Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

60 rocznica bitwy o Monte Cassino

“W pielgrzymowaniu Polaków do miejsc dla nich świętych jest Jasna Góra, jest Ostra Brama, jest Katyń, jest także Monte Cassino. Od chwili poświęcenia Polskiego Cmentarza Wojennego na Monte Cassino 1 września 1945 r. jest on sanktuarium narodowym, do którego kierują się serca, myśli i kroki kolejnych pokoleń Polaków.
Już 60 lat pielgrzymują Polacy do cmentarza poległych pielgrzymów. Bo ci, którzy padli w boju o Monte Cassino jak napisał tadeusz Sobieraj w “Pieśni maków na Monte Cassino”, byli żołnierzami-tułaczami, pielgrzymami, w ogromnych przestrzeniach utraconej wolności, by dojść do niepodległości ducha. Z ziemi ojczystej uprowadzeni do ziemi nieludzkiej. Przeszli lagry Workuty, tajgi Komi, ciemności Arhcangielska, białe i spienione piekło Murmańska, lodowate pustynie Syberii, ogrody oliwne w Ziemi Świętej, pola bitewne na piaskach i kamieniach Sahary w Libii i Egipcie. Ich szlak męczeński był jak gigantyczna Droga Krzyżowa. Dotarli w końcu do Apenin, włoskich pól bitewnych, pokrytych makami, a później ich ciałami. Choć polegli, pozostali wiecznie niepokonani...”.
W każdą kolejną rocznice bitwy przybywali tam Polacy z całego świata. Tylko Polacy z kraju przez długie lata nie mogli złożyć oficjalnego hołdu poległym. Ale i tak czynili to osobiście, samotnie i w gronie przyjaciół, rodzin poległych, weteranów bitwy, harcerzy, studentów. A już szczególnie od czsu, gdy papieżem wybrany został nasz rodak, kardynał Karol Wojtyła. Od tego czasu tysiące polskich pielgrzymów, pod przewodnictwem kapłanów, ze znakami przywiązania do Wiary, Kościoła i Ojczyzny podążało w stronę Watykanu, a stamtąd pod Monte Cassino. Tam odbywały się wielokrotnie Zaduszki Żołnierskie, oraz Apele w Dzień Zwycięstwa 8 maja. Tam zawsze byli polscy pielgrzymi w rocznicowe dni bitwy.
Pielgrzymowali tam, do swoich żołnierzy, dowódcy - zanim nie spoczęli wśród nich - gen. Władysław Anders, gen. Bronisław Duch i biskup polowy Józef Gawlina, pielgrzymowali dowódcy dywizji, pułków, batalionów, kompanii, plutonów i szeregowi żołnierze 2 Korpusu.
Szczególny wymiar miały uroczystości 10 rocznicy bitwy w maju 1954 r. Przebiegały one w cieniu odbudowywanych jeszcze murów klasztoru. A w Kraju był to czas najczarniejszy, czas stalinowskich katowni, czas gdy Ojczyzna nasza była w więzieniu. Podczas tych uroczystości gen. Anders stojąc w otoczeniu dowódców i żołnierzy 2 Korpusu powiedział: są bitwy, na które nie pada pył zapomnienia. Bierze je na swoje skrzydła legenda i zanosi do narodowego pamiątek kościoła. Do nich należy właśnie bitwa o Monte Cassino...
W Dzień Zaduszny 1964 r. pielgrzymował do grobów żołnierskich na Monte Cassino Prymas Tysiąclecia, kardynał Stefan Wyszyński. Był tutaj kardynał Wyszyński także w Dzień Zaduszny 1971 r. W ten sposób jeden z największych Polaków dawał znak postawy polskiego Kościoła, nieugiętej obrony suwerenności Narodu Polskiego, a także znak jedności Polaków w Kraju i na Uchodźstwie.
Szczególe były obchody 25 rocznicy bitwy. Przesunięto je celowo na 15 sierpnia, na dzień Święta Wojska Polskiego, wytarty z kalendarza PRL-u. Połączono ze Zlotem Harcerstwa Polskiego. Podczas tych uroczystości odbyło się przejęcie sztandarów 2 Korpusu przez młodzież polską, powierzenia jej opieki nad cmentarzem, złożenia na jej barki odpowiedzialności walki o wolną Polskę. Przerodziły się te uroczystości w patriotyczną demonstrację polskiej emigracji. Odbiły się szerokim echem w świecie. Wtedy po raz ostatni w obchodach rocznicowych brał udział gen. Władysław Anders.
