Grupka trzymająca władzę
Pisaliśmy już na naszych łamach o ataku, jaki niektórzy prezenterzy radiostacji WPNA przypuścili na wydawcę Kuriera Codziennego, Adama Ocytkę. Upór komentatorów - godny lepszej sprawy - pozwala przypuszczać, że swoista nagonka radiowa nie wzięła się z niczego.
Tak się złożyło, że kilka tygodni temu odbyło się spotkanie swoistego sądu kapturowego działaczy polonijnych w składzie: dr Wojciech Białasiewicz - redaktor naczelny Dziennika Związkowego, Edward Mika - prezes Związku Klubów Polskich, Tadeusz Czajkowski - sekretarz finansowy tejże organizacji oraz Adam Dyczkowski - prezenter radiowy, prowadzący (na fali należącej do Polish National Alliance czyli WPNA) popołudniówkę Radio Express. Spotkanie bynajmniej nie było tajne, wprost przeciwnie - wspominali o nim w radiowej rozmowie dwaj uczestnicy, czyli panowie Dyczkowski i Mika.
Czym zaowocowało? Ano, ze stacji 1490 przez dłuższy czas (na dodatek, w okresie światecznym) trwały niesmaczne wręcz ataki na Adama Ocytkę i na kilka innych osób z polonijnego środowiska. Jak to zwykle przy takich okazjach bywa, nie brakowało w eterze pomieszania z poplątaniem, zaś gorliwy prezenter dodatkowo otwierał mikrofon wszystkim chętnym słuchaczom, co owocowało różnymi wypowiedziami, nierzadko - powiedzmy eufemistycznie - znacznie przekraczającymi granice dobrego smaku. Ocytce zarzucano między innymi defraudowanie pieniędzy przezaczonych na leczenie ciężko chorego chłopca, brak widocznych postępów przy budowie pomnika Chrystusa Króla, pomawiano go także o sprzeniewierzenie pieniędzy na budowę Pomnika Katyńskiego w Niles. I co się okazało? Ano, że kłamstwo wyżej wymienionego kwartetu egzotycznego ma krótkie nóżki, Adam Ocytko przedstawił na łamach Kuriera stosowne rozliczenia akcji zbierania pieniędzy na operację Piotra Zieleniewicza (do której - ze względu na zgon mlodego człowieka - niestety, nie doszło), podobnie jak i rozliczenia Fundacji Milenium zajmującej się budową pomnika Chrystusa Króla. Co do Pomnika Katyńskiego - od dawna wiadomo było, że jego budową zajmuje się zupełnie inna osoba. Kapturowcy wyszli - oględnie mówiąc - na durni, Edward Mika boi się rozmawiać nawet z Dyczkowskim, z którym - jak było słychać w radiu - jest na ty, a redaktor Białasiewicz nie ma o czym pisać w swej gazecie. Oczywiście, nikomu z nich nie przyjdzie nawet na myśl, by przeprosić pomówionych, a rozochocony Dyczkowski przywołuje do tablicy coraz to nowe osoby z polonijnego środowiska. Trudno go skądinąd winić, ma audycję w wyjatkowo niekorzystnym czasie, na dodatek nie ma żadnych szans pozyskania słuchaczy Piotra Michalaka (1030 AM) i Pawła Flisiaka (1080), prawdę powiedziawszy - o niebo od Dyczkowskiego lepszych. A każda metoda, by przyciągnąć słuchaczy (i - być może - sponsorów) jest dobra.
Zostawmy zatem pechowego prezentera w spokoju. Bo przy okazji całej sprawy na scence pojawiły się dwie nowe - stare postaci. Pierwsza z nich to handlowiec Mark Rzepkowski, który wsławił się swego czasu doradztwem wyborczym pani Nancy Kaszak, gdy przed dwoma laty kandydowała w wyborach do Senatu USA.
Pomoc Rzepkowskiego skończyła się tym, że mająca jak w banku zwycięstwo kandydatka pochodzenia polonijnego, sromotnie przegrała konfrontację z panem Rahmem Emanuelem. Jednak bankrut polityczny Rzepkowski znow straszy - ni stąd ni zowąd wyskoczył z pomównieniem wobec Adama Ocytki o zbiórkę pieniędzy na Pomnik Katyński. I pozyskał ciekawego chórzystę - jest nim niejaki Adam Bułat, który właśnie zabrał się za rozliczanie Adama Ocytki za pieniądze zbierane na - jak to wczśniej powiedział Rzepkowski - Pomniki Katyńskie.
Problem w tym, że Adam Ocytko nigdy na takie pomniki pieniędzy nie zbierał...
