Lustracja Polonii rozpoczęta
- rozmowa Kuriera z redaktorem Krzysztofem
Wyszkowskim, legendarnym założycielem Wolnych Związków Zawodowych,
człowiekiem, który zaproponował nazwę Solidarność
- Jak, w obecnych konfiguracjach politycznych, ocenia Pan realn szansę przeprowadzenia w Polsce lustracji idekomunizacji?
- Rozmawiamy następnego dnia po wyborze przez sejm nowego
prezesa IPN-u. Oczywiście, pozostaje jeszcze decyzja izby
senatu, ale - według moich informacji - jest to kwestia już
przesądzona, gdyż większość senatorów jest za powołaniem Kurtyki
na to stanowisko. A Kurtyka jest niewątpliwie człowiekiem,
który radykalnie zmieni nastawienie IPN-u. Już to publicznie
oświadczył - i pogratulujmy mu odwagi - że IPN zajmie się
szczególnie latami 70. i 80., co oznacza, że sytuacja się
radykalnie zmieni. To znaczy: poprzednio tylko kilku, dosłownie:
kilku badaczy w Instytucie zajmowało się okresem najnowszym,
w tym agenturą SB i wojskową, a teraz odwrotnie - niemal wszystkie
siły IPN-u będą skierowane na eksplorację tego najnowszego
okresu, który decydował o tym, co dzisiaj się w Polsce dzieje.
Ujawnienie agentury staje się - myślę - kwestią najbliższego
roku. Czyli, że następną rocznicę trzynastego grudnia będziemy
obchodzili w zupełnie innym nastroju. Znając listę agentów,
znając odpowiedzialność poszczególnych ludzi i znając oczywiście
odpowiedzialność samych funkcjonariuszy, bo nie można się
koncentrować wyłącznie na odpowiedzialności agentów. Oczywiście,
po okrągłym stole dawni agenci odgrywali być może kluczową
rolę w procesie transformacji, ale i oni będą musieli ponieść
odpowiedzialność za swoje wcześniejsze czyny.
- Wraz z zakończeniem kadencji prezydenta Kwaśniewskiego w sposób zupełnie bezpośredni następuje koniec bytności w życiu publicznym funkcjonariuszy służb specjalnych. Kwaśniewski w swojej kancelarii i w rządzie, na jaki miał niewątpliwy wpływ, forsował obecność dawnych wysokich funkcjonariuszy SB. Jednym w jego głównych doradców był generał ..., w kacelarii prezydenta też dominowali funkcjonariusze: tak SB, jak i służb wojskowych. To się oczywiście zmieni, ale pozostaje kwestia tego, co było niejawne. A Kieres dotychczas blokował sprawę ujawnienia agentury. Ale pod kierownictwem Kurtyki to się niewątpliwie zakończy i mam nadzieję, że w końcu roku społeczeństwo otrzyma kompletne listy agentów Służby Bezpieczeństwa.
- Myślę, że wśród osób sprawujących funkcje publiczne: parlamentarzystów czy europarlamentarzystów są dawni członkowie bezpieki.
- Tam są ludzie, którzy byli umieszczeni już na Liście Macierewicza, są ludzie, o których Macierewicz mówił, że żałuje, iż na tej liście ich nie umieścił. Że wspomnę choćby o wybitnym polityku polskim Bronisławie Geremku. Życiorysy jego i innych zostaną prześwietlone i pokazane społeczeństwu, wraz z całym dorobkiemi powikłań tych ludzi. Myślę, że swój wyraz w opracowaniach naukowców IPN-u znajdzie także historia życia Tadeusza Mazowieckiego. Myślę, że zmieni to opinię społeczeństwa o tym, co działo się w Polsce po okrągłym stole i wyborach 4 czerwca 1989 roku. I zostanie wykazane, że wszystkie nieszczęścia, jakie Poslkę po tych wydarzeniach spotykały - myślę o rozkładzie gospodarki narodowej czy współrządzeniu neosolidarności z postkomunistami - nie były przypadkiem, a wynikiem pewnych niejawnych układów.
- Twierdzi Pan, że już wśród założycieli Solidarności była spora grupa ludzi powiązanych ze Służbą Bezpieczeństwa.
- Zakładając Wolne Związki Zawodowe nie wyobrażałem sobie, że komunistyczna policja polityczna posiada tak potężne możliwości inwiglacji, wprowadzania agentów w nasze środowisko. Szczęśliwie się złożyło, że w nielicznej grupie założycieli Wolnych Związków agentów było mniej niż 50 procent. Ale to wyjątek - w latach 70. środowiska antykomunistyczne pozostawały zdominowane prezez służby. Jeżeli chodzi o KPN, to powiem, że udział agentów przewyższał 50 procent. W WZZ-ach było mniej, niż ludzi uczciwych. Ale ich rola była niesłychanie silna - przecież jeszcze przed wybuchem Solidarności zdemaskowaliśmy sztandarowego agenta, Edwina Myszka, ale nie wykryliśmy Lecha Wałęsy, choć on się częściowo do sej współpracy nawet sam przyznawał. Dopiero obecnie ujawnione dokumenty pokazjują skalę jego powikłań i współpracy i skalę upodlenia, na jakie się zdobył występując przeciw swym najbliższym współpracownikom i przyjaciołom.
