Prof.
Józef Szaniawski, historyk, politolog, publicysta. W latach
1973-85 konspiracyjnie współpracował z Radiem Wolna Europa.
Po wykryciu skazany przez sąd wojskowy na 10 lat więzienia
jako agent wywiadu USA. Do 1990 r. przebywał w najcięższych
więzieniach PRL. W 1990 r. uniewinniony przez Sąd Najwyższy
jako ostatni więzień polityczny PRL. Działał przeciw wpływom
sowieckim w Polsce i na rzecz integracji Polski z NATO. Przyczynił
się do ujawnienia bezprecedensowej misji wywiadowczej pułkownika
Ryszarda Kuklińskiego oraz do jego rehabilitacji. Autor kilku
tysięcy artykułow, esejów i książek, m. in. Samotnej misji.
Wykładowca Wyższej Szkoły Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki.
Pułkownik
Ryszard Kukliński: - Armia Czerwona była najpotężniejszą,
największą i najbardziej nieludzką machiną wojenną, jaką znała
ludzkość Wiedziałem, jakie cele mają sowieccy marszałkowie
i generałowie. (...) Zdawałem sobie sprawę, że tym ludobójczym,
zaborczym, agresywnym planom mogą przeciwstwić się jedynie
Stany Zjednoczone, a i to w ramach sojuszu NATO. Latami przekładałem
na wielkich sztabowych mapach symbole grzyba wybuchu atomowego:
niebieskie tam, gdzie uderzenia miały paść z Zachodu, czerwone
tam, gdzie miały paść nasze. Nie mogłem nie myśleć, co te
grzybki oznaczają. Przecież nie mogłem tego robić bez wyobraźni!
Widziałem tę wojnę w całej brutalnej, katastroficznej dokładności.
Widziałem Polskę zalewaną lawiną stali, która płynie na zachód,
wchodzi w przerwy po pierwszym rzucie wojsk sowieckich i sięga
po Atlantyk. Wszystkie moje najgorsze przypuszczenia znajdowały
potwierdzenie. A do tego Europa krzyczała, że lepiej być czerwonym
niż martwym. Musiałem coś zrobić!
(Fragment książki J. Szaniawskiego pt. Samotna misja)
Pamięci
Pułkownika
Z prof. Józem Szaniawskim, dyrektorem warszawskiego biura
Kuriera Codziennego, rozmawia Marek Bober
- Z chwilą
śmierci pułkownika Ryszarda Kuklińskiego na nowo ożywiła się
dyskusja wokół - chyba już tak pozostanie, przynajmniej na
jakiś czas - sporu bohater czy zdrajca. Komunizmu, jak się
mówi, nie ma w Polsce od kilkunastu lat. Wciąż jednak są ludzie
i środowiska nieprzyjazne pułkownikowi, co - zresztą - przestaje
dziwić...
- Mało kto wie, jak umarł Pułkownik. Otóż, wziął do ręki Gazetę
Wyborczą i przeczytał artykuł. Był to kolejny paszkwil na
Pułkownika. Korespondent Wyborczej w USA, Bartosz Węglarczyk,
zamieścił bowiem recenzję z najnowszej książki Benjamina Weisera,
poświęconej Pułkownikowi a którą to książkę Weiser pisał od
niepamiętnych już czasów. Recenzja została tak skonstruowana
i zmanipulowana, iż wynikało z niej, że Kukliński potwierdza
motywy wprowadzenia stanu wojennego, o których mówi generał
Jaruzelski. Było to wierutne kłamstwo, bo nic takiego w tej
książce nie pada. W czwartek, 5 lutego, pułkownik pisał kolejną
wersję odpowiedzi, gdyż nie godził się z oszczerstwami Wyborczej.
Wiem o tym, gdyż dzwonił do mnie w tej sprawie wielokrotnie.
Dało się odczuć, że był bardzo zdenerwowany. W następstwie
tego dostał wylewu krwi do mózgu. W śpiączce, po sześciu dniach,
umarł.
- Wniosek z tego, że mimo rehabilitacji Pułkownika ciągle
bolało, że jeszcze się w Polsce źle o Nim mówi. Nie godził
się z tym?
- To prawda, nie godził się. Miał świadomość, że dużo się
zmieniło, że czas pracuje na jego korzyść, ale to było jeszcze
zbyt mało.
