Dostrzegać i przestrzegać
Gdy
duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych,
szukając soczynku. A gdy go nie znajduje mówi: Wrócę do swego
domu, skąd wyszedłem. Przychodzi i zastaje go wymiecionym
i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów,
złośliwszych niż on sam; chodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy
owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni. Gdy On mówił
jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego (Jezusa): Błogosławione
łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś. Lecz On rzekł:
Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa
Bożego i zachowują je. (Łk 11, 24-28).
***
I. Cała ludzka kultura istnieje w słowie i przez słowo. Nic
więc dziwnego, że Pan Jezus błogosławi tym, którzy słuchają
i strzegą słowa Bożego. Święty Paweł powie, że wszelka wiara
bierze się ze słuchania słowa Bożego. Z posługą słowa spieszy
Kościół i jego biskupi oraz katolicka prasa. Błogosławieni
przede wszystkim ci, którzy to słowo dostrzegają, którzy go
nie przeoczają.
Ileż pięknych teologicznych i katolickich artykułów znajdujemy
chociażby w Naszym Dzienniku czy Kurierze Codziennym. Potrzeba
nam tylko chęci, otwarcia i skupienia w czytaniu tychże artykułów
i akceptacji ich treści. Nieraz się przyrównuje Ewangelię
do kopalni drogich kamieni. Każdy odczytany tutaj jej fragment
jest na pewno taką kopalnią diamentów. Chodzi o to, aby w
tej kopalni dostrzec ten jeden diament dla mnie przeznaczony
- a taki znajduje się tam z cała pewnością. A więc dostrzegać.
II. A następnie - przestrzegać. Chrystus kładzie szczególny
nacisk na zachowanie słowa Bożego. Jasna rzecz: jeśli znalazło
się ten diament, to należy go strzec jak oka w głowie. Strzec
- to nie jest tylko zachowywać to słowo w pamięci (w głowie),
ale przestrzegać go w praktycznym postępowaniu na co dzień.
(Szczególnie w spotkaniu z bliźnimi).
Dostrzegać i przestrzegać. Godne jest tego słowo Boże, któremu
Zbawiciel poświęcił swoje życie i które uwiarygodnił swoją
krzyżową śmiercią (+ 33 rok n.e.). Z miłości ku rodzajowi
ludzkiemu tak się stało, a zarazem wypełnieniem planu zbawienia
- jego spełnieniem. Tym Słowem żywym, wcielonym, On sam się
stał - i strzec słowa Bożego to strzec samego Chrystusa w
swoim sercu i w swoim życiu. A umiłowany uczeń Chrystusa św.
Jan napisał: Kto z Boga jest słów Bożych słucha.
I to powinno być naszą powinnością i mądrością.
Opr. Jan H. Darłak
P.S. Znany i ceniony biblista krakowski zwykł mawiać (ks.
prof. Stanisław Grzybek): Nie ma dnia bez jednego zdania
przeczytanego z Pisma Świętego. Czytajcie i udostępniajcie
innym Biblię.
Był inicjatorem zbioru (tak cennego) homilii pt. Biblia na
codzień. Ks. Tadeusz Olszański CM we wstępie do ostatniej
swojej ksiązki Głosząc Ewangelię Królestwa tak napisał:
Dziełko niniejsze ośmielam się dedykować Przewielebnemu Księdzu
Infułatowi Stanisławowi Grzybkowi, znanemu i cenionemu bibliście,
człowiekowi wielkiego serca i wielkich zasług - jako skromny
wyraz wdzięczności i przyjaźni (Zebrzydowice, 18 czerwca
1995 r.). Druk Instytut Teologiczny Księży Misjonarzy - Kraków.
J.D.
*******
Chwasty, pszenica i żniwa
Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne
jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli.
Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał
chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło
kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli
i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na
swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?
Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli
mu słudzy: Chesz więc, żebyśmy poszli i zebali go? A on im
rzekł: - Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z
nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa, a w czasie
żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie
go w snopki na spalenie, pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza.
(Mt 13, 24-30).
I. Nie chcielibyśmy tym chwastem nazywać ludzi, choćby największych
szkodników (np. Jerzy Urban), ale chwatem jest zło, które
rozsiewają ludzie. My zaś często żądamy niecierpliwie natychmiastowej
reakcji ze strony Boga i niezwłocznej kary Bożej. Chcemy mieć
satysfakcję oglądania na własne oczy triumfu sprawiedliwości
i upokorzenia grzeszników. Chętnie nawet załatwilibyśmy to
własnymi rękami: Chcesz Panie Boże, żebyśmy poszli i zebrai
ten chwast? (por. wypadek we Włodawie). Lecz Bóg doradza cierpliwość.
A święty Paweł - apostoł pogan: W cierpliwości osiągnięcie
zbawienie dusz. Pan Bóg obdarzył człowieka wolną wolą i człowiek
- w pewnym sensie - ma prawo zrobić z tej wolności taki użytek
jak mu się podba. Bóg jest tak drażliwy na punkcie naszej
wolności, że nie chce jej naruszać, póki nie zezwolimy na
to, aż do śmierci, kiedy nam ją odbierze (J. Green). Aż do
śmierci: pozwólcie chwastowi (złemu człowiekowi) róść aż do
żniwa - mówi gospodarz tym niecierpliwym sługom.
II. Pan Bóg w swej cierpliwości postępuje jak mądry wychowawca:
człowiek winien na sobie samym doświadczyć skutkó własnych
błędów, przekonać się na własne oczy i na własnej skórze,
jakie zło sprowadza nadużycie wolności. Dopuszcza Pan Bóg
tego nie dla zguby grzesznika, lecz dla jego zreflektowania
(red. J. Urban ocalał). Takie bolesne doświadczenie sprowadza
ludzi (ateuszy) najskuteczniej na właściwą Bożą drogę - a
często na drogę pokuty i wiary. Czy my nie obserwujemy wokół
siebie - bliżej czy dalej - jak wczorajsi grzesznicy, bluźniercy,
gorszyciele wypełniają dzisiaj z zapałem praktyki religijne?
(Często pielgrzymują do Rzymu, Watykanu, sanktuariów maryjnych
(Jasna Góra, Kalwaria Zebrzydowska, Guadelope, Lourdes, Medżugorie,
Fatima).
Są to może ci, których nasza niecierpliwość chciała przedwcześnie
związać w snopki i spalić.
Iluż by już naszych zdrajców Polski nie żyło - jeno popiół
zostałby po nich.
A jednak: Bóg czeka, Bóg jest miłością.
III. Sprawiedliwość Boga dąży przede wszystkim nie do pognębienia
grzesznika, lecz do zwycięstwa, jakie w jego duszy i życiu
odnosi prawda.
Bóg (jak uczy historia) daje nawet grzesznikowi szansę, by
wypowiedział się aż do końca (por. Voleoire, konwertyci etc.).
I daje mu czas na przebycie mozolnej, powrotnej drogi do Niego,
która może być nawet bardzo długa. Wtedy ów człowiek powraca
do Ojca jak ewangeliczny syn marnotrawny. A Ojciec przygarnia
go i urządza dla niego wystawną ucztę. Bo ó syn zaginął był,
a odnalazł się. I to jest najważniejsze, gdyż i radość w
niebie jes wielka - jak czytamy w Ewangelii.
Opracował Jan H. Darłak
|