- Ale pan Wałęsa nie przyznaje się do tego. Nawet prosił generała Jaruzelskiego, by go bronił, choć ten akurat tego wprost nie uczynił.
- Być może to odzwierciedlenie powiedzenia, że tonący brzytwy się chwyta. Jeżeli Wałęsa prosi Jaruzelskiego oświadectwo moralności, choć ten był agentem NKWD i KGB, to myślę, że takie świadectwo nie będzie miało żadnej wartości w oczach opinii publicznej. Wałęsa jest w sytuacji zupełnie beznadziejnej, ogłosił jedynie, że poda do sądu Andrzeja Gwiazdę, Antoniego Macierewicza i mnie. Ale nawet prezes Kieres, gorący obrońca Lecha Wałęsy, nie zdobył się nigdy na stwierdzenie, że Wałęsa NIE BYŁ agentem SB. I zgromadzona dokumentacja, i świadkowie, którzy w tej sprawie chcą zeznawać, mogą doprowadzić do totalnej kompromitacji byłego prezydenta. O co mu zatem chodzi, dlaczego leci niczym ćma w ogień? Trudno mi zrozumieć - być może firmy, które go w różne miejsca zapraszają i wynajmują go na pokaz dla różnych Japończyków, Arabów, zarządały od niego wyjaśnienia tych oskarżeń. Byc może znalazł się w pułapce, tzn. żeby nadal zarabiać pieniądze za wynajmowanie się tym firmom musiał oddać sparwę do sądu, a z drugiej strony wie, że sprawa to doprowadzi do jego kompromitacji. Myślę, że już niedługo otrzymamy oficjalne, sądowe potwierdzenie jego odpowiedzialności za donosy, za gratyfikacje finansowe, jakie otrzymywał za szpiclowanie swych przyjaciół.
- Jak postrzegałby Pan proces lustracyjny w skali ogólnokrajowej w sensie technicznym. Jakie sankcje proponowałby Pan wobec tych, którym udowodni się współpracę z wrogimi niepodległej Polsce służbami?
- Nastawienie społeczne się zmienia - o ile jeszcze niedawno większość społeczeństwa była za tolerancją wobec byłych agentów, to obecnie dorasta - paradoksalnie, bo ludzie ci nie zaznali komunizmu - mlode pokolenie, które nie chce mieć do czynienia z agentami jako liderami życia politycznego i ludzie ci są zwolennikami wykluczenia agentów z życia publicznego. Czyli szanse dekomunizacji, nie tylko lustracji, rosną. I rzeczywiście - nowe projekty lustracyjne zmierzają w kierunku konsekwentnego pozbawienia byłych agentów w życiu politycznym czy publicznym. Wydaje się, że nowe propozycje PiS-u dążą do trwałego, nie tylko okresowego, wykluczenia współpracowników i funkcjonariuszy SB z życia publicznego. Oczywiście w wymiarze państwowym, nikt nie zamierza eliminować agentów na przykład z życia ekonomicznego.
- A członkowie, czy raczej: oficjele PZPR?
- Tutaj chodzi wyłącznie o członków tzw. egzekutywy, bo trzeba rozróżnić te pojęcia. Pamiętajmy, że w okresie gierkowskim do PZPR należało około trzech milionów Polaków i to nie ma poważnego znaczenia, gdyż absolutna większość z nich nie miała nic do powiedzenia w kwestii polityki partii, jej wewnętrzenej struktury. PZPR była partią leninowską i była partią podwójną: istniała partia wewnętrzna i partia publiczna. I tu nie chodzi o członków tej partii publicznej, masowej, a tylko o czlonków tej partii wewnętrznej, tzw. egzekutyw - sytstemu wykonawczego, ludzi wtajemniczanych w procedury wykonawcze, procedury wspólpracy z tajnymi policjami, procedury terroru - nazywając rzecz po imieniu. To nie jest duża liczba ludzi, ale oni właśnie ponoszą bezpośrednią osobistą odpowiedzialność za komunizm w jego antypolskim, antynarodowym sensie.
- Gdyby niedawno wybory prezydenckie wygrał Donald Tusk, a jeszcze wczęsniej gdyby wybory parlamentarne wygrała Platforma Obywatelska, to przpuszcza Pan, że procesy lustracji i dekomunizacji odwleczonoby o kolejne lata?