- Jak się pan dowiedział o chorobie płk. Kuklińskiego?
- W piątek, 12 lutego, zadzwoniła do mnie Jego żona Joanna.
Później nastąpiły kolejne telefony, w tym od synowej Pułkownika
i byłego wiceministra spraw zagranicznych i obrony, Radka
Sikorskiego. Wiem, że profesor Zbigniew Brzeziński osobiście
dzwonił do prezydenta Busha, by zapewniono Pułkownikowi jak
najlepszą opiekę medyczną. Ostatecznie, nieprzytomnego Pułkownika
przewieziono spod Waszyngtonu do Tampy na Florydzie. To nie
jest wcale przypadek. Tampa jest wojskowym miastem, to z
niego dowodzone są wojska amerykańskie walczące w Afganistanie
i Iraku. Kukliński trafił do najlepszej amerykańskiej kliniki
wojskowej, opiekowali się nim najwybitniejsi specjaliści.
Słyszałem, że leżał obok żołnierzy, którzy odnieśli rany w
Afganistanie i Iraku. To dużo mówi. To historyczny symbol.
- Jak wspomniałem, po śmierci Pułkownika na nowo rozpoczęła
się dyskusja na temat Jego roli w historii. Znacznie spadł
też procent Polaków, którzy uznawali Go za zdrajcę; jakby
coraz więcej jest zaś Polaków, uznających Go za bohatera.
Wydaje się też, że niektórzy jeżeli nie zmieniają krytycznego
zdania co do Jego osoby, to co najmniej łagodzą wypowiedzi.
Odnosi się to również do Lecha Wałęsy...
- Wałęsa miał historyczną i polityczną możliwość rehabilitacji
Pułkownika i uczynienia naprawdę wiele dobrego w tej materii.
Mało tego, że możliwość - miał nawet obowiązek to zrobić.
Stało się inaczej. Wałęsa zawsze jak najgorzej wyrażał się
o Pułkowniku, wręcz go opluwał. Nic nie uczynił, aby Pułkownika
uniewinnić i zrehabilitować. A ostatnio powiedział w telewizji,
że Kukliński jest bohaterem. To skandal! Wałęsa powinien to
powiedzieć wcześniej - 13 lat wcześniej. Były prezydent doskonale
wie, że to nie on, ale właśnie Kukliński najbardziej zaszkodził
komunizmowi i Związkowi Sowieckiemu. Wałęsa wie, że jego i
jego kumpli rola była dużo mniejsza. Były przywódca Solidarności,
Adam Michnik czy Jacek Kuroń nie chcieli wystąpić po stronie
Pułkwnika, bo to zaszkodziłoby ich etosowi, ich opozycyjnym
życiorysom. Przez wszystkie lata od zmiany ustroju w Polsce
robili i mówili wszystko, aby tylko pomniejszyć historyczną
rolę Pułkownika. Swego czasu powiedziałem, że Wałęsa skacząc
w stoczni przez płot ryzykował jedynie złamaniem czy skręceniem
nogi. Kukliński natomiast ryzykował życiem własnym i swojej
rodziny. To jest fundamentalna różnica. Trzeba też zaznaczyć,
że działalność pułkownika nie była sporadyczna. Swoją działalność
prowadził konsekwentnie przez 11 lat, co jest rzadkością i
fenomenem w historii wywiadu.
- W Stanach Zjednoczonych opinia na temat Pułkownika jest
jednoznacznie pozytywna. Praktycznie tak samo jednoznaczna
opinia istnieje wśród Polonii amerykańskiej, czego nie da
się - niestety - powiedzieć o rodakach w Polsce. Zachodzą
obawy, że w Polsce jeszcze przez długie, długie lata zdania
będą podzielone. Jest nadzieja na zmianę?
- Nadzieja jest zawsze i sytuacja się poprawia. Szalenie ważne
są w tym przypadku opinie odnośnie Pułkownika, jakie istnieją
w Rosji. A są one jednoznaczne. Sowieccy marszałkowie i generałowie
twierdzą wprost: to właśnie Kukliński wykradł nasze największe,
najbardziej strzeżone, tajemnice. Mówi tak np. marszałek Kulikow,
mówią generałowie Pawłow i Gridkow. Oni doskonale zdają sobie
sprawę, że dzięki Kuklińskiemu Amerykanie mieli takie informacje
wojskowe, dzięku którym mogli podjąć skuteczne działania przeciw
Związkowi Sowieckiemu a to z kolei zapobiegło sowieckim imperialnym
zapędom, a co najistotniejsze - trzeciej wojnie światowej.
