Być bliźnim, to być człowiekiem
(Łk 10, 25-37)
I. W odpowiedzi na pytanie: Kto jest moim bliźnim? - Pan Jezus
stawia nam przed oczy przykład dobrego Samarytanina. Ewangelia
wg św. Łukasza. Samarytanin dla Żyda był wrogiem - i nawzajem
Żyd był wrogiem dla Samarytanina. Możemy ostatecznie złagodzić
to pojęcie wroga i powiedzieć: byli dla siebie ludźmi zdecydowanie
obcymi. (Tak jak w piosence Lady Pank - Wciąż jestem obcy).
Człowiek obcy niewiele nas obchodzi, nie jesteśmy skłonni
świadczyć mu jakichś wyszukanych usług czy nawet uprzejmości,
obcy to obcy. Nie mówimy w gronie chrześcijan o wrogach. Może
i mamy wrogów, ale sami nie chcemy być wrogiem dla kogokolwiek.
Czy jednak nie należałoby zrewidować także pojęcia obcości?
Czy ludzie ginący w Iraku, za których modliliśmy się w kościołach,
czy ludzie walczący w Czeczenii, których wspieraliśmy darami
- czy to byli dla nas ludzie obcy?
Jeśli nawet przedtem byli nam obcy, to od jakiegoś momentu
stali się nam bliscy. A więc postawmy sprawę w ten sposób:
to że ktoś jest inny, nie znaczy, że musi być obcy.
II. Człowiek inny nie musi oznaczać obcego. Człowiek inny,
innej wiary, innej narodowości, innego języka - jest po prostu
inny, ale z tego, że jest inny, nie wynika, że musi nam być
obcy. Ten czlowiek przeżywa swoje ludzkie sprawy tak samo,
jak my: smuci się i raduje, cieszy się i cierpi, ma swoje
nadzieje i zwątpienia, plany i marzenia - tak samo, jak my.
A więc nie jest nam obcy, choć inny jest jego wygląd, kolor
skóry (np. Murzyn, Chińczyk, Eskimos), zawód, stanowisko i
stan posiadania (n. dozorca szkoły, właściciel fabryki, bogaty
szejk z Kuwejtu), gusty i upodobania (jeden lubi muzykę ludową,
inny jazz, Bethovena czy Strausa) - nie musi być nam obcy.
Patrząc na obraz tego dobrego Samarytanina dochodzimy do jeszcze
jednej prawdy: że człowiek im bliższy jest drugiemu, tym bardziej
jest sobą.
Tylko poprzez drugiego, poprzez bycie z drugim, dochodzi
człowiek do samego siebie (kard. Józef Ratzinger - obecny
Papież Benedykt XVI). Jak stwierdza Pan Jezus, człowiek, gdy
oddaje innym przysługi, odnajduje w nich bliźnich; sam też
uświadamia sobie swoje z nimi pokrewieństwo, odnajduje swoje
człowieczeństwo - czyli odnajduje siebie. Miłuj bliźniego
swego jak siebie samego!
Wybrał i opr. Jan H. Darłak
*******
Listy do redakcji
Trzeźwość jest piękna
Rocznice trzeźwości AA
Spotkanie miało miejsce w budynku przy ulicy Addison i Laclaire
w Chicago. Byłem, czyli znalazłem się tam jako osoba towarzysząca
mojego rodaka Wojtka. Była to sobota, 24 września. Zbudowałem
się ich wypowiedziami i przeżyciami, mało, wzruszyłem do łez.
Kolega Darek, animator, prowadzący spotkanie, wywoływał kolejno
jubilatów, a ci podchodzili do mikrofonu (do stolika), przedstawiali
się i mówili szczerze o sobie, o drodze powrotu do normalności,
do prayc, o trudnościach i problemach abstynencji.
I tak usłyszałem kolejno imiona i okres abstynencji:
Jurek - 17 lat
Grzegorz - 10 lat
Wojtek - 10 lat
Mietek - 10 lat
Dominika - 5 lat
Ewa - 3 lata
Łukasz - 3 lata
Każy otrzymał pamiątkowy medal. Napis: Jedność, służba, zdrowienie.
Ciekawe, że spotkanie rozpoczęło się i zakończyło refleksyjną
modlitwą, w której przewijała się wielka ufność w pomoc Bożą
i Jego miłosierdzie. Odmówiono też trzymając się za ręce łańcuch
serc modlitwę Ojcze Nasz. Była kawa i zimne napoje.
Na początku padło właśnie to zdanie z ust Ewy (alkoholiczki),
że trzeźwość jest piękna. Ona rozpoczęła swoje refleksje,
a później 3 osoby odczytały tzw. 12 kroków Programu Grupy
AA. Najwięcej o sobie, o problemach z trzeźwością mówił p.
Wojtek, który uroczyście świętował 10-lecie abstynencji. Picie,
włóczęgostwo, policja, areszt, szpital, leczenie czy awantury,
były jego codziennym chlebem. Stał nad przepaścią. Teraz to
się u niego zupełnie zmieniło. Jego życie ma sens. W garniturze,
krawacie i uśmiechniętej twarzy dawał świadectwo sobą i innym.
Mówił jak pedagog - psycholog. Inni podobnie łamanym głosem
mówili o sobie, dziękowali grupie za wsparcie i wspólne spotkanie.
Byli jedną rodziną - przyjacielską i otwartą na swoje problemy.
Spotkanie zakończyło się spożyciem smacznego obiadu zamówionego
w restauracji Jolly Inn.
Dyskusja trwała do późnych godzin nocnych. Ciasto i kawa były
w zasięgu ręki.
I ja tam byłem, miód i Cocę piłem
A com widział i słyszał wyżej zamieściłem.
Jan Darłak
P.S. Było ok. 60 osób. Takie rocznice odbywają się raz w miesiącu.
Był to dzień łaski od Boga. Jakże inną atmosferę XIX-wiecznej
Polski szlacheckiej oddał w wierszu nasz poeta, Adam Mickiewicz:
Jedzą, piją, lulki palą,
Tańce, hulanki, swawole,
Ledwie karczmy nie rozwalą
Ha ha, hi, hi, hejże hola.
Twardowski siadł w końcu stóla
Podparł się w boki jak basza,
Hulaj dusza, hulaj - woła,
Śmieszy, tumani, przestrasza.
Pani Twardowska
|