- Wiosną bieżącego roku prestiżowy miesięcznik Arkana przeprowadził wśród dwunastu osób ankietę, prosząc o prognozę na najbliższy okres. Jako jeden z ankietowanych wypowiedziałem się w sposób pesymistyczny - wisoną sondaże wskazywały, że wybory do parlamentu wygra PO, i że po wyborach powstanie rząd koalicyjny zdominowany przez Platformę, z któerj wywodzić się będzie także prezydent. Odpowiedziałem, że taka sytuacja nie stwarza dla Polski żadnych korzystnych perpektyw, czyli że będzie kontynuacją poprzedniego układu. I że powtórzy się sytuacja z układu AWS - Unia Wolności. To znaczy: wygrana PO, która była wówczas reklamowana jako gwarantowana, z prezydentem Tuskiem albo nawet postkomunistą Cimoszewiczem wskazywała, że kontynuowane będą rządu postkomunistów wraz z tymi, którzy z nimi siedzieli przy okrągłym stole. Czyli, że będą konserwatorami starego układu. Tymczasem doszło do absolutnie rewelacyjnej sytuacji - wybory wygrał PiS i stało się możliwe sformowanie rządu mniejszościowego, ale jednorodnego politycznie - rządu, który musi w trosce o swój obraz w społeczeństwie musi realizować plan wyborczy. To jest sytuacja absolutnie nowa, a ja jestem pełen jak najlepszych nadziei. Myślę, że premier Marcinkiewicz i prezydent Lech Kaczyński stworzą zespół, który wrezscie rozpocznie naprawę Polski i wciągu kilku najbliższych lat będzie w stanie zwiększyć siłą polskiej gospodarzki i - co najważniejsze - odbudować polskie społeczeństwo w poczuciu wspólnego interesu, wspólnej pracy na rzezc współnego państwa.
- Myśli Pan, że rządy prawicy antyliberalnej przetrwają więcej niż jedną kadencję?
- Jest kwestia, czy rząd Marcinkiewicza będzie rządem, który planuje przetrwanie całej kadnecji. Już dziś pojawiają się publiczne głosy, także wewnątrz PiS-u, że być może w prayszłym roku dojdzie do nowych wyborów, które umożliwiłyby PiS-owi utworzenie samodzielnego rządu większościowego. Ale tak czy owak, wydaje mi się, że zmiana orientacji w społeczeństwie polskim jest trwała. Że nie jest to zmiana, której konsekwencją - jak dotąd - bywały rządy czteroletnie, a nawet krótsze. Ale pamiętajmy, że dzisiejsza opozycja, czyli Platforma Obywatelska, nie jest opozycją antysolidarnościową, lecz opozycją wenątrzsolidarnościową. A obóz postkomunistyczny uległ kompletnemu upadkowi, choć jakiejś tam liczbie jego członków udało się jeszcze wejśc do sejmu. Ale to jest resztówka, która zwyczajnie, w sposób biologiczny, się kończy. I ci ludzie - coraz starsi, będą odgrywali coraz mniejszą rolę w życiu publicznym. A alternatywą dla obozu solidarnościowego będzie obóz liberalny, ale nie antysolidarnościowy. Nawet gdyby się okazało, że PiS straci nieco na popularności, to sytuacja nioe wróci do stanu poprzedniego, czyli odnowienia postkomunizmu.
- Temat lustracji jest bardzo żywy także w środowiskach polonijnych. Czy jest możliwośc stworzenia pewnych komórek, które pomogłyby przyjrzeć się środowiskom polonijym w kontekście lustracji?
- Mogę Państwa z przyjemnością zawiadomić, że ja osobiście, a także kilka innych osób, już opracowujemy plan badań nad agenturą komunistyczną przy Polonii. Te badania zostały już rozpoczęte, muszę tu wspomnieć choćby o pracach doktora Sławomira Cenckiewicza, który od kilku lat prowadził te badania w pojednykę i na własną rękę. Myślę, że to, co już opublikował, jest bardzo cenne i stanowi bardzo dobry początek. Ale to, co jest jeszcze przed nami może radykalnie zmienić i oczyszczić życie polonijne. Pamiętajmy też, że Polonię inwiglowały nie tylko peerelowskie służby specjalne - działały tu też służby sowieckie, a także służby innych krajów komunistycznych. Działały zbiorowo, w sposób bardzo wytężony przeciw Polonii, na rzecz jej dezitegracji, a także na rzecz usadawiania na jej szczycie funkcjonariuszy lub agentów służb specjalnych. Na ten front skierowano olbrzymie wysiłki, duże pieniądze i wielu ludzi. Trzeba ze smutkiem powiedzieć, że operacja niszczenia i dezintegracji Polonii uwińczona została powodzeniem. Ale dzisiaj przyszedł czas, by tę sytuację ujawnić opisać i w jak najkrótszym czasie rozpocząć proces naprawy i usuwania tych ludzi ze struktu polonijnych.
- Dziękuję za rozmowę i czekam na efekty działalności Pana i pańskich współpracowników.
rozmawiał Jerzy Filipkowski
|