I akurat dlatego Kukliński jest bohaterem. Pułkownik przeciwstawił
się Imperium Zła, walczył z okupacyjną Armią Czerwoną, która
stacjonowała na terytorium Polski od 1944 r. aż po 1993 r.
Tylko ludzie podli i ludzie złej woli mogą mówić, że Kukliński
nie był bohaterem. Cóż, są jeszcze w Polsce ludzie, dla których
armia sowiecka stacjonująca w Polsce nie była armią okupacyjną.
Są ludzie, którzy uznają, że Armia Czerwona nie zagrażała
światu. Nic na to jednak nie możemy poradzić. Jeśli nie docierają
fakty, jeśli nie przekonują argumenty, to najlepszym lekarzem
jest w tej sytuacji czas.
- Niektóre środowiska i organizacje w Polsce postulują, aby
pośmiertnie awansować Pułkownika do stopnia generała. Zgadza
się pan z tym?
- Znam te apele. Nie uważam jednak, by Pułkownik chciał ten
ten stopień przyjąć. Nie ulega żadnej wątlipowści - a Ryszard
miał pełną tego faktu świadomość - że był On najsłynniejszym
pułkownikiem w dziejach Wojska Polskiego. Musimy się z tym
zgodzić tak samo, jak z tym, że nasłynniejszymi majorami byli
Sucharski i Hubal. Nie ulega dla mnie żadnej wątpliwości,
że Pułkownikowi należy się odznaczenie. Jakie? Nie ode mnie
to zależy. Wniosków o odznaczenia jest wiele. Wspomnę jedynie,
że długo już leży w Kancelarii Prezydenta m. in. wniosek Zbigniewa
Brzezińskiego o nadanie Pułkownikowi krzyża Virtuti Militari.
Ważne jest uzasadnienie tego wniosku: Pułkownik działał w
warunkach wojny, zimnej wojny, z narażeniem życia. Z kolei
Światowy Związek Żołnierzy Armii Krajowej skierował do prezydenta
wniosek o przyznanie Pułkownikowi Virtuti Militari oraz Orderu
Orła Białego.
- W sprawie pułkownika apelował również Zbigniew Herbert...
- Apelował i to wielokrotnie. Wystarczy przypomnieć, że poeta
jeszcze w 1995 r. skierował do prezydenta Lecha Wałęsy słynny,
bo obiegły cały świat, list. Wtedy to nawet The New York
Times dostrzegł sprawę i porównał inicjatywę wielkiego polskiego
poety do jakże bezprecedensowego wstawiennictwa Emila Zoli
w sprawie kapitana Dreyfussa.
- Stany Zjednoczone nie robiły jednak z Pułkownika bohatera?
- Tak, to prawda. I może dobrze. Stany Zjednoczone doskonale
wiedziały, jak bezcennne były informacje Pułkownika i jakie
miały one znaczenie dla ludzkości. Pułkownik otrzymał najwyższe
wywiadowcze odznaczenie CIA, otrzymał też stopień pułkownika
armii USA. Pamiętajmy, że zdarzyło się to po raz pierwszy
od czasów Kościuszki i Pułaskiego. Musimy wiedzieć, że w latach
zimnej wojny CIA dysponowała rocznym budżetem rzędu 50 mld
dol. Ale to Kukliński a nie CIA miał największe sukcesy. W
dodatku polski Pułkownik pracował za darmo, nie pobrał od
CIA ani jednego dolara a na dodatek to on zwerbował CIA -
a nie CIA Jego. Ten wątek ma kolosalne znaczenie. Po co robić
więc szum wokół Kuklińskiego, skoro podatnicy amerykańscy
mogli zapytać: na co poszły milardy dolarów, skoro sprawę
załatwił jeden oficer z Polski.
- Do tej pory krąży wiele informacji i legend, w jaki sposób
pułkownik przekazywał informacje na Zachód. Wiele osób wciąż
zadaje sobie pytanie, jak udawało Mu się - pracując w Sztabie
Generalnym - uniknąć wpadki przed długie lata. A przecież
docierał wszędzie, docierał do supertajnych informacji Układu
Warszawskiego pod stałym, czujnym okiem komunistyczych służb
specjalnych...