Smutna uroczystość na Monte Cassino zachwiała scenariuszem obchodów w 1970 roku. 12 maja tego roku zmarł w Londynie gen. Anders. Pochowano go, tak jak pragnął, na cmentarzu Monte Cassino, wśród jego żołnierzy.
Szczególnym wydarzeniem w oczach Polaków w kraju i na świecie były uroczystości 35 rocznicy bitwy o Monte Cassino. W uroczystościach 18 maja 1979 r. na Polskim Cmentarzu Wojennym na Monte Cassino po raz pierwszy uczestniczył Ojciec Święty Jan Paweł II. Wcześniej jako kapłan, biskup, kardynał, wielokrotnie odwiedzał to sanktuarium narodowe. Wtedy, 18 maja 1979 r. odprawił mszę św., a podczas homilii powiedział: “Wiele razy chodziłem po tym cmentarzu. Czytałem wypisane na grobach napisy, świadczące o każdym z tych, którzy tu polegli, o dniu i miejscu urodzenia. Te napisy odtwarzały w oczach mojej duszy kształt Ojczyzny tej, w której się urodziłem. Te napisy z tylu miejscami ziemi polskiej, ze wszystkich stron, od wschodu do zachodu i od południa ku północy - nie przestają wołać tu, w samym sercu Europy, u podnóża opactwa, które pamięta czasy świętego Benedykta - nie przestają wołać tak, jak wołały serca walczących tu żołnierzy: “Boże, coś Polskę, przez tak liczne wieki...”. Chylimy czoła przed bohaterami. Polecamy ich dusze Bogu. Polecamy Bogu Ojczyznę, Polskę, Europę, świat.
Uroczystościom 45-lecia 18 maja 1989 r. towarzyszył nastrój bliskiej już chwili odzyskania niepodległości przez Polskę, o którą walczyli żołnierze 2 Korpusu. Na Monte Cassino przybył wówczas Prymas Polski kardynał Józef Glemp. Wśród modlących się za dusze swych najbliższych i za swoich żołnierzy byli jak zawsze Irena Anders i gen. Klemens Rudnicki. Był ks. Adam Studziński. Był także prezydent Rzeczypospolitej na Uchodźstwie Kazimierz Sabbat. Następnego dnia uczestnicy uroczystości zostali przyjęci na specjalnej audiencji przez Ojca Świętego Jana Pawła II.
50 rocznica bitwy pod Monte Cassino w odróżnieniu od poprzednich jubileuszy obchodzona była po raz pierwszy w niepodległej, suwerennej Polsce. Państwo polskie po raz pierwszy w całej pełni uczciło bohaterów spod Monte Cassino. Patronat nad uroczystościami jubileuszowymi przyjął prezydent RP Lech Wałęsa. W skład Komitetu Honorowego wchodzili: Prymas Polski kard. Józef Glemp, b. prezydent Rzeczypospolitej na Uchodźstwie Ryszard Kaczorowski, premier, marszałkowie Sejmu i Senatu RP, biskup polowy WP, ministrowie, wyżsi dowódcy wojskowi. W skład tego Komitetu wchodzili także ludzie w szczególny sposób do tego powołani: Irena Anders, Zofia Duch, uczestnicy bitwy o Monte Cassino - ks. Adam Studziński, płk. Aleksander Florkowski, płk. Marian Osiczko. Licznie było reprezentowane Wojsko Polskie, weterani bitwy, harcerze.
(Koledzy leżący w grobach nie byli zadowoleni z tej uroczystości. Bo nie o taką Polskę walczyli ki oddali swe życie jaką reprezentował Lech Wałęsa. Dlatego uprosili u Pana Boga ulewę, która trwała tak długo, jak długo przebywał Wałęsa na cmentarzu. A to dlatego, że zdradził Solidarność, Naród Polski, a nas weteranów bitwy o Monte Cassino zamiast postawić przy grobach kolegów postawił poza cmentarzem w krowim gnoju. W.W.).
Podniosły przebieg mialy oroczystości 55 rocznicy bitwy. Po raz kolejny oficjalne uroczystości organizowała wolna Rzeczpospolita. Uroczystości te trwały wyjątkowo długo, od 16 do 30 maja 1999 roku. Na Monte Cassino Rzeczpospolitą reprezentowali premier Jerzy Buzek oraz marszałek Senatu Alicja Grześkowiak. Uczestniczyła w uroczystaściach rzesza pielgrzymów - Polaków z kraju i z całego świata, głównie weteranów 2 Korpusu i ich rodzin. Częścią tych uroczystości była ponownie audiencja specjalna u Ojca Świętego.
