Polskie akcenty Soboru Watykańskiego cz. II
Maryja Matką Kościoła (21.XI.1964)
Sobór Watykański II trwał od 1962 do 1965 roku. Z Polski kilku biskupów brało w nim udział oraz ze świeckich prof. Stefan Świeżawski. Największy wkład w prace soborowe wnieśli ówczesny metropolita, arcybiskup krakowski Karol Wojtyła oraz Prymas Polski krad. Stefan Wyszyński. Abp Wojtyła był współautorem konstytucji duszparskiej o Kościele w świecie współczesnym Graudium et spes. Natomiast prymas był wnioskodawcą aby Maryję ogłosił Sobór Matką Kościoła.
I. Po powrocie z drugiej sesji Soboru Wat. II, która miała miejsce jesienią 1963 r., kard. Stefan Wyszyński, duchowy Ojciec Instytutu Prymasowskiego, powiedział biskupom i innym osobom, że już od dawna nosi w sercu pragnienie większej chwały Maryi, którą tak bezmiernie ukochał. Pragnie, aby Matka Chrystusowa, Matka Boga, została na Soborze ogłoszona Matką Kościoła, czyli Matką całego Ludu Bożego. Wspomniał o tym Ojcu Świętemu Pawłowi VI, który z wielką radością odniósł się do tej sprawy, ale zaznaczył, że musi to przejść przez opinię teologów, zwłaszcza mariologów. Po powrocie z Rzymu prymas udał się do Włocławka, do bp. Antoniego Pawłowskiego, najlepszego wówczas polskiego mariologa, z prośbą o napisanie memoriału biskupów polskich do papieża Pawła VI, aby ogłosił Maryję Matką Kościoła i oddał Jej cały świat. Ksiądz biskup przyjął zamówienie, tak, że jesienią 1964 roku ksiądz prymas ze wspaniałym memoriałem udał się do Rzymu na 3 sesję soborową. Przedtem, w czasie Plenarnej Konferencji Episkopatu Polski, 4 września, memoriał ten podpisali na Jasnej Górze wszyscy biskupi polscy.
II. 16 września 1964 r., w dniu rozpoczęcia 3 sesji soborowej, ksiądz prymas wygłosił w auli soborowej przemówienie, które było właściwie streszczeniem memoriału Episkopatu Polski.
21 listopada 1964 r. papież Paweł VI w obecności wszystkich Ojców Soborowych i przy ich gorącym aplauzie ogłosił Maryję Matką Kościoła.
Był to wielki akt, o którym ksiądz prymas powiedział w Gnieźnie, zdając sprawę Ludowi Bożemu z przebiegu wydarzeń: Od szeregu lat, jeszcze przed Soborem i w czasie jego trwania, biskupi polscy z wielką gorliwością pracowali nad właściwym ukazaniem miejsca i zadań Maryi w Kościele. Wyjeżdżając do Rzymu prosiliśmy w Polsce o modlitwę w intencji Soboru. Nie mamy pieniędzy, jak inne narody, które spieszą z pomocą, aby pokryć koszty Soboru. Przeciwnie, my musimy korzystać z dobroci Ojca Świętego, który właściwie utrzymuje biskupów polskich w Rzymie. Możemy się za to wywdzięczyć tylko modlitwą, co czynimy. Na Soborze nie prowadziliśmy żadnej propagandy, aby Maryja została nazwana Matką Kościoła. A jednak stało się to, czego tak gorąco pragnęliśmy - czyż to nie dowód, że jest w tym moc i wola Boża? Jest ogólna opinia, że jeśliby biskupi polscy tej sprawy nie podjęli i nie przedstawili Ojcu Św., prawdopodobnie nie miałoby miejsca to, co się stało. Zapewne działał sam Bóg i On chciał chwały dla Matki Najświętszej. My byliśmy tylko słabymi narzędziami.