- Ryszard, a znałem Go przecież przez wiele lat, bardzo niechętnie
o tym mówił, choć trochę udało mi się dowiedzieć. Kukliński
już w 1971 r. nawiązał współpracę z CIA a następnie systematycznie
awansował w Sztabie Generalnym. Jako szef Oddziału Planowania
Obronno-Strategicznego Sztabu Generalnego Ludowego Wojska
Polskiego przekazał Amerykanom ok. 42 tys. stron dokumentów,
które zawierały najpilniej strzeżone tajemnice Układu Warszawskiego,
w tym plany sowieckiego podboju Europy Zachodniej z wykorzystaniem
broni atomowej. W pewnym momencie bowiem stał się Kukliński
faktycznym łącznikiem między Jaruzelskim a marszałkiem Ustinowem,
sowieckim ministrem obrony i prawą ręką Breżniewa. Bywało
nawet, że latał do Moskwy dwa razy dziennie. Wiem na przykład,
że amerykańskie służby wyposażyły Go w odpowiednim czasie
w urządzenie, będące połączeniem dzisiejszego telefonu komórkowego
i skanera. To dawało Mu taki komfort, że nie musiał w domu
trzymać jakichkolwiek dokumentów; przekazywał je po prostu
drogą satelitarną. Cóż, dzisiaj to normalna rzecz, ale Kukliński
działał w ten sposób 30 lat temu.
- W swojej ostatniej książce poświęconej pułkownikowi pt.
Samotna misja po raz kolejny wyraźnie wskazuje pan, że Kukliński
przekazał Stanom Zjednoczonym dokumenty i tajemnice Układu
Warszawskiego, działając w ten sposób na szkodę Związku Sowieckiego
i Armii Czerwonej a nie na szkodę Polski i Wojska Polskiego.
Niestety, nadal duża cześć byłych i obecnych żołnierzy oraz
oficerów, spora cząść elit politycznych i społeczeństwa uważa
inaczej, przypinając Pułkownikowi łatkę zdrajcy. Dlaczego?
- Przede wszystkim, pomimo wielu wysiłków, wciąż jest w Polsce
za mało wiedzy o Pułkowniku; wciąż na nie wystarczającą skalę
docierają do ludzi fakty. Wojciech Jaruzelski nadal twierdzi
naprzykład, że cała polska armia jest przeciwko Kuklińskiemu.
To jest kłamstwo. Przeciwko Pułkownikowi występuje jedynie
grupa związana z wprowadzeniem w Polsce stanu wojennego, związana
z całym aparatem komunistycznym i sowietyzacją polskiego wojska
oraz społeczeństwa. Jakoś dziwnie nie przyjmują oni do wiadomości
na przykład symbolicznego wręcz wydarzenia, kiedy to podpułkownik
Ludwik Kanior, jakby nie było bohater bitew pod Lenino i Studziankami,
przekazał Kuklińskiemu swój krzyż Virtuti Militari. Z drugiej
strony, pisaliśmy o tym w pierwszym tegorocznym numerze Kuriera
Codziennego, Jaruzelski nie zwrócił po 1990 r. swojego platynowo-złotego
Orderu Lenina, który otrzymał - co chciałby utrzymać w tajemnicy
- jako jedyny w historii Polak jako nagrodę za wprowadzenie
i przeprowadzenie stanu wojennego.
- Kolejną kwestią, wykorzystywaną przeciwko Pułkownikowi jest
rzekome złamamie przysięgi wojskowej. Czy dostatecznie wyjaśniono
już tę sprawę?
- Moim zdaniem wyjaśniono ją bardzo dokładnie i każdy rozsądny
człowiek wie, o co chodzi. Kukliński był żołnierzem zawodowym
od 1947 r. Kukliński składał przysięgę Ludowego Wojska Polskiego
w momencie, kiedy nie mówiło się w niej o podporządkowaniu
i wierności Armii Czerwonej, co zresztą szeroko opisałem w
moich publikacjach. W czasach późniejszego PRL-u setki tysięcy
młodych Polaków, w tym również i ja, musiało składać przysięgę
na wierność Armii Czerwonej i Układu Warszawskiego. Żadna
przysięga składana pod przymusem nie jest ważna w majestacie
prawa. Zmarły przed rokiem prawnik, mój przyjaciel, nieoceniony
Lech Falandysz twierdził, że przysięga składana na wierność
Armii Sowieckiej i armii Układu Warszawskiego była nieważna.
