Dziura w rurze
W Polsce ktokolwiek ma dziurę w pewnej części ciała to usiłuje
tę dziurę zatkać dolarami z Chicago. Nie ma tygodnia aby ktoś
w sobotę i niedzielę nie wyciągał ręki z kapeluszem lub tacą
do polonijnej społeczności. Jak trzeba zatkać dziurę w jezdni
na Floriańskiej lub w murze na jasnej Górze to leci delegacja
do USA. Ostatnio dziura zrobiła się na małej salce teatralnej
przy ulicy Sławkowskiej w Krakowie. Zalało widownię. Potopiły
się szczury, bo akurat nikogo innego w tym czasie tam nie
było. Ponieważ salka nalezy do Narodowego Teatru Starego to
Barbara Natkaniec pomysłodawczyni wyciągnętych po prośbie
rąk, rzuciła hasło najazu na Polonię w Chicago przez trzy
aktorki i odrobinę mężczyzny z piosenkami Kabaretu Starszych
Panów. Zespół przyjezdnych uzupełnili miejscowi. Aktorka od
lalek i aktor, którego nigdy przedtem na scenie nie widziałem,
a on nie widział przypuszczalnie jak powinien wyglądać gospodarz
wieczoru, czyli konferansjer typu Rudzki, Krukowski, Wiktorczyk,
Dziewoński, Michnikowski czy nawet odległy w czasie Dymsza.
Typowi showmani, za którymi Andrzej Krukowski, gospodarz wieczoru,
aby sięgnąć po rolę konferansjera, powinien stać na samym
końcu kolejki. Ewa Staniszewska, kobieta korpulentna nie mogła
zdecydować kim na scenie chce być. Czy amantką, do której
brakuje jej urody i figury, czy śmieszącą publiczność Miss
Piggi na słupkowatych nogach. Mimo braku zdecydowania była
jednak w widowisku najlepsza i aktorki z Narodowego Teatru
Starego powinny się od niej uczyć. Właściwy show zrobiła jednak
utalentowana młdozież z zespołu Związku Narodowego Polskiego
Wici, którego kierowniczka, Magda Solarz nie została nawet
wymieniona w afiszu. Pan Stawowy mógłby się zająć jakąś odpowiedniejszą
pracą niż pętanie się po widowni i scenie z parasolem i mruczenie
pod nosem, a panie Paluch, Kaim i Gancarczyk niechby pośpiewały
sobie w Domu Kultury w Stalowej Woli, a nie w Teatrze Narodowym.
Ostatnia sprawa to cena biletów. Ponieważ chodziło o zatkanie
dziury to Fundacja - Fundacji zazyczyła sobie 75 dolarów za
bilet. 150 dolarów od pary. Chicago to duże miasto. Czasami
jedna ulica ciągnie się 70 kilometrów. Trzeba więc na wyjątkowo
drogą w tym roku benzynę arabską wydać niemałą sumę nie mówiąc
o parkingu i kuszącym bufecie w dwutysięcznej sali i na scenie
budzącej przerażenie w krakowskich aktorach występujących
na ogół na scenkach typu Jama Michalikowa. W sumie wybierając
się do Centrum Kopernikowskiego należy wydać 200 dolarów czyli
omalże całą polską emeryturę. A rura?
Za naprawę pękniętej rury Teatru Narodowego powinien zapłacić
naród, albo miasto, albo ubezpieczenie. Ale odkąd Naród został
okradziony, miasto nie ma pieniędzy, a fundusze ubezpieczeniowe
znajdują się na prywatnych kontach w Szwajcarii to za rurę
nie ma kto zapłacić co daje pole do popisu pani Natkaniec
i kilku aktorkom, które wyciągają rękę z kapeluszem i lecą
po dolary, których i tak nikt nigdy nie zobaczy bo się rozpłyną
w wodzie, która pozostanie po pękniętej rurze.
Bywalec
|