III. Wspomina ksiądz Prymas nieco później: Ojciec Święty, przemawiając do nas, najpierw po włosku, a później po łacinie, powiedział tak: Spełnią się wasze życzenia, bo ogłosimy Maryję Matką Kościoła. Zapytałem wtedy: To na pewno będzie w Bazylice Najświętszej Maryi Panny Większej? Ojciec Święty uśmiechnął się i odpowiedział: Nie, to będzie w Bazylice Św. Piotra, podczas sesji publicznej. Wszyscy bardzo się wzruszyliśmy tą wiadomością.
21 listopada, na zakończenie 3 sesji Soboru, przyszliśmy do Bazyliki Św. Piotra przy śpiewie Ave Maris Stella. Mszę św. Papież odprawił w otoczeniu 24 biskupów, którzy z nim koncelebrowali. Byli to biskupi z najgłośniejszych sanktuariów maryjnych całego świata, wśród nich był również biskup częstochowski Stefan Bareła. (...) A gdy Papież oświadczyl publicznie, iż pragnie, aby odtąd Maryja odbierała w Kościele szczególną cześć jako Matka Kościoła, entuzjazm i radość nie miały granic. Tegoż wieczoru Ojciec Święty zaprosił mnie na prywatną audiencję pożegnalną. Tam powiedziałem Ojcu Świętemu: Jesteśmy porwani, podniesieni na duchu! Mamy bolesne doświadczenia w naszej Ojczyźnie, ale są one osłodzone obecnością Świętej Bożej Rodzicielki, która jest naszą Matką, daną ku obronie Narodu Polskiego.
IV. Po przyjeździe prymasa Polski do kraju, abp Antoni Baraniak, ordynariusz poznański, opowiadał: Gdy Papież wypowiadał słowa: Proclamamus Mariam Matrem Ecclesiae - Ogłaszam Maryję Matką Kościoła - wszyscy biskupi zerwali się z miejsc i zaczęli klaskać z ogromnej radości, długo i żarliwie. Ciągle patrzyłem na Ojca (Prymasa). Ojciec wstał, miał twarz zasłoniętą rękami, między palcami spływały łzy. Widziałem, że był ze wszech miar wstrząśnięty. Dokonywała się jego umiłowana sprawa, przeogromna chwała Maryi, którą on ukochał i za którą gotów był poświęcić wszystko. Na Jasnej Górze modlono się słowami: Maryjo, Matko Boga, okaż się Matką Kościoła - Mater Dei, monstra te esse Mater Ecclesiae.
Abp Baraniak (nota bene ze Zgromadzenia Księży Salzjanów) porównywał ten moment z tym, co działo się na Sobobrze Efeskim w 431 r., gdy Maryja została ogłoszona Matką Boga. Wtedy również entuzjazm był niebywały. Ojcowie soborowi z pochodniami wyszli na ulice Efezu, śpiewając hymny maryjne. Tym razem biskupi zerwali się ze swych miejsc i zaczęli klaskać, śpiewając: Magnificat, Alma Redemptoris Mater, Ave Regina Coelorum, Ave Maris Stella itd.
Powtórzył się Efez. Tam Maryja została ogłoszona Matką Boga, a tu w Rzymie Matka Boga została ogłoszona Matką Kościoła. Radość biskupów i Ludu Bożego wyraziła się tak samo. Te Deum laudamus! Z wdzięcznością wspominamy tamte wydarzenia dziękując za wszelkie łaski Bogu w Trójcy Świętej Jedynemu: Deo gratias, a Maryję zapraszamy do naszych rodzin.
Matko Boża z Betlejemu,
Nad Dzieciątkiem pochylona,
Każde dziecko Polskiej Ziemi
w swe matczyne weź ramiona!
(...)
Matko Boża z Częstochowy -
z Ostrej Bramy i z Warszawy,
uczyń Polskę Ludem nowym,
Bożej chwały, Bożej sławy!