Na miłość boską! -chyba każdy rozumie, że była to przysięga
skierowana przeciwko żywotnym interesom Polski i narodu polskiego,
przeciwko polskiej racji stanu. Przysięga bowiem zobowiązywała
do wierności armii, która okupowała Polskę. Rozróżnijmy: wierność
sojuszom była zapisana w konstytucji PRL, natomiast żołnierze
musieli przysięgać wierność obcej, okupacyjnej armii. Kukliński,
istotnie, taką przysięgę złamał. Ale On do armii zgłosił się
sam, dobrowolnie w 1947 r. Żłożył wtedy przysięgę na wiernoś
Rzeczypospolitej, bo taka wtedy obowiązywała, zakończoną zwrotem
Tam mi dopomóż Bóg. W kolejnych latach zmieniano przysięgę,
potęgując uległość i służalczość wobec Armii Czerwonej. A
wszyscy zapewne pamiętają wyjątkowo ohydną rotę, wprowadzoną
w 1976 r. przez ministra obrony narodowej Jaruzelskiego. Ale
w tym wszystkim chodzi zupełnie o co innego. Rzecz polega
nie na problemie złamania przysięgi, lecz na dokonaniach
Pułkownika. We wspomnianej książce Samotna misja umieściłem
dwa podrozdziały: Rosjanie o Kuklińskim oraz Amerykanie
o Kuklińskim. I obie strony się zgadzają: Kuklińskiemu udało
się wykraść Moskwie najważniejsze sowieckie tajemnice. Umieściłem
na przykład opinię marszałka Wiktora Kulikowa, który - przypomnę
- był głównodowodzącym Układu Warszawskiego; był on ponadto
przewidywany na dowódcę sowieckiej inwazji na Europę Zachodnią.
Otóż, w wywiadzie z 1997 r., udzielonym Rzeczpospolitej,
powiedział on, że Kukliński był inteligentnym zdrajcą, niegodnym
munduru polskiego oficera. I proszę sobie wyobrazić, że jeszcze
nie tak dawno sowiecki marszałek miał czelność decydować,
kto był a kto nie godny noszenia polskiego munduru. Jest to
znakomita odpowiedź na pytanie, czym była ówczesna wojskowa
przysięga i w sobie samej PRL.
- Istnieją dwie szkoły, jeśli mówimy o dokonaniach Pułkownika.
Twierdzi się, że przekazane przez Kuklińskiego materiały wyrządziły
przede wszystkim szkodę Związkowi Sowieckiemu, uderzyły w
Armię Czerwoną i Układ Warszawski, ugodziły w dumę i prestiż
Imperium Zła. Druga szkoła skłania się do twierdzenia, że
materiały Kuklińskiego były na tyle cenne, że zmieniły bieg
wydarzeń i losy świata. Co pan na to?
- Bez żądnej wątpliwości wiemy już dzisiaj, że informacje
Pułkownika zawróciły koło historii. Bez tych informacji dzisiejszy
świat mógłby, a raczej na pewno by tak było - wyglądać inaczej.
- Proszę o przykład.
- Na przełomie 1973/74 roku Kukliński napisał tajny materiał
analityczno-strategiczny i przekazał go Amerykanom. Było to
kilkusetstronicowe dzieło. Wykazał w nim nie tylko słabości
Armii Czerwonej, ale przede wszystkim mankamenty wojsk państw
NATO w Europie. Ów memoriał posłużył Amerykanom do dłuższej
dyskusji w naprawdę najwyższych kręgach polityczno-wojskowych.
Kukliński bowiem odstąpił od reguły - nie przekazał najzwyklejszych
danych szpiegowskich; w zamian dokonał chłodnej analizy strategicznej
i pokazał Amerykanom ich słabości. To właśnie na podstawie
tego materiału i po tej dyskusji prezydent Carter zmienił
doktrynę obronną USA w Europie. Stany Zjednoczone opracowały
wtedy strategię powstrzymania agresji sowieckiej bez posługiwania
się bronią atomową. A jak wiadomo, wcześniej planowano - na
wypadek wojny - uderzenie bronią atomową m. in. w Polskę,
przez którą miały się przetaczać wojska sowieckie maszerując
na Zachód.