Cechą charakterystyczną obchodów w wolnej Polsce stało się to, że oficjalne uroczystości w dniach majowych odbywają się także w stolicy Polski - Warszawie. Ich miejscem jest Katedra Polowa Wojska Polskiego i Grób Nieznanego Żołnierza. Podczas obchodów w 1999 r. odbywały się uroczystości równolegle w Warszawie i pod Monte Cassino. Ostatnim aktem tych uroczystości było odsłonięcie i poświęcenie Pomnika Bitwy o Monte Cassino w Warszawie przy ulicy generała Władysława Andersa w dniu 30 maja 1999 r.

ppłk. dr Mirosłąw Sulej

60 roczinca Bitwy o Monte Cassino
Maj 1944 - maj 2004

Któż z nas, uczestników walk o Monte Cassino spodziewał się, że po tylu latach jeszcze będziemy mogli iść dawnymi śladami ciężkich, krwawych, pełnych znoju i wprost nie do uwierzenia wysiłków i poświęcenia w walkach żołnierza 2 Polskiego Korpusu. Żołnierza, który z wiarą dążył do uwolnienia Ojczyzny, ale pozostał tu, bo taki był jego los. A jednak byliśmy. Przybyliśmy tu, aby oddać hołd i uczcić pamięć naszych poległych kolegów. Kolegów, którzy ramię przy ramieniu z nami dążyli do jednego celu - pokonać wroga. Uwolnić Ojczyznę. Dla nasa więź koleżeńskiej przyjaźni była dźwignią i pomocą w pokonywaniu wszelkich trudności. Choć jesteśmy już w wieku poborowym, ale patriotyzm dodwał nam sił i dumy, a z serca płynęła radość ze spotkania się z naszymi Kolegami.
Co prawda było nas o wiele mniej, niż w poprzednie lata. A to dlatego, że św. Piotr też potrzebuje polskich bohaterów i weteranów do pełnienia warty w swoim królestwie. Dlatego wcześniej wysłał im karty poborowe. Wielu uczestników walk o Monte Cassino i Akcji Włoskiej nie mogło wziąć udziału w uroczystościach na cmentarzu z powodów zdrowotnych. Ale oni byli obecni z nami welkim duchem miłości do poległych kolegów i Ojczyzny.
Na powyższe uroczystości z Chicago wyjechały dwie grupy. Jedną prowadziło biuro podróży Falkon Travel Inc. bezpośrednio Chicago - Milano. 10-dniowa wycieczka. Drugą grupę, która po uroczystościach montecassińskich chciała pozostać w Polsce, lub innych krajach. Dlatego poproszono mnie o zorganizowanie odpwiedniego dla nich programu. Wycieczka trwała 12 dni, a cena była bardzo przystępna. Grupa składała się z 11 osób. Było nas 5 weteranów i 6 osób młodego pokolenia, ale bardzo patriotycznego, tak, że nić przyjaźni i serdeczności trwała od pierwszego spotkania do ostatniej chwili podróży. Jechlaiśmy luskusowym autokarem przez Polskę i Czechy. Następnie przez Austrię, wstępując na wzgórze Kahlenberg, skąd nasz król Jan III Sobieski w dniu 12 września 1683 roku po wysłuchaniu mszy św. o godz. 4 rano, a była to niedziela Opatrzności Bożej, wydał rozkaz rozpoczęcia decydującej bitwy w imię Boga i Maryi. Na tym historycznym wzgórzu stoi polski kościółek pod wezwaniem św. Józefa. W bocznej prawej nawie znajduje się bogate, piękne i pełne historycznych pamiątek muzeum, które przypomina zwiedzającym sławę polskiego oręża, króla Jana II Sobieskiego i przynosi sławę naszej Ojczyźnie. W tym kościółku wysłuchaliśmy mszy św., a po nabożeństwie proboszcz - Zmartwychwstaniec, naświetlił nam historię Bitwy Wiedeńskiej i powstania obecnego kościoła.
Po przybyciu do Włoch zamieszkaliśmy w Lido Di Jesolo, w miejscowości położonej przy samym morzu Adriatyckim w Zatoce Weneckiej. Część osób z naszej grupy wypróbowało Adriatyk późnym wieczorem, a reszta rano przed śniadaniem. Następnego dnia udaliśmy się do Padwy. Zwiedziliśmy bazylikę św. Antoniego, Jego grób, polską kaplicę i historyczne jej zabytki. Następnie pojechaliśmy do Rawenny i Rimini, aby zwiedzić miasta i historyczne zabytki. Na obiadokolację przyjechaliśmy do Catollica. Zamieszkaliśmy w jednym z najbardziej znanych kurortów nad Adriatykiem. Po śniadaniu pojechaliśmy do Republiki San Marino. Po zwiedzeniu centrum historycznego miasta i po zrobieniu zakupów powróciliśmy do hotelu.