(ks. J. Majkowski SI)
Opracował Jan Darłak
*****
Miłość pragnie oglądać Boga
Jak matka pociesza swoje dzieci, tak Ja was pocieszę, mówi Pan (Iz 66,13)
I. Bóg spojrzał na świat wstrząsany lękiem i natychmiast zadziałał: z miłością pociąga go ku sobie, wzywa swą łaską, trzyma umiłowaniem i przywiązuje uczuciem. A więc ziemię pogrążoną w ciemnościach i nieprawościach karze i obmywa wodami potopu. Noego nazywa ojcem nowego wieku, przemawia do niego serdecznie, dopuszcza go do swej przyjaźni, łaskawie poucza o tym co ma czynić i pełen dobroci pociesza co do przyszłości.
Bóg nie tylko to mu nakazał, ale i współdziałając z Noem zamknął w arce potomstwo całego świata. Miłość płynąca z przestawania z Bogiem miała przezwyciężyć bojaźń sługi względem Pana, a wspólna troska zachować to, co ocalił wspólny wysiłek.
II. Następnie Bóg powołuje Abrahama spośród pogan, nadaje mu imię, czyni go ojcem wierzących, towarzyszy mu w drodze i zachowuje wśród obcych (Ur Chaldejskie), wzbogaca go posiadłościami (ziemia), wynosi zwycięstwami, zobowiązuje się uczynionymi mu obietnicami, uwalnia od przeciwności, wyróżnia przybywając doń w gościnę, wsławia nieoczekiwanym już potomkiem (Izaak). Pan obsypał Abrahama tyloma darami, aby pociągnięty tak wielką słodyczą Bożej miłości, nauczył się Boga miłować, a nie lękać, czcić Go w miłości, a nie w bojaźni. Pan Bóg pociesza we śnie uciekającego Jakuba, powracającego nakłania do walki i z nim się mocuje, aby umiłował Tego, który się z Nim zmagał, a nie lękał się Go. Również i do Mojżesza Pan się odzywa i rozmawia z nim, jak miłujący Ojciec i powołuje go na wyswobodziciela swego ludu (z ziemi egipskiej).
III. Wszystkie wspomniane tu sprawy rozpaliły w sercach ludzkich płomień miłości Bożej i upoiły ich uczucia tą miłością, która była dla nich jakby otwartą raną ducha, dzięki czemu zapragnęli ujrzeć Boga oczyma ciała. Cały świat nie ogarnie Boga, a jakżeby mogło ogarnąć Go niezdolne wejrzenie ludzkie? Ale potęga miłości nie patrzy na to, co będzie, ani na to, co jest winna, ani jakie są jej możliwości. Miłość nie jest wyrachowana, nie rozumuje, nie zna miary. Miłość nie zniechęca się niemożliwością, ani nie słabnie w przeciwnościach. Miłość spala człowieka, jeśli on nie pochwyci upragnionego celu i dlatego idzie on za jej porywem, a nie tam, gdzie powinien. Miłość rodzi pragnienie, rozpala się pożądaniem i namiętnie zmierza ku temu, czego jeszcze nie posiada.
IV. I cóż więcej można dodać? Miłość musi ujrzeć to, co miłuje, dlatego święci za nic poczytywali sobie swoje zasługi, gdybynie mieli oglądać Pana (Jezusa Chrystusa).
Tak więc miłość spragniona oglądania Boga, chociaż nie rozumuje, to jednak kieruje się ku Bogu. Dlatego Mojżesz ośmielił się powiedzieć do Pana: Jeśli więc znalazłem łaskę w Twoich oczach, ukaż mi woje oblicze. Również św. Piotr (Kefas) Apostoł Pana powiedział: Okaż Twe oblicze.
Podobnie i poganie, mimo, że błądzili, to jednak rzeźbili posągi bóstw, ponieważ pragnęli mieć przed oczyma to, co czcili.
Św. Piotr Chryzolog, kazanie 147, cykl: Z nauczania Kościoła - wybrał J. Darłak
|