Pogoda

Radio Polonii 2000
Wietrzne Radio 1080am
GPDesigning.com

Dostrzegać i przestrzegać

Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając soczynku. A gdy go nie znajduje mówi: “Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem”. Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów, złośliwszych niż on sam; chodzą i mieszkają tam. I stan późniejszy owego człowieka staje się gorszy niż poprzedni. Gdy On mówił jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego (Jezusa): Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”. Lecz On rzekł: Owszem, ale przecież błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”. (Łk 11, 24-28).

***

I. Cała ludzka kultura istnieje w słowie i przez słowo. Nic więc dziwnego, że Pan Jezus błogosławi tym, którzy słuchają i strzegą słowa Bożego. Święty Paweł powie, że wszelka wiara bierze się ze słuchania słowa Bożego. Z posługą słowa spieszy Kościół i jego biskupi oraz katolicka prasa. Błogosławieni przede wszystkim ci, którzy to słowo dostrzegają, którzy go nie przeoczają.
Ileż pięknych teologicznych i katolickich artykułów znajdujemy chociażby w Naszym Dzienniku czy Kurierze Codziennym. Potrzeba nam tylko chęci, otwarcia i skupienia w czytaniu tychże artykułów i akceptacji ich treści. Nieraz się przyrównuje Ewangelię do kopalni drogich kamieni. Każdy odczytany tutaj jej fragment jest na pewno taką kopalnią diamentów. Chodzi o to, aby w tej kopalni dostrzec ten jeden diament dla mnie przeznaczony - a taki znajduje się tam z cała pewnością. A więc dostrzegać.
II. A następnie - przestrzegać. Chrystus kładzie szczególny nacisk na zachowanie słowa Bożego. Jasna rzecz: jeśli znalazło się ten diament, to należy go strzec jak oka w głowie. Strzec - to nie jest tylko zachowywać to słowo w pamięci (w głowie), ale przestrzegać go w praktycznym postępowaniu na co dzień. (Szczególnie w spotkaniu z bliźnimi).
Dostrzegać i przestrzegać. Godne jest tego słowo Boże, któremu Zbawiciel poświęcił swoje życie i które uwiarygodnił swoją krzyżową śmiercią (+ 33 rok n.e.). Z miłości ku rodzajowi ludzkiemu tak się stało, a zarazem wypełnieniem planu zbawienia - jego spełnieniem. Tym Słowem żywym, wcielonym, On sam się stał - i strzec słowa Bożego to strzec samego Chrystusa w swoim sercu i w swoim życiu. A umiłowany uczeń Chrystusa św. Jan napisał: Kto z Boga jest słów Bożych słucha”.
I to powinno być naszą powinnością i mądrością.

Opr. Jan H. Darłak

P.S. Znany i ceniony biblista krakowski zwykł mawiać (ks. prof. Stanisław Grzybek): “Nie ma dnia bez jednego zdania przeczytanego z Pisma Świętego. Czytajcie i udostępniajcie innym Biblię”.
Był inicjatorem zbioru (tak cennego) homilii pt. “Biblia na codzień”. Ks. Tadeusz Olszański CM we wstępie do ostatniej swojej ksiązki “Głosząc Ewangelię Królestwa” tak napisał: Dziełko niniejsze ośmielam się dedykować Przewielebnemu Księdzu Infułatowi Stanisławowi Grzybkowi, znanemu i cenionemu bibliście, człowiekowi wielkiego serca i wielkich zasług - jako skromny wyraz wdzięczności i przyjaźni” (Zebrzydowice, 18 czerwca 1995 r.). Druk Instytut Teologiczny Księży Misjonarzy - Kraków.

J.D.


*******

Chwasty, pszenica i żniwa

Inną przypowieść im przedłożył: Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł. A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc wziął się na niej chwast?
Odpowiedział im: Nieprzyjazny człowiek to sprawił. Rzekli mu słudzy: “Chesz więc, żebyśmy poszli i zebali go? A on im rzekł: - Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa, a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie, pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza. (Mt 13, 24-30).
I. Nie chcielibyśmy tym chwastem nazywać ludzi, choćby największych szkodników (np. Jerzy Urban), ale chwatem jest zło, które rozsiewają ludzie. My zaś często żądamy niecierpliwie natychmiastowej reakcji ze strony Boga i niezwłocznej kary Bożej. Chcemy mieć satysfakcję oglądania na własne oczy triumfu sprawiedliwości i upokorzenia grzeszników. Chętnie nawet załatwilibyśmy to własnymi rękami: Chcesz Panie Boże, żebyśmy poszli i zebrai ten chwast? (por. wypadek we Włodawie). Lecz Bóg doradza cierpliwość. A święty Paweł - apostoł pogan: W cierpliwości osiągnięcie zbawienie dusz”. Pan Bóg obdarzył człowieka wolną wolą i człowiek - w pewnym sensie - ma prawo zrobić z tej wolności taki użytek jak mu się podba. Bóg jest tak drażliwy na punkcie naszej wolności, że nie chce jej naruszać, póki nie zezwolimy na to, aż do śmierci, kiedy nam ją odbierze (J. Green). Aż do śmierci: pozwólcie chwastowi (złemu człowiekowi) róść aż do żniwa - mówi gospodarz tym niecierpliwym sługom.
II. Pan Bóg w swej cierpliwości postępuje jak mądry wychowawca: człowiek winien na sobie samym doświadczyć skutkó własnych błędów, przekonać się na własne oczy i na własnej skórze, jakie zło sprowadza nadużycie wolności. Dopuszcza Pan Bóg tego nie dla zguby grzesznika, lecz dla jego zreflektowania (red. J. Urban ocalał). Takie bolesne doświadczenie sprowadza ludzi (ateuszy) najskuteczniej na właściwą Bożą drogę - a często na drogę pokuty i wiary. Czy my nie obserwujemy wokół siebie - bliżej czy dalej - jak wczorajsi grzesznicy, bluźniercy, gorszyciele wypełniają dzisiaj z zapałem praktyki religijne? (Często pielgrzymują do Rzymu, Watykanu, sanktuariów maryjnych (Jasna Góra, Kalwaria Zebrzydowska, Guadelope, Lourdes, Medżugorie, Fatima).
Są to może ci, których nasza niecierpliwość chciała przedwcześnie związać w snopki i spalić.
Iluż by już naszych zdrajców Polski nie żyło - jeno popiół zostałby po nich.
A jednak: Bóg czeka, Bóg jest miłością.
III. Sprawiedliwość Boga dąży przede wszystkim nie do pognębienia grzesznika, lecz do zwycięstwa, jakie w jego duszy i życiu odnosi prawda.
Bóg (jak uczy historia) daje nawet grzesznikowi szansę, by wypowiedział się aż do końca (por. Voleoire, konwertyci etc.). I daje mu czas na przebycie mozolnej, powrotnej drogi do Niego, która może być nawet bardzo długa. Wtedy ów człowiek powraca do Ojca jak ewangeliczny syn marnotrawny. A Ojciec przygarnia go i urządza dla niego wystawną ucztę. “Bo ó syn zaginął był, a odnalazł się”. I to jest najważniejsze, gdyż i radość w niebie jes wielka - jak czytamy w Ewangelii.

Opracował Jan H. Darłak