5 dnia tj. w niedzielę, po śniadaniu, udaliśmy się do Loreto. Podczas podróży naświetliłem pielgrzymom zarys historii miasta, bazyliki, polskich kaplic i wojskowego cmentarza. Po przybyciu na miejsce udliśmy się grupą na Cmentarz Polskich Żołnierzy 2-go Korpusu poległych w akcji włoskiej na linii frontu od Pescary do Linii Gotów. Na Loretańskim cmentarzu spoczywa 1095 polskich żołnierzy. My weterani kombatanci urządziliśmy na cmentarzu Apel Poległych. Następnie ks. M. Nowak, który towarzyszył nam w podróży, wspólnie z grupą odmówił modlitwy za poległych rodaków, a następnie odprawił mszę św. przy ołtarzu Matki Boskiej Ostrobramskiej. Po zapaleniu zniczy i oddaniu hołdu poległym kolegom przeszliśmy do bazyliki, gdzie polski zakonnik dokładnie wyjaśnił historię zabytków znajdujących się w sanktuarium. Muszę wspomnieć, że Loretański Polski Wojskowy Cmentarz jest najpiękniej utrzymany ze wszystkich cmentarzy. Bo opiekują się nim polskie siostry Nazaretanki, których dom-klasztor znajduje się obok cmentarza.
W Loreto zamieszkaliśmy u Franciszkanów “Casa San Francesco”. Dobre i piękne miejsce. A braciszkowie gościli nas dobrymi posiłkami i własnego wyrobu winem.
17 maja po śniadaniu wyjechaliśmy z Loreto do San Giovanni Rotondo, koło Foggi. Ogromny klasztor Kapucynów, który nadal rozbudowuje isę. Jest to miejsce związane z pracą i życiem św. ojca Pio. Tu znajduje się jego grób, do któego nieustannie przybywają pielgrzymki. Pątnicy wypisują tysiące próśb skierowanych do świętego Ojca Pio proszących Go o wstawiennictwo. Wielu ludzi za Jego pośrednictwem otrzymuje różne łaski. My też wypełniliśmy formularze z naszymi prośbami, które będą przedstawione w czasie modłów zakonników przy grobie świętego.
Po zwiedzeniu klasztoru i modlitw przy grobie Ojca Pio odjechaliśmy do miasta Cassino na kolację i nocleg. Następnego ranka wjechaliśmy na Górę Klasztorną i na Polski Wojskowy Cmentarz Monte Cassino. Na tym cmentarzu spoczywa wiecznym snem 1072 polskich żołnierzy.
Tu od wczesnego rana harcerze byli na posterunkach i sprawnie kierowali przybyszami. Dostaliśmy bardzo dobre siedzące miejsca o jeden poziom niżej, gdzie po drugiej stronie przejścia siedzieli były prezydent Ryszard Kaczorowski z małżonką i p. Irena Anders z rodziną. Było dużo ludzi, ale nie tyle co poprzednie lata. Nie zauważyłem delegacji innych narodów, które walczyły przed i z nami. Może byli w innym czasie?
Dobrze spisał się Komitet Organizacyjny. Wszystkie klawisze grały sprawnie. Dopisała też pogoda. (Może dlatego, że nie było Lecha?). Po przybyciu Delegacji i przedstawicieli rządów, chór wojska polsiego z orkiestrą wykonał pieśń “Pod Twoją Obronę”, następnie “Bogurodzicę”. Odegrano hymn Polski i Republiki Włoskiej . Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych - sekretarz stanu Jan Turski powitał uczestników 60 rocznicy Bitwy o Monte Cassino. J.E. ks. biskup polowy L. Głódź w asyście przybyłych księży rozpoczął mszę św. Po mszy św. rozpoczęły się modły ekumeniczne: Kościoła Prawosławnego, Greko-Katolickiego, Ewangelicko-Reformowanego, Ewangelicko-Augsburskiego, Wyznania Mojżeszowego.
Po błogosławieństwie ks. Biskupa Polowego L. Głodzia odśpiewano “Boże coś Polskę”. Następnie przemówił Aleksander Kwaśniewski, prezydent Rzeczypospolitej Polskiej. Przewodniczący delegacji Republiki Włoskiej i przedstawiciel kombatantów, uczestnik bitwy o Monte Cassino. Odegrano Hejnał Mariacki i nastąpił Apel Poległych. Salwa honorowa i odśpiewano Hasło Wojska Polskiego “Czerwone Maki”.