- Nie należy jednak pomniejszać informacji czysto wywiadowczych,
jakie zdobył Pułkownik.
- Należy je bezwględnie doceniać, gdyż pozwoliły one Waszyngtonowi
skutecznie neutralizować wszystkie zamierzenia i posunięcią
Kremla. Rosjanie po raz ostatni zupełnie poważnie brali pod
uwagę możliwość uderzenia na Europę Zachodnią w latach 1983-86.
Działalność Kuklińskiego miała historyczne znaczenie: Armia
Czerwona nie mogła rozpocząć planowanego od 1917 r. marszu
na Zachód.
- Ale te prawdy nie do wszystkich jeszcze docierają. Nie oszukujmy
się, ale nadal wielu Polaków nie chce uznać Pułkownika za
bohatera. Szafuje się tutaj argumentem słuszności wprowadzenia
stanu wojennego. Wtedy też komuniści ujawnili sprawę Kuklińskiego.
Operują argumentami zdrady i złamania przysięgi wojskowej.
Czy ta propaganda jest skuteczna?
- Całkowcie nie. Sondaże opinii, jak wspomnieliśmy wcześniej,
zmieniają się na korzyść pułkownika i dzisiaj naprawdę potępia
Go jedynie wąska grupa. Mowa tutaj o Jaruzelskim, Kiszczaku
czy Urbanie. I temu nie należy się dziwić. Problemem jest
- co boli - że potępiają Kuklińskiego tacy ludzie jak Wałęsa,
Michnik, Kuroń, Onyszkiewicz czy zmarły Jerzy Giedroyć. Przyjmijmy
jednak do wiadomości, że za bohatera uznali Go choćby kardynał
Franciszek Macharski, biskup Tadeusz Pieronek i - w końcu
- obecny premier Leszek Miller.
- Lech Wałęsa, choć mógł, nigdy nic dobrego w sprawie pułkownika
nie uczynił. Najgorsze jest jednak to, że traktował Go jako
zdrajcę, człowieka będącego na usługach komunistów, traktował
Go jako podwójnego agenta. Dlaczego tak postępował?
- Tak mu powiedzieli i kazali postępować genrałowie Jaruzelski
i Kiszczak. To jest jedyne wytłumaczenie. Każda osoba mieszkająca
w USA wie, że aby otrzymać obywatelstwo tego kraju, trzeba
przejść dokładną procedurę sprawdzającą. Pułkownik otrzymał
obywatelstwo. Mało tego - został oficerem armii USA ze stopniem
pułkownika. Otrzymał najwyższe odznaczenie CIA, jako jeden
z ośmiu ludzi w całej historii Ameryki. Swego czasu w wywiadzie
radiowym Leszek Miller powiedział, że czas pracuje na korzyść
Pułkownika. To święta prawda. Jaruzelski, Kiszczak i Urban
mogą mówić, że Związek Sowiecki był najlepszym państwem na
świecie i tak samo najlepszym rozwiązaniem był komunizm. Mogą
mówić, że PRL była państwem suwerennym. Nikt w to już nie
wierzy. O Kuklińskiego bądźmy spokojni. Będzie o Nim mowa
przez dziesiątki lat, spory będą trwały, bo tak się zawsze
dzieje, kiedy mamy do czynienia z postaciami historycznymi.
Będą odbywały się konferencje naukowe, będą odbywały się sesje,
będą powstawały książki naukowe i beletrystyczne; będą też
filmy i sztuki teatralne. Sam napisałem o Nim trzy książki
(czwarta ukaże się niebawem), setki artykułów, udzieliłem
setek a może tysięcy wypowiedzi. W swoich zbiorach mam ok.
10 tysięcy wycinków prasowych naten temat. To jest fenomen.
Proszę mi pokazać jakiegokolwiek Polaka na przestrzeni ostatnich
20 lat, o którym by tak zażarcie dyskutowano!
- Czy pułkownik bardzo przeżywał te spory?