Skąd zatem taka gorliwość pana Bułata (i paru innych) w atakowaniu wydawcy Kuriera? Sadzę, że sporo do myślenia daje wypowiedź wspomnianego wcześniej Edwarda Miki, właśnie w radiowej rozmowie z redaktorem Dyczkowskim. Stwierdził on mianowicie, że Ocytko został odsunięty ze stanowiska prezesa Związku Klubów Polskich, bo chciał przeprowadzić dekomunizację w Związku... Mniej zorientowanym przypomnę, że Adam Ocytko był prezesem ZKP do roku 2002, a łącznie sprawował tę funkcję przez 21 lat. Tak się złożyło, że Adam Bułat był w tym czasie pracownikiem kosulatu Poskiej Rzeczypospolitej Ludowej. To nie przejęzyczenie, pan Bułat pracował w konsulacie jeszcze w latach osiemdziesiątych, jeszcze w ostatniej ekipie nominowanej przez generala Wojciecha Jaruzelskiego. Po wyjeżdzie pracowników do Polski, Adam Bułat został doradcą prezesa Kongresu Polonii Amerykańskiej, Edwarda Moskala, jako... ekspert do spraw polskich. I rzeczonym ekspertem jest już od ponad dziesięciu lat. Ba, ostatnio awansował nawet na stanowisko dyrektora Kongresu Polonii Amerykańskiej. O ironio, tego samego Kongresu, który powołany do życia został w roku 1944, by walczyć z komuną o wolną Polskę. Powtórzmy - o wolną Polskę, a nie Polskę Kwaśniewskich, Millerów, Rywinów, Żagli, Pęczaków i różnych Bułatów.
Kilka miesięcy temu w Polsce odbyło się posiedzenie Rady Koordynacyjnej Polonii Świata, któremu to zebraniu przewodniczył Longin Pastusiak - niegdyś zdeklarowany wróg Stanów Zjednoaczonych, a Polonię USA reprezenwoał nikt inny, jak właśnie pan Bułat.
O zainteresowaniu pana Bułata sprawami Polonii niech świadczy jeden fakt - przez kilkanaście lat ani razu nie pojawił się na żadnym zebraniu Komitetu Organizacyjnego Parady 3 Maja, ale akurat w roku 2002, gdy od organizacji parady odsunięto Adama Ocytkę, od razu pojawił się na zebraniu wspomnianego komitetu. Takiego to reprezentanta Polonii się dorobiliśmy...
Tak się złożyło, że w ostatnich tygodniach zaobserwowaliśmy nagonkę nie tylko na Adama Ocytkę, ale i na inną patriotyczną i antykomunistyczną dziennikarkę - Łucję Śliwę. Oczywiście, właśnie w programie Dyczkowskiego, który (być może nieświadomie) realizuje cele swych pryncypałów, a którzy jak ognia boją się słowa dekomunizacja, zaś powolne otwieranie teczek przysparza ich o palpitacje serca. A może po prostu różni aferanci spod znaku Sojuszu Lewicy Demokratycznej chcą sobie przygotować podatny grunt właśnie w Chicago? W końcu nie łudzą się, że w kolejnych wyborach parlamentarnych nie będą mieli już najmniejszych szans na jakikolwiek sukces.W tym kotekście próba odsunięcia niewygodnych, bo patriotycznych działaczy miałaby sens.
Oczywiście, poloniją grupkę trzymającą władzę możnaby rozszerzyć o inne nazwiska. Choćby o doktora Wojciecha Wierzewskiego - niegdyś sekretarza Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej na Uniwesytecie Wraszawskim. Jemu akurat trudno się dziwić, że boi się dekomunizacji. To właśnie leninowskiej najważniejszej ze sztuk zawdzięczamy mądrą i dojrzałą dokumentację artysztyczną kolejnych epok Kraju Rad - poczawszy od burzliwych lat Wojny Domowej, pamietnych subotników i pierwszych pięciolatek - aż po sotatnie, gigantyczne osiągnięcia w Kosmosie i na dalekiej Syberii - pisał swego czasu Wierzewski o... radzieckiej sztuce filmowej. Szkoda, że nie dodał, czyimi rękami owe osiągnięcia na dalekiej Syberii zostały dokonane. Obecnie Wierzewski jest redaktorem naczelnym miesięcznika Zgoda, oficjalnego organu Związku Narodowego Polskiego. I chyba ma prawo bać się dekomunizacji, która przecież jest nieunikniona.
Ciekawe, że nad całością nagonki na Adama Ocytkę (i przy okazji Łucję Śliwę) matczyną reką czuwała kuzynka Edwarda Moskala - pani Emily Leszczynski, menadżer stacji i wydawnictw związkowych. Według słów samego Dyczkowskiego - poinstruowala go, że nie musi w swej audycji korzystać z tzw. opóżniacza, co spowodowało szereg wulgarnych wypowiedzi na antenie WPNA. Co więcej - w czasie, w którym stacji słuchają w dużej części dzieci i młodzież.
I watpię, by czyniła to ze służbowego polecenia krewniaka. Bo, niestety, pogarszający sie stan zdrowia prezesa Związku Narodowego Polskiego chyba nie pozwala mu już kontrolować tego, co dzieje się w organizacji, która właśnie świetuje 125-lecie istnienia. Watpliwe, by on sam decydował o czymś w takim towarzystwie, jak wyżej wymienione.
Konkluzja? Marszałek Józef Piłsudski powiedział swego czasu o niektórych współpracownikach: wszy mnie obsiadły. I obawiam się, że podobnie pomysleć mógłby i Edward Moskal. Nie brak w Związku Narodowym Polskim ludzi prawych, oddanych sprawom Polski i Polonii, znam wielu z nich, a nazwisk nie chcę przytaczać tylko po to, by... im samym nie zaszkodzić. I mam nadzieję, że właśnie do nich będzie należeć przyszłość polonijnej organizacji. Dekomunizacja jest nieunikniona - tak w Polsce, jak i w środowiskach polonijnych. Szkoda tylko, że niektórzy robią wszystko, by Polonia nie znalazła się w awngradzie tej dekomunizacji.
Jerzy Filipkowski
|