Nastąpiły spotkania i powitania. Podszedłem do byłego prezydenta Ryszarda Kaczorowskiego, z którym przywitałem się i pozdrowiłem od siebie i braci kombatanckiej z Chicago. Następnie pozdrowiłem p. Irenę Anders. W czasie naszej rozmowy telewizja polska kanał 4 fimowała, a następnie ekipa telewizyjna przeprowadziła wywiad ze mną na temat walk o Monte Cassino. Po powrocie do Warszawy rodacy zapytywali mnie, czy jestem tą osobą, którą widzieli w programie telewizyjnym z Monte Cassino?
Po małej przerwie i po zebraniu się grupy poszliśmy zwiedzić klasztor św. Benedykta i św. Scholastyki. Zadziwiająca historia i piękno klasztoru pozostanie nam długo w pamięci. Pod wieczór odjechaliśmy do hotelu “Il Carmelo”. Tu nocowaliśmy 3 noce. Następnego dnia udaliśmy się na Plac św. Piotra na audiencję z Ojcem Świętym Janem Pawłem II. W Rzymie sa ograniczone podróże autokarami. Dlatego musieliśmy dostać (jako kombatanci) pozwolenie na dojazd do bram Watykanu i poruszanie się po Rzymie. Dlatego trochę spóźniliśmy się na rozpoczęcie auiencji,a le dostaliśmy dobre siedządze miesjca, z których widzieliśmy Jana Pawła II jak na dłoni. Po audiencji ustawiliśmy się szpalerem czekając na przejazd błogosławiącego Papieża. Następnie zwiedziliśmy Bazylikę św. Piotra, Muzea Watykańskie, Kaplicę Sykstyńską i odjechaliśmy do hotelu na obiadokolację. Następny dzień był poświęcony na dalsze zwiedzanie Rzymu: pozostałe bazyliki, starożytny Rzym (Forum Romanum, Forum Trojana, Kapitol, Koloseum, Święte Schody, place i fontanny). Powrót do hotelu na kolację. Następnego dnia wyjazd z Rzymu w kierunku północ i po drodze dalsze zwiedzanie historyczno-religijnych miejscowości.
Zatrzymaliśmy się w Orvieto, aby zwiedzić katedrę Orvieto. W 1263-64 r. czeski ksiądz Piotr z Pragi nie wierzył w przemienieni Hostii w Ciało, a Wina w Krew Chrystusa, dlatego wyruszył w pielgrzymkę do Rzymu, aby uprosić przy grobie św. Piotra wzmocnienie jego wiary. Zatrzymał się w Bolsena. Tam odprawiając mszę św. w krypcie świętej Krystyny zobaczył wychodzącą krew z Hostii i tak dużo, że cały korporał kompletnie stał się mokrym. W tym czasie papież Urban IV przebywał w Orvieto i został tak przejęty tym niezwykłym wydarzeniem, że rozkazał, aby święty mokry korporał przeniesiono do Orveto do byłego kościoła św. Konstancji, na miejscu którego obecnie stoi Katedra. W Katedrze Święty Korporał jest wystawiony na widok publiczny w przepięknej złotej Monstrancji. To właśnie Urban IV ustanowił w całym katolickiem kościele święto Bożego Ciała i Krwi Pańskiej. Katedra jest wykonana wewnątrz i na zewnątrz artystycznie i w nocy jest oświetlona na zewnątrz. Budowa Katedry trwała ok. 3 wieków. Frontowa ściana na zewnątrz i wnętrzne świątyni jest wykonana artystycznie mozajką przedstawiającą historię Starego i Nowego Testamentu. Dziwne jest to, że została zbudowana na górze wulkanicznej, tak jak całe miasto Orvieto.
Po zwiedzeniu miasta i Katedry skierowaliśmy się do Bolonii, do największego z 4 polskich Wojskowych Cmentarzy we Włoszech. Tu spoczywa 1432 polskich żołnierzy z 2 Polskiego Korpusu. My, weterani z grupą oddaliśmy hołd poległym rodakom Apelem Poległych, ks. M. Nowak odmówił z nami modlitwy i pobłogosławił mogiły. Następnie przeszliśmy po cmentarzu odnajdując groby swoich kolegów, za których omówiliśmy “wieczny odpoczynek”.
Po przybyciu do hotelu w Lido Di Jesolo i po kolacji nie poszliśmy nad morze, bo padał deszcz. Następnego dnia pożegnaliśmy Włochy na mokro, przejechaliśmy przez Austrię - Wiedeń, do Czech, do hotelu Dukla w Znojmo. 23 maja ostatni dzień podróży. Wracamy do Polski. Zatrzymujemy się w Czestochowie na mszę św. przed Cudownym Obrazem Królowej Polski, dziękujemy Jej za opiekę i udaną wycieczkę.