- Mniej więcej półtora roku temu Kukliński postanowił spędzić
w Polsce wakacje. Premier Miller postanowił podjąć Pułkownika
obiadem. Miller powiedział wtedy w mojej obecności, że jest
zaszczycony możliwością goszczenia Go. Nie kto inny, tylko
Miller mówił - wręcz prosił - aby Pułkownik zastanowił się
nad powrotem do Polski. Dodał, że Polska Go potrzebuje. Pewnego
dnia udaliśmy się z Ryszardem na spacer po Łazienkach. Przechodząca
w pewnym momencie para ukłoniła nam się. Ryszard powiedział,
że to na pewno jacyś moi znajomi. A oni ukłonili się jemu,
rozpoznali Go. I później znowu ktoś się ukłonił, ktoś podał
rękę a przed Pałacem na Wodzie grupa ludzi serdecznie Ryszarda
wyściskała. Wieczorem przy kolacji Kukliński skomentował sondaże:
jeśli one są wiarygodne, to połowa Polaków chce mi uścisnąć
dłoń, druga połowa powinna podejść i plunąć w twarz. W trakcie
spaceru nie było ani jednego reprezentanta tej drugiej połowy.
Po raz ostatni Pułkownik odwiedził Polskę w pierwszej dekadzie
grudnia ub. roku. Mieszkał po trochu u mnie, po trochu w swoim
mieszkaniu na Żoliborzu.
- Czyli myślał o powrocie?
- Urządzał w swoim mieszkaniu kuchnię. Mówił o powrocie do
Polski, żył przyszłością. Nic nie wspominał o testamencie.
Jego śmierć była nagła i nieoczekiwana.
- Ale chyba wspominał, gdzie chciałby spocząć...
- Obok matki, w Rembertowie.
- No właśnie. Pojawiły się warszawskie Powązki i Cmentarz
Rakowicki w Krakowie. A jakie jest pańskie zdanie?
- Moim zdaniem Ryszard powinien spocząć w Alei Zasłużonych
na cmentarzu wojskowym na Powązkach. Miałoby to szczególne
znaczenie, bowiem w Alei Zasłużonych pochowano m. in. Bolesława
Bieruta, Władysława Gomułkę, Aleksandra Zawadzkiego, generała
Karola Świerczewskiego, a więc takich herosów, którzy długo
i wiernie wysługiwali się Związkowi Sowieckiemu. Dożyliśmy
XXI wieku i wolnej - dzięku także Kuklińskiemu - Polski. Właśnie
na tym cmentarzu ktoś taki jak Kukliński, pułkownik Wojska
Polskiego i Armii USA, armi stowarzyszonych w NATO, powinien
mieć swoje miejsce.
- Wciąż istnieje szereg wersji powstania w listopadzie 1981
r. przecieku i możliwości dekonspiracji Pułkownika. Powstało
wręcz wiele legend. A jak było pańskim zdaniem?
- Szczegółów będziemy dochodzili jeszcze długo. Faktem jest,
że w Sztabie Generalnym LWP była grupa dziewięciu osób podejrzewanych
o współpracę z USA. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazywały,
że bezpieka metodą prostej dedukcji dotrze do Kuklińskiego.
7 listopada, a więc w rocznicę Rewolucji Październikowej,
Amerykanie kazali Kuklińskiemu udać się do sowieckiej ambasady
na bankiet. Bawiło się tam wtedy kilkuset generałów i oficjeli;
byli wśród nich Jaruzelski i Kiszczak. Ale z tego bankietu
Kukliński już nie wrócił do domu. Rano, rejsowym samolotem
LOT-u, wyleciał do Londynu. Miał oryginalny polski paszport
z Jego fotografią, ale wystawiony na fałszywe nazwisko. Bezpośrednią
zgodę na ewakuację Kuklińskiego z Polski wydał prezydent Ronald
Reagan. To mówi wszystko.
- Kukliński był pierwszym polskim oficerem w NATO. Jak Polska,
zrzeszona w NATO, powinna Go uhonorować?
- Przed ostatnim wyjazdem prezydenta Kwaśniewskiego do USA
przekazałem mu egzemplarz Samotnej misji. Do książki dołączyłem
list, w którym apelowałem do prezydenta Rzeczpospolitej o
uhonorowanie Pułkownika najwyższym polskim odznaczeniem -
Orderem Orła Białego. List pozostał bez odpowiedzi. Ale apel
ponawiam.
- Dziękuję.
|