarantowe w ciągu roku sprawy nie rozwiązują, a raczej maskują niedołężność danych organizacji społecznych.
Myśli nie uczesane:
Zdawać by się mogło, że pan prezes Moskal, wychowany w cieniu działalności społecznej b. żołnierzy z byłem Armii Polonii Amerykańsiej z okresu I wojny światowej jak i wojny polsko-bolszewickiej z 1919-21 roku posiada lepszą znajomość spraw Polski ujarzmionej po II wojnie światowej. Lecz tak nie było i nie jest. Ówcześni członkowie SWAPu (Stowarzyszenia Armii Polskiej z Ameryki) zorganizowani w poszczególne placówki bardzo czynnie i głośno występowali, przez dziesiątki lat w życiu zbiorowym Polonii Amerykańskiej, a w tym i w Chicago. A w samym Chicago było ich coś 7., a w Okręgu Pierwszym Midwestu bodajże 17. A jednak nie wywarło to żadnego wpływu na osobę przyszłego prezesa ZNP. Wynika z tego, że on historię interpretował po swojemu, lecz czy wypływało to z jego osobistych pobudek, czy też z nieznanego ogółowi otoczenia, on sam możę tylko coś na ten temat powiedzieć. A biegła znajomość języka polskiego nie świadczy jednak o politycznym światopoglądzie. Przyczyny tego są głębsze i często tajne.
W okresie powojennym, najlepiej zorientowanym Amerykaninem w sprawach polskich okazał się pierwszy ambasador amerykański do Polski - Bliss-Lane. On to pierwszy spostrzegł i nagłośnił, że Polska została zgwałcona w Jałcie!. Natomiast następni ambasadorowie natawieni byli już tylko na robienie interesów z Polską, nie licząc się z narodem polskim. Ten stan rzeczy istnieje do dzisiaj. I mimo zabiegów nowego ambasadora Polski do USA Lecha Wałęsy, wątpię, że uda mu się coś pozytywnie załatwić dla Polski. A wątpię dlatego, że przede wszystkim o swe prawa jak i o ochronę państwa polskiego powinien występować cały naród polski, a jednak tak nie jest. Polska jest już tak bardzo osłabiona wyprzedażą majątku narodowego Polski, a w tym i 90% banków polskich, że już pod wieloma względami uzależniona jest od woli międzynarodowych cwaniaczków. A naród łudzi się tym, że dzieje się to w interesie Polski. Bzdury oczywiste!
Nie jest rzeczą przyjemną ciągle wytykać tym, co powinni siedzieć cicho i dziękować Bogu, że nikt ich się nie czepia za wrogą działalność względem narodu polskiego w okresie powojennym, przez 45 lat i jego niszczenia, a to z powodu bezsiły narodu bowiem tak został ukształtowany przez 45 lat istnienia okupacji sowiecko-reżimowej i ci, co powinni siedzieć w kryminałach, nadal urzędolą w kraju. A ci co walczyli o niepodległy byt narodu uważani są po prostu za durniów! Natomiast kryminaliści uważani są za zbawcó państwa polskiego! I dopóki ten stan rzeczy nie zostanie odwrócony, Polska nie będzie Polską! Musimy być świadomi tego, że oszołomy ciemnych sił antypolskich robią wszystko, aby zagłuszać jęki pomordowanych naszych braci w lochach bezpieki, tak w przeszłości jak i teraźniejszości. Do młodych więc pokoleń należy prowadzić walkę o właściwe miejsce w świecie Polski i w życiu narodów! Ale rozumieć też musimy, że zależy to tylko od woli Narodu Polskiego. A wolność Narodu Polskiego bez niepodległej Polski nie będzie nigdy w interesie Polski. Macherzy świata tak to wszystko ustawiają aby Polacy byli syci lecz aby nigdy i nigdzie głosu nie zabierali! Jednym słowem: Polska bez Polaków.
Na marginesie powyższego warto dodać, że dla nowożytnej Polski jak i Polonii świata potrzebni są reżyserzy typu Filharmonii Traugutta z Warszawy, ostatnio zaprezentowanej w Chicago na spektaklu artystycznym z okazji 60-lecia Powstania Warszawskiego.
I to powinniśmy mieć na uwadze!
Stefan Kowalik
Chicago
|