Wczesnym wieczorem przyjeżdżamy do Warszawy. Żegnamy się z grupą i każdy odjeżdża w swoją stronę. Jesteśmy zmęczeni, ale bardziej zadowoleni z dobrej pielgrzymki. Pozostał nam tylko w sercu szum: “Przechodniu, powiedz Polsce, żeśmy polegli wierni w Jej służbie”.
Dalszy ciąg programu uroczystości w Warszawie, wtorek, 25 maja:
godz. 11.00 - konferencja naukowa “Boje polskie na Zachodzie w 1944 r.” Centralna Biblioteka Wojskowa
godz. 17.00 - ceremonia wręczenia nauczycielom i wychowawcom medali i odznaczeń za zasługi w kształtowaniu obywatelskich postaw młodzieży - Muzeum Wojska Polskiego
godz. 19.00 - msza św. - Katedra Polowa Wojska Polskiego
godz. 20.30 - Apel Poległych - Pomnik Bitwy o Monte Cassino

Wacław Wierzbicki
Kresowiak, Sybirak, uczestnik walk o Monte Cassino



Bitwa owiana legendą

Zdobycie masywu Monte Cassino przez żołnierzy gen. Władysława Andersa postrzegane było od samego początku w dwóch wymiarach: wojskowym i politycznym, a właściwie polityczno-moralnym.
Polacy przełamali w czwartej z kolei operacji zacięty opór niemiecki i otworzyli wojskom alianckim drogę na Rzym.
Zademonstrowali zarazem światu, że naród, który jako pierwszy stawił czoło potędze hitleryzmu, z wielkim poświęceniem kontynuując drogę ku niepodległości, dochodzi swoich praw.
W okupowanym kraju walczyla Armia Krajowa. Na zachodzie sukcesy odnosili nasi lotnicy i marynarze. Podhlańczycy i Karpatczycy. Od wschodu posuwali się ku granicom Rzeczypospolitej Kościuszkowcy.
W maju 1944 r. swój kunszt zademonstrował 2 Korpus Polski na zachodzie, wieńcząc dotychczasowe dokonania żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych.
Wiadomość o sukcesie, o czerwonych makach, które piły polską krew, stała się faktem samym w sobie, nabrała wymiaru symbolicznego, krzepiła serca rodaków żyjących jeszcze pod obcymi rządami.
Tak zrodziła się legenda, która trwa do dziś.

Kombatant 2004 nr 5

****

60 rocznica zwycięskiej Bitwy o Monte Cassino bez zdjęcia uczestników

Wielce Szanowny Panie Redaktorze,
Szczątki weteranów znajdujących się w Chicago pod wodzą kpt. Czesława Szymańskiego, żołnierza-sybiraka 5. Kresowej Dywizji Piechoty, powstałej w Buzełuku (ZSRR) wzięło gremialny udział w jubileuszowej uroczystości tej historycznej bitwy zwycięsko przeprowadzonej przez legendarny 2 Polski Korpus, którego twórcą i zarówno dowódcą był gen. Wł. Anders, więzień Stalina.
60-lecie tej słynnej bitwy z wielką pompą obchodzono i w dziesiejszej III Rzeczypospolitej pod rządami “byłej komuny”, która gen. Wł. Andersa i jego żołnierzy pozbawiła obywatelstwa polskiego, że jego wojsko nie walczyło o komunistyczną Polskę. Do dzisiaj gen. Wł. Andersowi spoczywającemu wśród swoich żołnierzy na montecassińskim wojennym cmentarzu, obywatelstwa polskiego nie przywrócono ani nie przeproszono za hańbę jaką Jemu wyrządzono. Pani Renata Bogdańska-Anders jako żona nie musi za cenę czerwonych maków ściskać czerwone dłonie “żydokomuny” Polską rządzących, zapominając o wielkiej krzywdzie, jaką postkomuna, a przedtem komuna jej mężowi, a zarazem nam wyrządziła. Pośrednio, gdyż my byliśmy jego żołnierzami, przelewającym krew za wolność Polski na ziemi włoskiej, pozostawiając ponad 3 tysiące towarzyszy broni poległych żołnierzy spoczywających snem wiecznym na 4 wojennych cmentarzach. Przepraszając p. Renatę Anders, uwagę tę również kieruję pod adresem byłego prezydenta II RP p. Ryszarda Kaczorowskiego, który rzekomo razem z ob. Aleksandrem Kwaśniewskim-Stolzmanem nasz “wojenny” jubileusz hucznie celebrowali, twierdząc w konkluzji, że zwycięstwo 2 Korpusu dzisiejszej Polsce utorowało narodowi polskiemu drogę do Unii Europejskiej. Śmiech pusty!
Jak zatem wyglądały wymienone uroczystości na podwórku naszym, którymi organizatorem i projektantem programu okładki artystycznie wykonanej był właśnie kpt. Cz. Szymański. Najpierw jak zwykle w godzinach porannych z udziałem licznych sztandarów kombatanckich i weterańskich w kościele Jezuickiego Centrum w intecji poległych wszystkich żołnierzy 2 Korpusu na ziemi włoskiej, odprawiono mszę św. za spokój duszy i wysłuchano świetnie opracowanego kazania, gdzie podniesiono zasługi żyjącym jeszcze uczestnikom w zdobyciu zarówno klasztoru Benedyktynów jak i kolejnych skalistych szczytów otwierających drogę do Rzymu. Następnie udano się do eleganckich sal restauracyjnych “White Eagle”, na uroczysty bankiet okazyjny. Program artystyczny przeprowadziła młodzież harcerska, posługująca się materiałem archiwalnym z depozytu Ref-Rena F. Konarskiego, autora “Czerwonych Maków”.
Kiedy cały zespół zaśpiewał pieśń “Czerwone Maki” niejednemu montecassinistrze popłynęła syberyjska łza na twarzy. U starych żołnierzy odżyły wspomnienia nocnego zmagania się z wrogiem ukrytym wokół siebie bunkrów nie wszystkich rozpoznanych. Przecież to trwało 60 lat temu i z tych lat pozostały tylko szczątki z pobojowiska tego. Niżej podpisany choć również łezkę ronił siedząc przy stole niespodziewanie we wspomnieniowej rozmowie, rozpoznał dwie weteranki, również Sybiraczki, będące w wojsku jako pielęgniarki szpitali wojennych, już dzisiaj wdowy, kol. Janinę Kowalską-Stysińską, która już w Iraku pod Kirkukiem leczyła moje wrzody z uralskich mrozów, które pokryły cały mój prawy bok. Po 60 latach miałem na bankiecie okazję jej podziękować. Druga, również weteranka z oddziału służby zdrowia, kol. Waleria Stepkowska-Stańczak, była moją opiekunką gdy dostarczono mnie jako ciężko rannego do jej sanitarnego namiotu. Zostałem przez nią również rozpoznany i znów musiałem jej też serdecznie podziękowć, bo oprócz zmieniania opatrunków dawała mi dodatkowe porcje żywnościowe, bym lepiej wyglądał. Będąc cały czas w akcji oddzialom frontowym nie zawsze kuchnia polowa na czas mogła dowieźć gorące jedzenia. A porcje jakie otrzymywano, tak były wkalkulowane, ażeby żołnierze nie chodzili z opasłymi brzuchami. Linia musiała być utrzymana, zgodnie z rozkazem gen. Wł. Andersa.
Harcerski program poświęcony 60 rocznicy tej historycznej bitwy i spotkania z kobiecymi żołnierzami, o których bardzo mało mówi się o ich zasługach niosących pomoc rannym żołnierzom - dobiegał końca i wcale nie przeszkadzał naszym rozmowom. Mąż kol. Janiny, żołnierz spod Tobruku, którego byłem dobrym przyjacielem, zmarł w Chicago 10 lat temu. A mąż kol. Walerii, śp. Stefan Stańczuk, będący ciężko ranny pod Monte Cassino, diakon Bazyliki św. Jacka i kapelan niemalże wszystkich organizacji weterańsko-kombatanckich upływa już czwarty rok jak J.E. ks. bp. polowy Wojska Polskiego Leszek Głódź swoim udziałem pożegnał jego zwłoki na kombatanckim cmentarzu Mary Hill. Przemówień okolicznościowych było sporo i wspólnie słuchając zauważyliśmy z uwagi na miesiąc “maj” na zaistniały poważny mankament ze strony układających program mianowicie: gen. Wł. Anders, odszedł na wieczną wartą 10 maja 1970 r., czyli 34 lata temu. Marszałek Józef Piłsudski zmarł w maju 1935 roku. Bitwa montecassińska trwała również w maju 194 r. Tych bardzo ważnych dat w historii narodu polskiego obfitujących miesiąc maj włącznie z Konstytucją 3 Maja - organizatorzy musieli przez nieuwagę przeoczyć. Nie znalazł się żaden sufler, aby mówcom przypomnieć o obowiązkowym oddaniu hołdu Dowódcy 2 Korpusu, który wygraniem tej bitwy 60 lat temu całemu światu rozgłosił chwałę oręża polskiego! A szkoda! Gdyby tego przeoczenia nie uniknięto obchodzony jubileusz miałby wyraz godny pochwały. Niestety, ważny majowy element historyczny nie wiadomo z czyjej winy, przegapiono. A co jeszcze gorsze, czemu jako uczestnicy tej bitwy musimy wyrazić w tym miejscu wielkie oburzenie na zniewagę nas przez redakcję Dz. Zw. z red. dr W. Białasiewiczem na czele, serdecznego przyjaciela postkomunistycznego, mjra b. członka SB do czasu przybycia do USA w 1952 roku. W tej sprawie czekamy na dokumenty.
Na zakończenie powyżej omówionych jubileuszowych uroczystości zapowiedziano, ażeby uczestnicy weterani i weteranki biorący udział w montecassińskiej bitwie nie opuszczali sali, bo polonijna prasa z racji obchodzonego jubileuszu pragnie zrobić pamiątkowe wspólne zdjęcie, by czytelnikom przekazać ile w metropolii jeszcze żyje osób będących świadkami tego wydarzenia, którego się dzisiaj celebruje. Z przepełnionej po brzegi ścian zaczęli wychylać się ci, którzy 60 lat temu w ciemną majową noc ruszyli do zwycięskiego natarcia kończąc bitwę 18 maja 1944 r. Do szumnie zapowiedzianego zdjecia przywlokło sie może około 50 osób. Z wielkim trudem zza swego stołu wyciągnąłem moje kochane kiedyś bardzo piękne i młode w mundurach polskich żołnierzy panienki, których historycznym zbiegiem okoliczności (wymienone panie dalej są piękne), stanąć do fotograficznego obiektywu. Dwie panie-sybiraczki, żołnierze gen. Wł. Andersa trzymały mnie pod rękę b. rannego i kiedyś nieźle wyglądającego żołnierza liniowego “Karpatczyka”. Red. W. Białasiewicz przesunął mnie do środka, gdzie wcisnąłem się na kolana sztucznej nogi (stracona w natarciu pod szczytem 893) z 5 KDP kol. Franka Konarskiego z Kołomyi. Fotoreporterów było może ze dwa tuziny. Red. W. Białasiewicz zapewniał, że zdjęcie ukaże się w następnym wydaniu weekendowym. Mija już miesiąc, żadne zdjęcie w prasie dotychczas nie ukazało się. Prawdopodobnie i nie ukaże się. Żałować należy, że redakcja Kuriera Codziennego z okazji tej nie skorzystała i swego przedstawiciela na uroczystość naszą nie wysłała. Bo z pewnością jubileuszowe zdjęcie byśmy oglądali nie potrzebując łaski. Ten niezasłużony “afront” przyjmujemy jako OBELGĘ.
Poprzednik obecnego naczelnego śp. red. Karol Piątkiewicz, żołnierzami 2 Korpusu nie gardził. Kiedy walczyliśmy na adriatyckim odcinku, on jako Amerykanin i polonijny redaktor wysłał związkowego fotografa na linię frontu naszych oddziałów, by podawać polonijnym czytelnikom wojenne komunikaty z dołączeniem zdjęć z ważnych spotkań bojowych z nieprzyjacielem. Przykład ten znam dobrze, gdyż miałem przywilej wożenia takiego reportera z Chicago na moim opancerzonym pojeździe gąsiennicowym, kiedy zdobywaliśmy miasto Maccieratę. Dzisiaj po 60 latach obchodząc jubileusz pamiętnej dla uczestników bitwy w opinii Dz. Zw. nie zasłużyliśmy na tego rodzaju uznanie, którego specjalnie nie domagamy się nosząc chlubnie odznaczenia bojowe za spełnienie patriotycznego obowiązku wobec narodu polskiego, o którego wolność walczyliśmy na wszystkich frontach świata. Postępowanie Dz. Zw. względem obchodzonego jubileuszu traktujemy jako zniewagę naszych czynów bojowych równych “śmietnikowi”!
Dziękując serdecznie Kurierowi Codziennemu za uprzejme ogłoszenie powyższego protestu w imieniu ustawionych do okolicznościowego zdjęcia, a nie ogłoszonego przez red. W. Białasiewicza - red. p. M. Bober przekazuję wyrazy szacunku należne!
Były żołnierz gen. Wł. Andersa - S.J.

P.S. Dziękuję ks. Jerzemu Bajdzie za stanowisko jakie wyraził pod adresem ob. A. Kwaśniewskiego w Liście Otwartym. Bpem nie będzie, bo patriota!